top of page
prelegenci

Trzy płyty z lodu, które uratują Was przed udarem. Terje Isungset zaprasza

Mam dla was trzy mroźne płyty na gorące dni. Terje Isungset to artysta, który jak nikt inny nadaje się na dzisiejsze, mordercze upały. Podczas gdy my topimy się w czterdziestostopniowym upale, on od ćwierć wieku tworzy muzykę z lodu. I to dosłownie – rzeźbi instrumenty z zamrożonych jezior i lodowców, grając koncerty, które potrafią fizycznie stopnieć na scenie. Co najlepsze, w tym arktycznym szaleństwie ma swój potężny udział nasz człowiek, Grzech Piotrowski – jedyny saksofonista na świecie, który okiełznał saksofon wycięty z lodowej bryły.


Zamiast kolejnego wiatraka, który tylko miesza gorące powietrze, czas na lodowe orzeźwienie. Ale zanim przejdziemy do konkretnych płyt, musimy zrozumieć, skąd w ogóle wziął się ten szalony pomysł.


Terje zakochuje się w wodospadzie


Początki tej lodowej rewolucji sięgają 1999 roku. To wtedy Festiwal Zimowy w Lillehammer zlecił Terjemu – znanemu już z nowatorskiego podejścia do jazzowej perkusji – zagranie koncertu pod zamarzniętym wodospadem.

„Poczułem dźwięk spod wodospadu, a potem uderzyłem w lód” – wspomina z uśmiechem Terje. „Pomyślałem, że to takie piękne. To było jak zakochanie się. Jako perkusista możesz w zasadzie zdefiniować swój własny instrument. Może to być kubek, szkło, metal, cokolwiek. Bardzo chciałem usłyszeć dźwięk lodu i sprawdzić, czy może to otworzyć coś nowego, ponieważ nigdy wcześniej tego nie próbowano”.

W 1999 roku nie było internetowych poradników ani książek o tym, jak rzeźbić instrumenty z lodu. Isungset musiał sam wymyślić całą technologię (co zajmuje czasem wiele tygodni) oraz... logistykę koncertów w pomieszczeniach.



Podczas występów jego asystent wnosi i wynosi topniejące instrumenty w ściśle określonym czasie. Jeśli pójdziesz zbierać lód do Kanady, Japonii czy Norwegii, za każdym razem zabrzmi inaczej w zależności od miejsca i roku. Są lata dobre i złe – zupełnie jak z winem.

„Jeśli zacznę grać na lodowym fonografie, muszę przerwać po około pięciu minutach. Jeśli instrumenty zaczynają się topić, dźwięk się zmieni i stopniowo zaniknie. Natura rządzi” – tłumaczy muzyk.

Festiwal w całości z lodu i wielki ekran BBC

Pasja Isungseta urosła do takich rozmiarów, że w 2006 roku założył pierwszy i jedyny na świecie Ice Music Festival w Norwegii (odbywający się w górskiej miejscowości Finse pod pełnym księżycem). Na potrzeby tego wydarzenia z lodu buduje się absolutnie wszystko – od samej sceny, przez miejsca dla publiczności, aż po instrumenty dla zaproszonych artystów z całego globu. Wszystko to trwa zaledwie chwilę, dopóki natura nie postanowi zmienić pory roku.


Ta niesamowita historia i ekologiczne przesłanie Isungseta (lód staje się przecież coraz trudniej dostępny) przyciągnęły uwagę największych mediów. Stacja BBC nakręciła o nim wspaniały film dokumentalny, pokazujący kulisy tego lodowego szaleństwa: od niebezpiecznych wypraw na zamarznięte norweskie jeziora w poszukiwaniu idealnego "brzmieniowo" lodu, przez morderczą pracę rzeźbiarzy, aż po magię samego koncertu. To idealny seans na dzisiejszy dzień – gwarantujemy, że sam widok tych kadrów natychmiast obniża temperaturę w pokoju.


Skoro już wiecie, z jakim lodowym radykałem mamy do czynienia, oto trzy albumy Isungseta, które wyleją na Wasz sprzęt audio kubeł lodowatej wody:


1. Igloo (2006) – Pierwszy oddech All Ice Records



To od tej płyty wszystko się zaczęło. Krążek został zarejestrowany w słynnym Icehotelu w szwedzkim Jukkasjärvi. Co genialne, Isungset i towarzysząca mu wokalistka Sidsel Endresen nie użyli świeżego lodu. Wykorzystali ten zebrany rok wcześniej, ponieważ rocznik 2003 miał "ekstremalnie dobre właściwości brzmieniowe".

Nagranie zrealizowano w prawdziwych igloo postawionych na zamarzniętej rzece Tårnelven. Płyta zdobyła nominację do norweskiego Grammy oraz nagrodę za najlepszą kompozycję roku od tamtejszego ZAiKS-u (TONO). Za unikalną oprawę graficzną odpowiadało Fuggi Baggi Design z Bergen. Słuchając surowego dialogu lodowej harfy (stworzonej przez Bengta Carlinga) i eterycznego głosu Sidsel, można poczuć dreszcz na plecach.



2. Beauty of Winter - Ice Music Live (2018) – Koncertowy lodofon



Jeśli Igloo było kameralnym eksperymentem, to Beauty of Winter (z otwierającym, hipnotyzującym utworem Blue Horizon) pokazuje to rzemiosło w pełnej, koncertowej okazałości. Płyta rejestrowana na żywo m.in. w Norwegii, Niemczech i Rosji to popis współpracy Isungseta z wokalistką Marią Skranes.

Usłyszycie tu pełen przekrój lodowego arsenału: lodowe dzwonki, trąby, rogi oraz lodofon (instrument w stylu marimby), w który Terje uderza dłońmi w grubych rękawicach, a nie pałkami. Muzyka jest niesamowicie przestrzenna i krucha. Dosłownie – bo dźwięk zmienia się w miarę, jak instrumenty zaczynają topnieć pod wpływem oddechów muzyków i oświetlenia.



3. Ice Quartet (2019) – Arktyczna orkiestra



Najbardziej rozbudowane brzmieniowo wydawnictwo w zestawieniu. Isungset zaprosił do współpracy innych poszukiwaczy sonicznych, tworząc prawdziwy lodowy kwartet. Muzyka utkana z mikro-dźwięków: pękania zamrożonych brył, skrobania kryształów i głębokich, basowych pomruków uderzanego lodu rzecznego. Słuchanie tego albumu w rozgrzanym pokoju daje niesamowity, psychologiczny efekt – mózg podświadomie zaczyna tęsknić za grubym swetrem.




Polski akcent w krainie lodu: Grzech Piotrowski i lodowy saksofon


Na koniec zostawiamy informację, która powinna napełnić dumą każdego polskiego fana jazzu. Terje Isungset nie eksploruje tej zamarzniętej przestrzeni sam w swojej karierze. Jednym z jego kluczowych, wieloletnich współpracowników koncertowych jest świetny polski saksofonista i kompozytor – Grzech Piotrowski.


Grzech Piotrowski zapisał się w historii muzyki jako jedyny człowiek na świecie, który grał na saksofonie wykonanym w 100% z lodu. Wyobraźcie sobie tę precyzję rzeźbiarską, logistyczną i przede wszystkim fizyczną barierę – grać na lodowym saksofonie, gdzie ciepło ludzkiego oddechu bezlitośnie niszczy strukturę materiału z każdym wydobytym dźwiękiem. Polak potrafi, nawet w arktycznych temperaturach.


Więc zamiast narzekać na dzisiejszy upał, odpalajcie Bandcampa Isungseta, zamknijcie oczy, posłuchajcie i poczujcie dreszcz zimna na plecach w samym środku upału.


🧊 Postaw mrożoną kawę!

Jeśli podczas lektury poczuliście przyjemny chłód, a Wasze głośniki jeszcze nie spłynęły wodą, możecie wesprzeć dalsze nieszablonowe poszukiwania muzyczne na łamach naszego bloga. Kliknijcie w link i postawcie nam symboliczną, lodowatą espresso na buycoffee.to/jazzda.net – każda taka "kofeina na lodzie" pomaga nam przetrwać łódzkie upały i pisać dla Was kolejne teksty!



Komentarze


bottom of page