Trzy płyty z lodu, które uratują Was przed udarem. Terje Isungset zaprasza
- ROBERT KOZUBAL

- 3 godziny temu
- 4 minut(y) czytania
Mam dla was trzy mroźne płyty na gorące dni. Terje Isungset to artysta, który jak nikt inny nadaje się na dzisiejsze, mordercze upały. Podczas gdy my topimy się w czterdziestostopniowym upale, on od ćwierć wieku tworzy muzykę z lodu. I to dosłownie – rzeźbi instrumenty z zamrożonych jezior i lodowców, grając koncerty, które potrafią fizycznie stopnieć na scenie. Co najlepsze, w tym arktycznym szaleństwie ma swój potężny udział nasz człowiek, Grzech Piotrowski – jedyny saksofonista na świecie, który okiełznał saksofon wycięty z lodowej bryły.

Zamiast kolejnego wiatraka, który tylko miesza gorące powietrze, czas na lodowe orzeźwienie. Ale zanim przejdziemy do konkretnych płyt, musimy zrozumieć, skąd w ogóle wziął się ten szalony pomysł.
Terje zakochuje się w wodospadzie
Początki tej lodowej rewolucji sięgają 1999 roku. To wtedy Festiwal Zimowy w Lillehammer zlecił Terjemu – znanemu już z nowatorskiego podejścia do jazzowej perkusji – zagranie koncertu pod zamarzniętym wodospadem.
„Poczułem dźwięk spod wodospadu, a potem uderzyłem w lód” – wspomina z uśmiechem Terje. „Pomyślałem, że to takie piękne. To było jak zakochanie się. Jako perkusista możesz w zasadzie zdefiniować swój własny instrument. Może to być kubek, szkło, metal, cokolwiek. Bardzo chciałem usłyszeć dźwięk lodu i sprawdzić, czy może to otworzyć coś nowego, ponieważ nigdy wcześniej tego nie próbowano”.

W 1999 roku nie było internetowych poradników ani książek o tym, jak rzeźbić instrumenty z lodu. Isungset musiał sam wymyślić całą technologię (co zajmuje czasem wiele tygodni) oraz... logistykę koncertów w pomieszczeniach.
Podczas występów jego asystent wnosi i wynosi topniejące instrumenty w ściśle określonym czasie. Jeśli pójdziesz zbierać lód do Kanady, Japonii czy Norwegii, za każdym razem zabrzmi inaczej w zależności od miejsca i roku. Są lata dobre i złe – zupełnie jak z winem.
„Jeśli zacznę grać na lodowym fonografie, muszę przerwać po około pięciu minutach. Jeśli instrumenty zaczynają się topić, dźwięk się zmieni i stopniowo zaniknie. Natura rządzi” – tłumaczy muzyk.
Festiwal w całości z lodu i wielki ekran BBC
Pasja Isungseta urosła do takich rozmiarów, że w 2006 roku założył pierwszy i jedyny na świecie Ice Music Festival w Norwegii (odbywający się w górskiej miejscowości Finse pod pełnym księżycem). Na potrzeby tego wydarzenia z lodu buduje się absolutnie wszystko – od samej sceny, przez miejsca dla publiczności, aż po instrumenty dla zaproszonych artystów z całego globu. Wszystko to trwa zaledwie chwilę, dopóki natura nie postanowi zmienić pory roku.
Ta niesamowita historia i ekologiczne przesłanie Isungseta (lód staje się przecież coraz trudniej dostępny) przyciągnęły uwagę największych mediów. Stacja BBC nakręciła o nim wspaniały film dokumentalny, pokazujący kulisy tego lodowego szaleństwa: od niebezpiecznych wypraw na zamarznięte norweskie jeziora w poszukiwaniu idealnego "brzmieniowo" lodu, przez morderczą pracę rzeźbiarzy, aż po magię samego koncertu. To idealny seans na dzisiejszy dzień – gwarantujemy, że sam widok tych kadrów natychmiast obniża temperaturę w pokoju.
Skoro już wiecie, z jakim lodowym radykałem mamy do czynienia, oto trzy albumy Isungseta, które wyleją na Wasz sprzęt audio kubeł lodowatej wody:
1. Igloo (2006) – Pierwszy oddech All Ice Records

To od tej płyty wszystko się zaczęło. Krążek został zarejestrowany w słynnym Icehotelu w szwedzkim Jukkasjärvi. Co genialne, Isungset i towarzysząca mu wokalistka Sidsel Endresen nie użyli świeżego lodu. Wykorzystali ten zebrany rok wcześniej, ponieważ rocznik 2003 miał "ekstremalnie dobre właściwości brzmieniowe".
Nagranie zrealizowano w prawdziwych igloo postawionych na zamarzniętej rzece Tårnelven. Płyta zdobyła nominację do norweskiego Grammy oraz nagrodę za najlepszą kompozycję roku od tamtejszego ZAiKS-u (TONO). Za unikalną oprawę graficzną odpowiadało Fuggi Baggi Design z Bergen. Słuchając surowego dialogu lodowej harfy (stworzonej przez Bengta Carlinga) i eterycznego głosu Sidsel, można poczuć dreszcz na plecach.
2. Beauty of Winter - Ice Music Live (2018) – Koncertowy lodofon

Jeśli Igloo było kameralnym eksperymentem, to Beauty of Winter (z otwierającym, hipnotyzującym utworem Blue Horizon) pokazuje to rzemiosło w pełnej, koncertowej okazałości. Płyta rejestrowana na żywo m.in. w Norwegii, Niemczech i Rosji to popis współpracy Isungseta z wokalistką Marią Skranes.
Usłyszycie tu pełen przekrój lodowego arsenału: lodowe dzwonki, trąby, rogi oraz lodofon (instrument w stylu marimby), w który Terje uderza dłońmi w grubych rękawicach, a nie pałkami. Muzyka jest niesamowicie przestrzenna i krucha. Dosłownie – bo dźwięk zmienia się w miarę, jak instrumenty zaczynają topnieć pod wpływem oddechów muzyków i oświetlenia.
3. Ice Quartet (2019) – Arktyczna orkiestra

Najbardziej rozbudowane brzmieniowo wydawnictwo w zestawieniu. Isungset zaprosił do współpracy innych poszukiwaczy sonicznych, tworząc prawdziwy lodowy kwartet. Muzyka utkana z mikro-dźwięków: pękania zamrożonych brył, skrobania kryształów i głębokich, basowych pomruków uderzanego lodu rzecznego. Słuchanie tego albumu w rozgrzanym pokoju daje niesamowity, psychologiczny efekt – mózg podświadomie zaczyna tęsknić za grubym swetrem.
Polski akcent w krainie lodu: Grzech Piotrowski i lodowy saksofon
Na koniec zostawiamy informację, która powinna napełnić dumą każdego polskiego fana jazzu. Terje Isungset nie eksploruje tej zamarzniętej przestrzeni sam w swojej karierze. Jednym z jego kluczowych, wieloletnich współpracowników koncertowych jest świetny polski saksofonista i kompozytor – Grzech Piotrowski.
Grzech Piotrowski zapisał się w historii muzyki jako jedyny człowiek na świecie, który grał na saksofonie wykonanym w 100% z lodu. Wyobraźcie sobie tę precyzję rzeźbiarską, logistyczną i przede wszystkim fizyczną barierę – grać na lodowym saksofonie, gdzie ciepło ludzkiego oddechu bezlitośnie niszczy strukturę materiału z każdym wydobytym dźwiękiem. Polak potrafi, nawet w arktycznych temperaturach.
Więc zamiast narzekać na dzisiejszy upał, odpalajcie Bandcampa Isungseta, zamknijcie oczy, posłuchajcie i poczujcie dreszcz zimna na plecach w samym środku upału.
🧊 Postaw mrożoną kawę!
Jeśli podczas lektury poczuliście przyjemny chłód, a Wasze głośniki jeszcze nie spłynęły wodą, możecie wesprzeć dalsze nieszablonowe poszukiwania muzyczne na łamach naszego bloga. Kliknijcie w link i postawcie nam symboliczną, lodowatą espresso na buycoffee.to/jazzda.net – każda taka "kofeina na lodzie" pomaga nam przetrwać łódzkie upały i pisać dla Was kolejne teksty!





Komentarze