top of page
prelegenci

Echo grało: Manifest wody i ewolucja dźwięku Rafała Kołackiego

Zaktualizowano: 31 gru 2025

Muzyka, której nie słychać, dopóki nie zanurzysz się w niej po czubek głowy. Dźwięk, który może nie pieści, ale reanimuje martwe fabryki i przypomina o wysychających rzekach świata. Rafał Kołacki – punkowy perkusista, poszukiwacz rytmu w grupie Hati, członek grupy BUK – powraca z dziełem, które wykracza poza ramy albumu muzycznego, bo jest pełnym działaniem artystycznym. To 60-minutowa, immersyjna podróż przez kraje, kultury i stany skupienia.


W głowie Rafała Kołackiego muzyka gra zawsze, brzmi nieustannie. Jest to jednak inna muzyka niż ta, do której przyzwyczaiły nas rynkowe schematy czy filharmoniczne konwenanse. Kołacki to postać na polskiej scenie wyjątkowa, artysta, którego droga jest świadectwem nieustannego nienasycenia dźwiękiem. Od lat kojarzony z radykalną energią punkowych składów, przez lata budował fundamenty polskiej sceny improwizowanej i rytualnej.



Jako perkusista współpracował z legendarnym Jerzym Mazzollem, współtworzył grupę Hati, która w unikalny sposób wykorzystywała archaiczne instrumenty, gongi i obiekty z odzysku, by budować transowe, niemal plemienne struktury. Jest częścią świetnego eksperymentalnego tria BUK z Wojciechem Jachną i Krzysztofem Topolskim. Jednak w pewnym momencie ta fizyczna, perkusyjna ekspresja przestała mu wystarczać.



HATI LIVE IN MUZEUM NARODOWE W WARSZAWIE

Przebudzenie: Od „łuny” gongu do szumu klimatyzacji


Kiedy nastąpił ten moment, w którym Rafał postanowił przesiąść się z instrumentów na „granie światem”? Sam artysta wspomina, że granica między sceną a otoczeniem zaczęła znikać właśnie podczas pracy z Hati. To wtedy uświadomił sobie, że świat wokół nas jest jedną wielką kompozycją, a instrumenty są jedynie protezami naturalnych brzmień.


„Wtedy, kiedy grając tą inną muzykę, powiedzmy, zaczynając z tym zespołem Hati, stwierdziłem, że te brzmienia, które wydobywa się na instrumentach, są podobne do tych brzmień, które my możemy usłyszeć na co dzień” – wyjaśnia Kołacki. „Zauważyłem, że klimatyzacja jest podobna do tego, jak grasz na gongu tak zwaną łunę – czyli grasz gęsto i to się przeradza w łunę dźwiękową. To jest uderzająco bliskie szumowi klimatyzacji. Zacząłem zauważać, że te dźwięki po prostu nas otaczają”.


To odkrycie sprawiło, że Kołacki przestał traktować muzykę jako czynność wykonywaną na instrumencie, a zaczął postrzegać ją jako proces uważności. Skoro szum klimatyzacji może być łuną gongu, to cały świat staje się gigantycznym instrumentarium, na którym można grać, o ile tylko potrafi się słuchać. Kołacki z czasem zaczął szukać rytmu tam, gdzie inni słyszą tylko ciszę lub chaos – w samym sercu materii, w żywiole wody.


Reanimacja fabryki: Gdzie wszystko się zaczęło


Rafał Kołacki fot. Monika Sieklucka
Rafał Kołacki fot. Monika Sieklucka

Nic dziwnego, że gdy przed kilkoma laty Rafał wszedł do opuszczonej i zrujnowanej dawnej Fabryki Wodomierzy i Zegarów Metron w Toruniu, to oprócz tego, że ujrzał postindustrialne wnętrza, to w tej zapomnianej przez Boga i ludzi fabryce Kołacki przede wszystkim usłyszał jej drugie życie. Tak narodził się pierwszy jego obraz muzyczny z wodą w roli głównej.

„Tam wszystko grało” – wspomina Kołacki. „Do tej opuszczonej fabryki trafiłem na przełomie grudnia i stycznia w momencie, w którym śnieg padał i jednocześnie topniał. To dało niesamowity krajobraz dźwiękowy. Wszędzie padały krople. Całe wnętrze dosłownie unosiło się w nieprzerwanym dźwiękowym korowodzie kropel spadających na blachy, plastiki, teczki, zgniłe papiery i beton podłogi. Wyobraziłem sobie, że to brzmi jak gigantyczna kroplówka, która powoli reaktywuje tę fabrykę. To była moja pierwsza instalacja z wykorzystaniem wody”.

Ta wizja „muzycznej kroplówki” stała się punktem zwrotnym. Kołacki zrozumiał, że woda jest instrumentem totalnym, posiadającym własną dynamikę, barwę i nieobliczalność.


Architekci podwodnych światów


Fascynacja ta nie wzięła się z próżni. Rafał od dawna śledził poczynania artystów, którzy w swojej twórczości wykorzystują nagrania hydrofonów – specjalistycznych mikrofonów rejestrujących dźwięki pod powierzchnią wody. Wśród jego największych inspiracji znaleźli się tacy giganci field recordingu jak Chris Watson, Jana Winderen czy Annea Lockwood.


Kluczowym momentem było jednak spotkanie z Tomoko Sauvage, którą miał przyjemność poznać ponad dekadę temu. Wspólne warsztaty na Mazurach, które przeprowadzili razem z Tomoko, zasiały ziarno, które musiało wykiełkować. Pragnienie pracy z hydrofonami stało się obsesją, która ostatecznie zmaterializowała się w unikalnym systemie modularnym i autorskich technikach nagraniowych.


Droga do projektu „Echo grało” wiodła również przez mroźne pejzaże Islandii. Podczas rezydencji w Egilsstaðir Kołacki realizował nagrania wodospadów, używając zarówno mikrofonów dookólnych, jak i badając zjawisko „Lagus” – runy nawiązującej do fenomenu wody i jej fundamentalnego znaczenia dla społeczności skandynawskich. Każdy z tych etapów – od toruńskiego Metronu, przez mazurskie jeziora, aż po islandzkie kaskady – był przygotowaniem do stworzenia dzieła ostatecznego.


Artysta na barykadach: Od Calais po polską granicę


Rafał Kołacki nie odwraca się od polityki – ona stoi w samym centrum jego twórczości. W czasach, gdy wielu artystów wybiera bezpieczny „entertainment” i chłodny dystans, Kołacki kładzie na stół sprawy, które ludzie koncertowo spieprzyli. Jak sam mówi bez ogródek w rozmowie z Jazzdą: „Na świecie jest dużo kurestwa i wciąż trwa wojna”.


To nie są puste słowa. Rafał był na granicy z Białorusią, by rejestrować to, co nielegalni migranci słyszą jako pierwsze dźwięki po wejściu do Polski – soniczny zapis strachu, niepewności i brutalnej rzeczywistości.



Trafił do tzw. Dżungli Calais, nielegalnego miasteczka migrantów na północy Francji. Nie był tam tylko obserwatorem; pomagał rozdzielać odzież darowaną przez Anglików i Francuzów, a zebrany tam materiał dźwiękowy pomógł BBC stworzyć specjalne, wstrząsające słuchowisko na ten temat. Jego twórczość rezonuje na innych, odmienia ich punkt widzenia, bo Rafał nie chce bawić – on chce pokazać: „zobaczcie, coście narobili”. W tym projekcie zwraca uwagę na to, że wody - tego podstawowego czynnika, zaczyna brakować. I to głównie przez działalność ludzi.



Laboratorium echa


Projekt „Echo grało” to płyta, instalacja i interaktywny koncert w jednym. Jej sercem są cztery szklane kule wypełnione wodą, ustawione w rogach sali. To swoiste „akwaria dźwiękowe”, w których zanurzone są hydrofony oraz wężyki pompujące powietrze.


Projekt Echo Grało w łódzkiej Fabryce Sztuki
Projekt Echo Grało w łódzkiej Fabryce Sztuki

Pęcherzyki tlenu, obijając się o membrany mikrofonów, generują pierwotny, surowy sygnał. Kołacki, operując mikserem, przepuszcza ten dźwięk przez system efektów – głównie delayów i feedbacków. To właśnie te powtórzenia są tytułowym „echem”, które sprawia, że naturalny odgłos wody zamienia się w gęstą, hipnotyczną strukturę. Całości dopełnia specyficzne podświetlenie kul, tworzące atmosferę na granicy naukowej stacji badawczej i futurystycznego schronu. Artysta zaczyna od naturalnych, czystych brzmień, by z czasem, poprzez manipulację filtrami i efektami, zamienić je w interaktywny koncert, w którym woda staje się żywym organizmem reagującym na technologiczną ingerencję.


Powrót do bezpiecznego źródła


Dlaczego właśnie woda stała się dla Kołackiego najważniejszym instrumentem? Odpowiedź jest głęboko biologiczna. Dźwięk cieczy to pierwszy sygnał, jaki dociera do nas w fazie płodowej. Przez dziewięć miesięcy zanurzenia kształtuje się nasze poczucie bezpieczeństwa.

Z drugiej strony, praca z hydrofonami to wyprawa w świat, nad którym nie mamy kontroli – tajemniczy, nieznany, wymykający się werbalnym opisom. „Echo grało” to zaproszenie do nienormatywnego słuchania; do zanurzenia się w sonicznej głębi, która przypomina o naszej pierwotnej więzi z naturą, a jednocześnie wykorzystuje nowoczesną technologię, by tę więź uczynić słyszalną dla wszystkich. Jak pisał Owidiusz: „Echo, która czeka na jakieś dźwięki, by jako swoje słowa je powtórzyć”. W projekcie Kołackiego to technologia czeka na głos wody, by nadać mu nową, artystyczną formę.



Płyta podwodna


fot. Monika Sieklucka
fot. Monika Sieklucka

Przewodni label polskiej niezależnej sceny muzycznej, Antenna Non Grata wydał płytę pt. Echo grało. Nie lubię pisać , że artysta zabiera na płycie nas w podróż, bo to wyświechtany frazes, ale Kołacki naprawdę to robi. 

Na płycie nie znajdziecie ani jednego tradycyjnego instrumentu, jednak to nie jest po prostu zbiór wodnych bulgotów w różnych częstotliwościach zebranych z różnych stron świata. Zapomnijcie też o „duchowym ambiencie” czy uduchowionym spiritual-spa. Oczywiście, że nie! Kołacki stworzył bestię – system modularny, w którym przetwarza odgłosy wody i nagrania terenowe. To 60-minutowy soniczny pejzaż, który przenosi immersyjny charakter instalacji bezpośrednio do sfery słuchowej. Kompozycja jest bogatą fuzją nagrań terenowych z odległych zakątków świata, takich jak Indie, Iran, Maroko i Turcja. Te brzmienia, wplecione w główny nurt utworu, tworzą unikalny dialog między naturą a technologią. Szumy, pluski, drgania i rezonanse wody, uzupełnione o echa różnych kultur, prowadzą słuchacza przez podróż, która jest zarówno intymnym doświadczeniem, jak i uniwersalnym poszukiwaniem.


Materiał jest gęsty, elektroniczny i dość mroczny. To genialna, nowatorska nie-muzyka i muzyka jednocześnie. Przez godzinę przebywamy w zupełnie innym dźwiękowym wymiarze, to takie pełne zanurzenie w przenośni. Słyszymy tam sporo niskiego dudnienia, dronowych, niepokojąco wibrujących dźwięków i powtarzalnych, elektronicznych fraz, które przeplatają się z odgłosami sączącej się wody, spadających kropel i tajemniczego podwodnego świata. To jest podróż totalna – pod jednym warunkiem: posłuchajcie tego w absolutnym skupieniu. Moc.


Jednak „Echo grało” wykracza poza czysto artystyczny wymiar, stając się głosem w sprawie najważniejszej dla naszej cywilizacji. Jak podkreśla sam Rafał Kołacki:


„Dźwięki wody, które stanowią oś płyty, nie są jedynie abstrakcyjnym tłem. W kontekście współczesnych problemów nabierają nowego, dramatycznego znaczenia. Album, wykorzystując swoją immersyjną formę, prowokuje słuchacza do refleksji nad zanikaniem tego cennego zasobu w wielu regionach świata”.


fot. Monika Sieklucka
fot. Monika Sieklucka

To dzieło, które wciąga i nie puszcza. To podróż od toruńskiej ruiny, przez globalne bezdroża, aż po najgłębsze warstwy ludzkiej świadomości. To dowód na to, że Rafał Kołacki, rezygnując z tradycyjnego bębnienia, odnalazł puls znacznie potężniejszy – puls samej ziemi, który odbija się echem w szklanych kulach jego laboratorium.


Spotkanie i rozmowa z artystą odbyły się przy okazji instalacji ECHO GRAŁO w Fabryce Sztuki w Łodzi.


Wsparcie dla Jazzdy

Analizowanie dzieł takich jak „Echo grało” i śledzenie drogi artystów, którzy zamiast taniej rozrywki wybierają bolesną konfrontację z rzeczywistością, to misja Jazzdy. Nie boimy się pisać o „kurestwie świata” i szukać prawdy tam, gdzie inni słyszą tylko szum. Jeśli uważasz, że taka niezależna, zaangażowana publicystyka muzyczna jest dziś potrzebna – postaw nam wirtualną kawę. Twoje wsparcie to dla nas paliwo, by dalej być tam, gdzie muzyka spotyka się z sumieniem i nie pozwala o sobie zapomnieć.

Wspieraj Jazzdę tutaj: https://buycoffee.to/jazzda.net


OBEJRZYJ DOKUMENTy O RAFALE KOŁACKIM I JEGO TWÓRCZOŚCI:




 

 


Komentarze


bottom of page