top of page
prelegenci

wrrgtyzdupeeeeegramodłąęćwy, czyli David Moss – Full House


Wybite zęby grzebienia, rury PCV cięte na wymiar, strzelający pistolet na kapiszony i emaliowana miednica pełna wody – to nie lista zakupów w markecie budowlanym, tylko instrumenty genialnej dźwiękowej jatki, którą na płycie Full House rozpętał guru nowojorskiej awangardy, David Moss. W jego rękach każdy złom to instrument, a jego "muzyka" leży tak daleko od jakiegokolwiek mainstreamu, jak to tylko możliwe – musisz tego spróbować, zanim znudzony uznasz, że w życiu słyszałeś już wszystko.



Właśnie ukazała się świeża reedycja tego zremasterowanego dzieła nakładem wytwórni yatak i każdy, kto chce poznać prawdziwą awangardę, musi tę płytę kupić albo odpalić ją raz w życiu w streamingu. Gdzie? A klikajże poniżej, ale lepiej najpierw se przeczytaj do końca



Jak to nagrywali? Lata temu David Moss wszedł sobie do kultowego BC Studio w Brooklynie, zwoławszy przedtem na omówioną godzinę stado największych dziwadeł nowojorskiej sceny i wspólnie stworzyli, a w zasadzie wybuczeli, wyprykali, wyparskali i wyhukali 19 numerów. Nagrywane były one na żywo, na setkę, bez poprawek i dogrywek. Efekt? Jedna z najdziwniejszych, najbardziej szalonych i popieprzonych płyt w historii muzyki.


A przecież sam Moss (kurna, l;udzie, to jest rocznik 1949, a zatem grzecznie, grzecznie proszę) zaczynał grzecznie, po bożemu i tradycyjnie – od perkusji. Dziś to jednak fenomen solowych występów ze stoiskiem pełnym wokalnych rekwizytów, dziwacznych przedmiotów i elektroniki. Docenił go sam Luciano Berio (aaaa tam, wiecie, to taki słynny kompozytor awangardowy), komponując utwór specjalnie z myślą o nim.


Lista nazwisk i składów, z którymi brał się za łby na scenie, robi totalne wrażenie: Uri Caine (pianista jazzowy i kompozytor), Carla Bley (legendarna pianistka i kompozytorka jazzowa), Fred Frith (awangardowy gitarzysta i improwizator), Arto Lindsay (no-wave'owy gitarzysta i wokalista), Heiner Goebbels (kompozytor i reżyser teatralny), Koichi Makigami (eksperymentalny wokalista i poeta performatywny), Ensemble Modern (orkiestra współczesnej muzyki poważnej), Golden Palominos (alternatywny superzespół rockowy), Otomo Yoshihide (turntablista i eksperymentalny gitarzysta), Christian Marclay (artysta wizualny i pionier turntablizmu) czy Denseland (eksperymentalne trio post-punkowe).



To szalone onomatopeje, krzyki, wrzaski i charkania, które składają się w nieprawdopodobną całość. Dopiero w piątym utworze włącza się bas! Ludzie kochani, to można zrobić tylko w Nowym Jorku. Wszędzie indziej postukaliby się w głowy i spytali: co ty chłopie bierzesz, daj namiar.


Lecz mylą się Ci, którzy nic w tym nie widzą. To jest szalony pojazd, to wielki wóz ludzkiej fantazji, nieograniczonych możliwości. Ten rytm, te dziwaczne wyrazu wykrzyczane w języku, którego nie ma, cały niewiarygodny anturaż płyty, na której w mojej ocenie tradycyjne instrumenty tylko przeszkadzają. Caca płyta. Klasyk.


Śmietanka współtwórców (z kim Moss wszedł w wokalno-dźwiękowe duety na tej płycie):

  • John Zorn (saksofonista, kompozytor, ikona nowojorskiej awangardy) – saksofony, stroiki, gwizdki

  • Fred Frith (gitarzysta, eksperymentator, pionier avant-rocka) – gitara elektryczna, uszkodzona elektronika

  • Bill Laswell (basista, producent muzyczny, wirtuoz fusion i dubu) – gitara basowa (ten, który wchodzi dopiero w 5. numerze!)

  • Arto Lindsay (gitarzysta no-wave, wokalista, producent) – gitara, wokalne hałasy

  • Christian Marclay (artysta dźwiękowy, pionier turntablizmu) – gramofony, destrukcja winyli

  • Phil Minton (wokalista, improwizator, mistrz ekstremalnych technik wokalnych) – głos, ekstremalne techniki wokalne


Arsenał i przedmioty użyte do nagrania:

  • Aparat mowy: charkanie, prychanie, świst, wybuchy śmiechu, onomatopeiczne wrzaski i mruczenie

  • Instrumenty: spreparowana gitara, rozstrojony bas, saksofony, flety, oboje

  • Gramofony i taśmy: igły skaczące po zniszczonych płytach winylowych, sprzężenia

  • Zestaw perkusyjny i obiekty: metalowe puszki, garnki, blachy, pręty, sprężyny, zabawkowe gwizdki, plastikowe rury i drobny złom studio-kuchenny


KOCHANI!


JUŻ NIE PROSZĘ O WPŁATY NA BUY COFFEE ANI NIGDZIE INDZIEJ BO UZNAŁEM, ŻE TO NIE MA SENSU.


TAKŻE JAK MACIE SILNY IMPERATYW ZAPŁATY, WPŁAĆCIE GROSZ DLA POTRZEBUJĄCYCH PROSZĘ.


lUDZIE NAPRAWDĘ POTRZEBUJĄ POMOCY

Komentarze


bottom of page