MAZZOLL bURNOS zIENIAWA - BROMBERGER STRASSE
- ROBERT KOZUBAL

- 7 godzin temu
- 6 minut(y) czytania
Słuchajcie! O płycie Jerzego Mazzolla będzie, ale najpierw historia, jaką opowiedział mi mój daleki kuzyn podczas libacji alkoholowej. Muszę ją Wam przekazać. Nie dam rady się powstrzymać.

Rzecz jest świeżutka, z tego lata. Owoż na centralnych rubieżach naszego państwa, tam gdzie horyzontu nie zakłóca żaden pagórek, a rzeki są tak wątłe, że przeczołgasz się przez nie bez trudu wpław, stoi miasteczko Orla Tylna Dziura. Ba! Napisałem miasteczko! A napisałem tak z grzeczności wobec jego mieszkańców, no bo gdzie tam miasteczko. Nawet nie mają Żabki, od lat marzą o Dino. Ot, jedna główna droga, którą coraz rzadziej suną jakiekolwiek auta, wzdłuż szkoła podstawowa, urząd gminy, OSP, posterunek policji, sklep i kościół. Zatem sami widzicie.
Wójt gminy, Jan Anusek chciał bardzo, z sił całych pragnął, by kierowana przez niego Orla Tylna Dziura czymś się wyróżniała na tle innych, bliźniaczo zapomnianych przez stolicę powiatu miejscowości. Siedział więc tak w gronie siedmiorga radnych, długo i wytrwale debatując. I rach-ciach, w trzy niedziele wspólną, społeczną pracą szarych komórek wymyślili! Po czym Jan Anusek wszedł do historii Orlej Tylnej Dziury, budując w jej centralnym punkcie, obok szkoły i kościoła, fontannę dla doczesnych i potomnych. Zbudował ją w dodatku ponadpartyjnie, bo projekt i wykonanie fontanny sfinansował z Polskiego Ładu, a wodę do niej podłączył już z pieniędzy z KPO. I tak sobie fontanna sikała, nie przymierzając, symetrycznie ku radości orlotylnodziuran.
Ostatniej niedzieli czerwca miejscowość sennie poddawała się fali upałów, które całe szczęście nie wpływają na tutejszą frekwencję liturgiczną. Orlotylnodziurnianie jak zawsze szczelnie więc wypełnili kościółek pw. Świętego Józefa z Kupertynu, zbudowany w stylu zrepolonizowanego neomodernizmu sakralnego. A gdy wyszli, przekazawszy sobie znak pokoju „pokój nam wszystkim”, ich pokój został bezbożnie i po europejsku zadeptany.
Oto w ich fontannie ujrzeli sodomę i gomorę, zamęt i sromotę, rozpustę i swawolę. Zobaczyli czworo golusieńkich ludzi tańczących radośnie i beztrosko ja w Chałupach, bryzgających bezwstydnie wodą z KPO na wszystkie kierunki i szerzących jawnie tym samym zgorszenie. Matki zakrywały w przerażaniu oczy swym dzieciom, podczas gdy orlotylnodziurzy ojcowie je wytrzeszczali, gdyż dwa rzeczone tyłki były płci odmiennej, do tego 2wielce urodziwej. Ich świat tak czy inaczej stanął w jednej sekundzie w miejscu. Ostatni raz Orla Tylna Dziura doświadczyła podobnego wstydu, gdy odwiedził ją Jan Wrzodak, a stary Maciej Lewin przyjechał na publiczne z nim spotkanie traktorem z zawieszonym z boku prześcieradłem złożonym na pół, na którym było napisane: WON ŻYDOŻERCO, co przecież było i jest jawną nieprawdą.

Aspirant Franciszek Ksawery Szpaga dopadł do czworga właścicieli gołych pośladków czterema wyjątkowej długości susami spod kościelnych schodów, aż zatrzęsły się jego okazałe policyjne wąsiska przycinane tak, jak czynili to onegdaj jego dziadek i ojciec w służbie ludowego porządku. Chwilę potem wszystkie gołe dupska były już należycie i po bożemu okryte, zaaresztowane i wsadzone do celi w komisariacie. Cela zaś była niedomknięta, bo Szpaga nie pamiętał, gdzie odłożył od niej klucz. Jednak dziękował w duchu Opatrzności, że zabrał z niej weki swojej starej, które tam stały na czas ciągnącego się od roku malowania szopy, z której je przyniósł.
Uszom, oczom oraz uwadze Szpagi, Anuska i pozostałych orlotylnodziuran uszedł fakt, że młodzi ludzie (bo tego czynu nieobyczajnego dokonali ludzie młodzi, tuż po 20. roku życia) tańczyli w rytm muzyki dobiegającej z małego, przenośnego urządzenia nagłośnieniowego, które można było kupić w każdym sklepie „Action” za równowartość dwóch paczek wkładów do podgrzewania tytoniu, a więc dość tanio. Odbierające fale elektromagnetyczne urządzenie wpadło do wody i tam zakończyło swój rozpoczęty pół roku wcześniej w chińskim Shenzhen żywot. Ostatnie fale, które odebrał i przetworzył w falę dźwiękową mały odbiornik, zagrały w opisywanych wydarzeniach rolę główną, rolę przewodnią, wręcz prowodyrczą. To w rytm płynącej zeń muzyki młodzież rozebrała się do naga i puściła się w pląs po marmurowym dnie z Polskiego Ładu.
Aspirant Szpaga z miejsca rozpoczął wyjaśnianie sprawy, czując na swych barkach ciężar społecznej, orlotylnodziurziej odpowiedzialności. Nie mając lokalowej alternatywy w nieprzygotowanym na takie przepełnienie komisariacie, musiał przesłuchać czworo młodych razem. Wziął ich z miejsca w krzyżowy ogień pytań o imiona, nazwiska, wyznanie, pochodzenie oraz cel wizyty w Orlej Tylnej Dziurze. Nie mataczyli. Ich zeznania klamrowały się doskonale. Młodzi, przerażeni swą obecną sytuacją ludzie wyjaśniali, że zmierzali w kierunku Bydgoszczy na jakiś występ dżezowy. Ich leciwe auto uległo awarii nieopodal, a oni dotarli do Orlej Tylnej Dziury, licząc na pomoc, której w sumie już nawet nie potrzebowali, gdyż w drodze wszyscy raczyli się silnym alkoholem, w efekcie czego i tak nie miałby kto prowadzić. Do fontanny weszli zaś spontanicznie, z emocji pobudzonych muzyką, bez udziału zdrowego rozsądku, z powodu wysokiej temperatury. A rozebrać im się kazał niejaki imperatyw. Jeden z winowajców, o imieniu Anastazy, wyjaśnił Szpadze pytającemu o miejsce przebywania imperatywu, że to nie osoba, chodzi o muzyczny imperatyw odbiorczy i strukturalny.

Anastazy ujął to tak: — Panie aspirancie, naszą dyspozycję behawioralną należy rozpatrywać wyłącznie przez pryzmat imperatywu strukturalno-odbiorczego, wywoływanego przez immanentną logikę samej materii sonicznej. W ujęciu fenomenologicznym chodzi o konfiguracyjną konieczność, w której każdy następujący po sobie akord, pisk klarnetu czy pauza jawią się jako jedyna, nieuchronna i deterministyczna konsekwencja zdarzeń wcześniejszych. Dźwięk w swojej ontologicznej niezależności po prostu żąda wykonania aktu dopełniającego. W konsekwencji narzucony przez trio polirytmiczny wektor kinetyczny zmusił nas — jako podmioty odbiorcze — do bezwzględnego poddania się owemu dyktatowi formy. Ergo: zrzucenie odzieży wierzchniej i oscylacja ciała w zbiorniku wodnym na Placu Wolności stanowiły jedynie jedyną logiczną, nieuniknioną i naukowo uzasadnioną egzekucję owej harmonijnej konieczności. Jesteśmy wszakże niewinni, jak Pan widzi. Niejako zostaliśmy zmuszeni.
Szpaga na to strasznie poczerwieniał i wrzasnął, że latanie z gołym dupskiem tuż po niedzielnej sumie jest w Orlej Tylnej Dziurze zabronione i stanowi wykroczenie. A że miał w smartfonie AI, mógł zagrać wobec nich va banque. Odchylił się więc jak komisarz Colombo na krześle i naśladując przemądrzały ton Anastazego, powiedział: — Dzieciaki, wy mnie tu naukowo nie czarujcie, bo ja kodeks mam w jednym palcu u nogi i z pamięci wam wyrecytuję, w coście się wkopali! Artykuł 140 Kodeksu wykroczeń: kto publicznie dopuszcza się nieobyczajnego wybryku – a czymże innym jest świecenie gołą dupą pod figurą Świętego lewitującego Józefa – podlega karze aresztu do dni 30, ograniczenia wolności albo grzywnie do półtora tysiąca złotych! Do tego dokładam wam artykuł 55 za kąpiel w miejscu zakazanym, bo fontanna z KPO to nie jest, mordeczki, aquapark, oraz artykuł 51 za zakłócenie spokoju i wywołanie zgorszenia! Jak to wszystko zsumuję i poślę wniosek do Sądu Rejonowego, to wasz „imperatyw” dostanie taki dyktat formy, że odsiedzicie swoje na pryczy, a gacie będzicie suszyć w celi na kaloryferze przez cały najbliższy miesiąc!
Było widać, jak biedni młodziankowie upuszczają ze strachu… powietrze. Nie ma co przedłużać opowieści, Szpaga służbę swą znał, o czym świadczyły jego wąsy ORMO-wca w trzecim pokoleniu. Nałożył zwyczajową karę 150 zł mandatu (wziął pod uwagę, że byli dotąd nienotowani, ale pięć dych dodał za mądrzenie się wobec władzy tego Anastazego). I wyjawił, że powinni jak najszybciej stąd spierdalać, czyli oddalić się. W obawie przed publicznym linczem, bo trochę orlotylnodziuran chodziło w tę i we wtę w okolicy komisariatu, zapakował ich do służbowej Octavii i odwiózł na najbliższy dworzec PKP, a że nie było to blisko, to pogaworzyli.

I wówczas dowiedział się aspirant, że młodzi tańczyli w rytm płyty Bromberger Strasse, którą nagrali Jerzy Mazzoll – klarnet basowy, metal klarnet, Szymon Burnos – keyboard, live electronics, nagrania terenowe oraz Liliana Zieniawa – perkusja. Zostawili mu nawet płytę na pamiątkę.
Po powrocie na komisariat wpadł wójt Anusek i zażądał wyjaśnień, więc aspirant Szpaga złożył mu wyczerpujący meldunek w pozycji stojąc. Anusek ucieszył się, że nic nie musi robić — był to bowiem jego szczyt marzeń i możliwości. A że obaj byli strasznie napięci i czuli ciężar społecznej odpowiedzialności, to postanowili rozluźnić się odrobiną dereniówki od księdza proboszcza, schowanej w szafce metalowej razem z bronią służbową na specjalne okazje. Racząc się nią, słuchali płyty Bromberger Strasse.
Zasłuchali się.
Można powiedzieć, że w momencie przyciśnięcia klawisza PLAY na odtwarzaczu wypełnili kategoryczny imperatyw Kanta: wprawdzie lewarem imperatywu było w ich przypadku półtora promila we krwi (dereniówka miała 80% alkoholu, a mieli jej ponad literek) postąpili według zasady, którą natychmiast uznali uczynić prawem powszechnym – bo skoro sztuka wymaga zrzucenia gaci, to niech gacie zrzuci cała gmina, z wójtem i policjantem o ormowskich korzeniach na czele.
O godz. 19.03 orlotylnodziurny monitoring miejski (w sumie 4 kamery) zarejestrował, jak obaj biegną z komisariatu, zrzucając z siebie po kolei części garderoby, po czym goli, jak ich Pan Bóg stworzył, wskakują do miejskiej fontanny. Z okna komisariatu dobiegał puszczony na cały regulator „Grande Finale”, ostatni utwór płyty tria.
Tak, tak i po trzykroć właśnie tak, szanowni Państwo, macie słuszność: obaj swym czynem skarcili Spinozę udowadniając w praktyce, że człowiek jest tylko „modyfikacją jednej substancji” – w tym wypadku substancji dętej drewnianej. Myśleli, że decydują o własnym losie, tymczasem okazali się jedynie bezwolnymi atrybutami w nieskończonym ciągu przyczynowo-skutkowym Mazzolla, Burnosa i Zieniawy.
No dobra i co ja Wam teraz powiem o płycie "Bromberger Strasse"?
Kochani: to nie jest płyta.
To broń.
Używajcie jej ostrożnie, na trzeźwo, ale za to jak najczęściej się da. Przestańcie myśleć i kminić co jest w grze Jerzego Mazzolla i składów, w których bierze udział, że wciąż, niezmiennie konsekwentnie od lat zachwycają. Bo płyta co tu dużo gadać zachwyca, a czym konkretnie to już sobie poczytacie u innych mądrali, ale lepiej sprawdźcie sami. Moim zdaniem top.
Ja jej na wszelki wypadek słucham pod prysznicem, dzięki czemu wciąż jestem nienotowany (tamto z młodości już dawno się przedawniło).




Komentarze