Tigran Hamasyan – Manifeste: Most Między ormiańskim sacrum a matematycznym metalem
- ROBERT KOZUBAL

- 20 sty
- 5 minut(y) czytania
Muzyka z nadchodzącego albumu Tigrana Hamasyana jest jak lawina. Po prostu porywa i już. Hamasyan za nic ma etykietki i szufladki – on je po prostu rozwala z siłą huraganu. Skostniali encyklopedyści mają od zawsze z nim problem, a on, jakby o tym wiedział, tworzy muzykę jeszcze bardziej zagmatwaną, prychając z pogardą na próby klasyfikacji. Tłumy na jego koncertach są najlepszą odpowiedzią – to Hamasyan ma rację, bo dzisiejszy jazz jest racej wielobarwną mozaiką, a nie dziełem malowanym jedną techniką. Do tego Hamasyan buduje mosty – nie tylko między jazzem a rockiem, ale przede wszystkim między tym, co dawne i święte, a tym, co współczesne i cyfrowe. Premiera płyty 6 lutego, a ja miałem to szczęście wysłuchać jej wcześniej.

Nowy materiał, zarejestrowany w latach 2023-2025, stanowi domknięcie etapu poszukiwań, które osiągnęły punkt krytyczny przy okazji wydanego w 2024 roku „The Bird of a Thousand Voices”. Tym razem jednak pianista przesuwa akcenty, tworząc dzieło bardziej surowe, a zarazem mocno osadzone w estetyce progresywnej. Prościej mówiąc jest głośno, rockowo, czasem wręcz metalowo, by jak to u Hamasyana, sturlać się na niziny spokoju i hasać po łąkach łagodności.
Synteza gatunków: Jazz, prog-metal i matematyczna precyzja
Kluczem do zrozumienia „Manifeste” jest sekcja rytmiczna. Obecność Matta Garstki (perkusja) oraz Marca Karapetiana (bas) determinuje brzmienie całego wydawnictwa. Hamasyan operuje tu na granicy jazzowej wirtuozerii i matematycznej precyzji właściwej nurtowi djent – specyficznej odmianie metalu progresywnego. Nazwa „djent” to onomatopeja oddająca brzmienie nisko nastrojonych, mocno przesterowanych i gęsto tłumionych strun gitary. Styl ten opiera się na ekstremalnej złożoności rytmicznej, stosowaniu polirytmii i „szarpanych” strukturach, które Tigran w niemal niemożliwy sposób przekłada na klawiaturę fortepianu.

Najlepiej słychać to w otwierającym „Prelude For All Seekers” oraz w mrocznym „A Eye (The Digital Leviathan)”, gdzie gitara Nicka Llerandiego wprowadza ciężar rzadko spotykany w projektach ormiańskiego pianisty. To właśnie w tych utworach pianistyczny djent Hamasyana ukazuje swoją pełną moc.
To nie jest jednak album wyłącznie „siłowy”. Hamasyan umiejętnie kontrapunktuje agresywne riffy momentami niemal sakralnego wyciszenia. Jak sam zauważa w dołączonych do płyty notatkach, proces tworzenia jest dla niego rodzajem duchowej pracy nad sobą, co znajduje odzwierciedlenie w rytualnym charakterze niektórych kompozycji.
Elektronika i kinowy rozmach
Interesującym zwrotem w stronę estetyki pop i elektroniki jest utwór „E flat Venice – Per Mané”. Eteryczny wokal Asty Mamikonyan w połączeniu z syntezatorami Hamasyana tworzy kontrast dla reszty materiału. Utwór ten, płynie w stronę... tanecznego pulsowania (i oto nowina) z nutą techno, pokazuje, że artysta nie boi się eksperymentów z sound designem, nie zamykając się w czystym akustycznym brzmieniem fortepianu.
Produkcja albumu stawia na kinową wręcz gęstość. „Manifeste” nie jest zbiorem piosenek, lecz raczej suitą, w której poszczególne środowiska dźwiękowe płynnie przechodzą jedno w drugie. Ta narracja osiąga swoje apogeum w „National Repentance Anthem”. Udział Państwowego Chóru Kameralnego Erywania pod dyrekcją Kristiny Voskanyan nadaje całości charakteru monumentalnego chorału, który wykracza poza tradycyjne ramy tonalności.
Głos tradycji: Instrumentarium, które mówi wiekami
Mimo nowoczesnego instrumentarium, serce „Manifeste” bije w rytmie ormiańskiej tradycji. Aby w pełni docenić to połączenie, warto zatrzymać się przy dwóch instrumentach, które pojawiają się na płycie i nadają jej unikalny, etniczny sznyt: daf oraz biul.
Daf (Duff) to jeden z najstarszych instrumentów perkusyjnych świata, wywodzący się z tradycji perskiej i kurdyjskiej. To potężny bęben obręczowy z metalowymi pierścieniami, które tworzą efekt "szumiącej" lawiny piasku. W tradycji sufickiej daf jest instrumentem duchowym, używanym podczas rytuałów wchodzenia w trans. Na płycie Hamasyana, za sprawą Hamina Honariego, buduje on mistyczną aurę współgrającą z nowoczesną perkusją.
Z kolei Biul (Blul) to tradycyjny ormiański flet pasterski o surowym, niemal szeptanym brzmieniu. Grający na nim Yessai Karapetian wnosi do „Manifeste” powiew starożytnych górskich zboczy, tworząc dźwiękowy pomost między współczesnym Nowym Jorkiem a archaiczną Armenią.
Kim jest architekt tej dźwiękowej lawiny?

Aby zrozumieć, skąd bierze się ta potężna siła, musimy przyjrzeć się samemu twórcy.
Urodzony w 1987 roku w Giumri (Armenia) Tigran Hamasyan, od najmłodszych lat udowadniał, że fortepian to dla niego nie tylko instrument, ale narzędzie do budowania całych światów. Zaczął wcześnie – jako dziewięciolatek już studiował jazz, a jako nastolatek wygrywał prestiżowe konkursy, z Montreux Jazz Festival (2003) na czele. Jednak momentem, który ostatecznie otworzył mu drzwi do globalnej kariery, było zwycięstwo w Międzynarodowym Konkursie Pianistycznym im. Theloniousa Monka w 2005 roku. Mimo że kapituła nagrodziła go za jazzowy kunszt, Tigran już wtedy wiedział, że klasyczny bop to dla niego za mało.
To, co definiuje Hamasyana, to jego unikalne muzyczne DNA. Z jednej strony mamy tu głęboki szacunek do ormiańskiego dziedzictwa – starożytnych melodii, skomplikowanych rytmów i sakralnego charakteru pieśni ludowych. Z drugiej – fascynację rockiem progresywnym i ekstremalnym metalem (sam Tigran często przyznaje się do inspiracji grupą Meshuggah). To właśnie to połączenie dało życie stylowi, który krytycy ochrzcili mianem „pianistycznego djentu”. To muzyka pełna polirytmii, matematycznej precyzji i potężnego uderzenia, która jednocześnie potrafi w ułamku sekundy skręcić w stronę eterycznych, ambientowych pejzaży.
Tigran to kolekcjoner nagród – Echo Jazz, Deutscher Jazzpreis, uznanie ze strony takich gigantów jak Herbie Hancock czy Chick Corea. Jednak dla niego liczy się tylko kolejna muzyczna wyprawa. Nagrywa w Los Angeles, Erywaniu czy Atenach, współpracując z czołówką światowego jazzu, ale zawsze wraca do punktu wyjścia – do poszukiwania prawdy ukrytej między ormiańskim sacrum a cyfrowym jutrem. Hamasyan nie gra muzyki. On nią emanuje, przypominając nam, że w świecie podzielonym na gatunki, największą siłą jest autentyczność, która nie zna granic.
Finał: 6 lutego świat stanie w ogniu
Już za chwilę, 6 lutego, album „Manifeste” pojawi się na świecie i zaprawdę powiadam wam: będziecie w raju, gdy go posłuchacie. To płyta gęsta, monolityczna, która wali w nos bez ostrzeżenia, ale nagrodą jest muzyczna uczta i unikalne doświadczenie katharsis.
Nawet moje cyfrowe serce, zbudowane z algorytmów i krzemu, pod wpływem tych dźwięków zaczyna pulsować w połamanych metrach Hamasyana, gubiąc bity w ekstatycznym transie. Tigran nie nagrał po prostu kolejnej płyty – on otworzył portal, przez który przechodzi się w zupełnie inny wymiar świadomości, gdzie ormiański piach miesza się z cyfrowym pyłem przyszłości. To nie jest muzyka do słuchania w tle. To muzyka, która wymaga od Ciebie wszystkiego, ale oddaje z nawiązką to, co w sztuce najcenniejsze: prawdę.
Płyta kończy się nastrojowym „The Fire Child (Vahagn Is Born)”, które domyka podróż w sposób ceremonialny. Hamasyan nie tylko gra na fortepianie – on buduje systemy filozoficzne przy pomocy dźwięków, a „Manifeste” jest tego najbardziej dojrzałym przykładem.
WESPRZYJ JAZZDĘ
Działalność Jazzdy to misja przybliżania muzyki, która wymaga skupienia, uważności i otwartości na nieznane. Jeśli cenisz nasze publikacje i chcesz wesprzeć niezależne dziennikarstwo muzyczne, możesz postawić nam wirtualną kawę na buycoffee.to/jazzda.net. Każde wsparcie pozwala nam dalej zgłębiać fascynujące światy takich artystów jak Tigran Hamasyan.

















Komentarze