London Manifest: wielkomiejski Muzyczny portret Tomasza Zyrmonta
- ROBERT KOZUBAL

- 16 sty
- 3 minut(y) czytania
Oto jazzowy przewodnik po jednym z największych miast świata, gdzie życie tętni non stop. To także muzyczna mapa tropów Tomasza Zyrmonta – nieoczywistego polskiego pianisty, który osiadł w stolicy Wielkiej Brytanii i od 2009 roku robi tam znakomitą karierę.
Z populacją zbliżającą się do 9 milionów, Londyn przegonił już Austrię, o czym boleśnie przekonał się każdy, kto musiał przemieścić się z jednej części metropolii na drugą w godzinach szczytu.
Właśnie w tym gąszczu, liczącym ponad 25 tysięcy ulic, Zyrmont od lat aktywnie współtworzy tamtejszą scenę, chłonąc unikalną atmosferę miejsca. Naturalną konsekwencją tej drogi był jego występ w listopadzie 2025 roku na prestiżowym London Jazz Festival, który ostatecznie potwierdził jego pozycję wśród czołowych artystów gatunku. Już 22 stycznia 2026 roku nakładem wydawnictwa Soliton ukaże się jego najnowszy album „London Manifest”, którego patronem medialnym jest serwis jazzda.net.

To wydawnictwo to owoc lat spędzonych w tyglu kulturowym stolicy Wielkiej Brytanii. Płyta „London Manifest” jest dokładnie taka sama – ma w sobie mnóstwo artystycznych zaułków i nieoczywistych zakrętów, zupełnie jak miasto, które opisuje, mające przecież ponad 25 tysięcy ulic. Nie jest to jednak powierzchowne spojrzenie turysty. Tomasz Zyrmont mieszka w Londynie od 2009 roku, od lat aktywnie współtworząc tamtejszą scenę, występując w najważniejszych klubach i chłonąc unikalną atmosferę tego miejsca. Naturalną konsekwencją tej wieloletniej drogi był jego występ w listopadzie 2025 roku na prestiżowym London Jazz Festival – jednym z największych wydarzeń tego typu na świecie – co ostatecznie potwierdziło jego pozycję wśród czołowych artystów gatunku. Jak sam przyznaje: „Londyn charakteryzuje bardziej bliskość Europy i moich korzeni. Od razu poczułem się tutaj jak u siebie. Dostępność festiwali, wybitnych muzyków i producentów, którzy tworzą ekosystem sprzyjający innowacji i współpracy, sprawia, że miasto można nazwać stolicą europejskiej muzyki, ale także jednym z najbardziej tętniących centrów światowego jazzu”. Ta bliskość korzeni i wielkomiejski rozmach znalazły swoje idealne ujście na nowym krążku lidera.
Muzyczna podróż zaczyna się od tematu „Take The Lift”, który błyskawicznie wprowadza nas w tkankę miasta. To świetny, swingujący i melodyjny obrazek, w którym fortepian Zyrmonta pewnie przejmuje rolę przewodnika; od pierwszych nut nie ma wątpliwości, kto tu rozdaje karty. Jednak serce albumu bije najmocniej w dyptyku poświęconym żonie artysty, gdzie słuchacz zostaje rzucony na głęboką wodę emocjonalnych kontrastów. „Jagoda Interlude” to intymne, liryczne wprowadzenie, nasycone czułością i spokojem, które płynie prosto z serca. Jednak to tylko cisza przed burzą, bo właściwy utwór „Jagoda” uderza zupełnie inną energią. Ten emocjonalny główny temat jest gwałtowny i burzliwy – nie ma tu mowy o banalnej „pościelówie”. Zamiast tego otrzymujemy rasowe, energetyczne solo saksofonu Seana Khana, które jest mocne i nieustępliwe, zwieńczone niezwykle oryginalną, smyczkową wypowiedzią kontrabasu Bena Hazletona.
Zyrmont po mistrzowsku operuje nastrojem, rzucając nas z nostalgicznego, lirycznego poranka nad gorącą kawą w utworze „Nostalgia”, prosto w wir singlowego „Linebreaker”. To serce brytyjskiej wyspy w pigułce – szalony, wielokulturowy Londyn, w którym ogrom historii zderza się z nowoczesnością. W tym porywającym centrum miasta fortepian i saksofon prowadzą niezwykle dynamiczny dialog, a wielkomiejska machina sekcji rytmicznej pracuje bez zarzutu. Z kolei w solowym „Awaken Desires” lider staje się przewodnikiem niemal hitchcockowskim – operuje szybkim tempem, nagłymi zwolnieniami i jazzowymi nieoczywistościami, które prowadzą do zaskakującego finału.

Wybór dwóch standardów, które dopełniają autorski materiał, wiele mówi o koncepcji lidera. „Nardis” Milesa Davisa – utwór owiany tajemnicą, z okresu modalnego, kojarzony najbardziej z Billem Evansem – w interpretacji Zyrmonta zyskuje nową siłę. Pianista mocno akcentuje emocje, wykorzystując skalę frygijską i hiszpańskie koloryty znane ze „Sketches of Spain”, by po chwili oddać pole na spokojne, kontemplacyjne solo kontrabasu. Płytę domyka radosne „pstryknięcie palcami” w postaci „One Finger Snap” Herbiego Hancocka, które wraz z bluesującym, pokombinowanym rytmicznie „Blue Sus”, stawia kropkę nad i.
„London Manifest” to jazz bez wątpienia osadzony w mainstreamie, ale podany z niezwykłą świeżością. Emocjonalnie rozpięty między intymnością a potęgą metropolii, muzycznie zaś oparty na pierwszoplanowej roli fortepianu i podniebnych, nowojorskich wręcz zagrywkach saksofonu. To doskonały dowód na to, że polski jazz w sercu Londynu ma się doskonale. Excellent jazz.
Recenzja oparta na informacjach prasowych oraz rozmowie z artystą. Patronat medialny: jazzda.net.
„London Manifest” to album, który udowadnia, że polski jazz nie tylko świetnie radzi sobie na emigracji, ale potrafi stać się integralną częścią globalnego krwiobiegu gatunku. To muzyka, która nie potrzebuje tanich efektów – broni się szczerością, techniką i doskonałym balansem między liryzmem a wielkomiejskim pulsem.
Jeśli moje teksty i jazzowe odkrycia na jazzda.net pomagają Wam poruszać się po tej fascynującej mapie dźwięków, będzie mi niezmiernie miło, jeśli zechcecie wesprzeć moją pracę. Prowadzenie niezależnego portalu o jazzie to czysta pasja, ale każda „postawiona kawa” pozwala mi poświęcać jeszcze więcej czasu na szukanie takich perełek jak nowa płyta Tomasza Zyrmonta.
Jak zawsze – możecie postawić mi wirtualną kawę tutaj: 👉 https://buycoffee.to/jazzda.net
Dzięki, że jesteście, słuchacie i wspieracie!





Komentarze