top of page
prelegenci

Ten rok należy do niej. Berlińskie żywioły i potęga tenoru Camili Nebbii

8min
5 minut(y) czytania

Ten rok z pewnością należy do Niej. Muzyka improwizowana ma się doskonale, a jej surowa, mięsista energia najjaskrawiej bije w tegorocznej dyskografii Camili Nebbii. Mieszkająca w Berlinie saksofonistka tenorowa nie bierze jeńców – w tym roku uderzyła serią płyt, z których każda jest osobnym wszechświatem.


Gdy jako dziecko zobaczyła saksofon w telewizji, po prostu pobiegła do matki z prośbą o lekcje. Ale mało kto wie, że zanim tenor stał się jej jedynym głosem, nastoletnia Camila chwyciła za gitarę basową i zanurzyła się w świecie punk rocka. „Grałam i słuchałam mnóstwa muzyki punkowej. Uwielbiam!” – wspomina w jednym z wywiadów. Kto kiedykolwiek hałasował w garażowych kapelach, doskonale wie, odkąd bierze się ta bezczelna wolność – bo punkową energię i intensywność Nebbia z sukcesem przeniosła wprost na współczesną scenę improwizowaną, traktując ją jako nośnik realnych idei.


Pochodząca z Buenos Aires artystka nie znosi zamkniętych szuflad – to saksofonistka, kompozytorka, improwizatorka, poetka, artystka wizualna, kuratorka i edukatorka, przez magazyn „Jazz PT” słusznie nazywana „kluczową saksofonistką naszych czasów”. Poezja jest zresztą z nią od dawna – jak sama opowiada: „Nawet nie wiem, kiedy zaczęłam. Mam kilka wczesnych wspomnień z dzieciństwa, kiedy pisałam wiersze w tomiku, ale nie pamiętam dokładnie kiedy. Towarzyszy mi od dawna i pojawia się i znika. Potrafię mieć bardzo długie okresy bez pisania, a potem są takie, kiedy robię to częściej. Uwielbiam też czytać poezję, moimi ulubionymi poetami są Alejandra Pizarnik, Alfonsina Storni, Olga Orozco, Oliverio Girondo…”. Ta wrażliwość pulsuje w jej muzyce, dając jej literacki, głęboko zakorzeniony w argentyńskiej tradycji nerw.



Jej pozycja na międzynarodowej scenie ma solidne pokrycie w faktach: w argentyńskiej ankiecie krytyków „El Intruso” w latach 2022–2024 regularnie triumfowała jako najlepsza saksofonistka, kompozytorka i muzyk roku. Edukacyjna mapa jej korzeni imponuje: od dyplomu z saksofonu klasycznego w Konserwatorium „Astor Piazzolla” i studiów jazzowych w Konserwatorium „Manuel de Falla”, przez reżyserię filmową w Universidad del Cine w Buenos Aires, aż po międzynarodowy, magisterski program CoPeCo (Contemporary Performance and Composition) szlifowany w Estonii, Szwecji, Francji i Niemczech. To właśnie europejskie wojaże – obejmujące m.in. pobyt w Sztokholmie – ostatecznie przywiały ją do Berlina. Jako współzałożycielka niezależnej oficyny Lilaila (wraz z Marią Grand i Martą Sanchez) nieustannie przesuwa granice, a jej dorobek doceniono m.in. nominacjami do prestiżowej German Jazz Prize.


Głos, który odnalazł właściwą wagę


Nebbia od początku wiedziała, czego szuka, choć droga do tenoru wcale nie była liniowa. Zaczynała od altu i sopranu, ale gdy mocniej wsiąknęła w jazz, wybór stał się oczywisty. Jak sama przyznaje:

„Czułam po prostu, że to tenor jest moim prawdziwym głosem, że współgra ze mną... kluczowa okazała się skala instrumentu. Poczułam z nim więź”.

Ta więź ma korzenie w klasycznej edukacji i potężnej inspiracji, jaką przeżyła, odkrywając gigantów:

„Moja miłość do muzyki swobodnie improwizowanej wzięła się z kolei od Ornette’a Colemana. Nagrał przepiękny album Ornette On Tenor, który absolutnie uwielbiam... Utwór »Broken Shadows« dosłownie zwalił mnie z nóg! Pytałam sama siebie: »Co to w ogóle jest? Co tu się dzieje?

Równowaga światów: kompozycja, wolność i czysta energia


W świecie, gdzie wielu artystów zamyka się w sztywnych ramach, Nebbia tańczy na krawędzi. Krytyka nie ma wątpliwości z kim ma do czynienia – jak celnie podsumował to John Chacona na łamach „All About Jazz”:

„Kompozytorski głos Nebbii jest nieustraszony, dojrzały i całkowicie oryginalny”

Artystka nie wybiera między rygorem zapisu a dreszczem czystego ryzyka:

„Bardzo lubię równowagę między oboma tymi światami i łączenie ich ze sobą” – tłumaczy. „Czasem dzieje się to w obrębie jednego utworu. Ale uwielbiam też projekty oparte na moich własnych kompozycjach, w których wciąż pozostaje przestrzeń na improwizowane partie. W życiu potrzebuję jednego i drugiego, bo dają mi zupełnie inne rezultaty i inne impulsy”.

Każdy z tegorocznych albumów jest inny, choć każdy osadzony w samym sercu muzyki improwizowanej. Nebbia karmi się nią, wskakuje na główkę, zanurzając się w szalonej, nieskończonej, energetycznej improwizacji. Dobiera sobie na poszczególnych płytach unikalne konfiguracje składów i szerokie spektrum instrumentalistów. Jedno co je wszystkie łączy, to absolutna energia – Nebbia biegnie, gna, jej saksofon wrzeszczy i wali w mózg słuchacza z siłą tysięcy jerychońskich trąb.

To jest ten rodzaj szczerości muzycznej, która oscyluje na granicy dbałości o słuchacza – Nebbia doskonale wie, że ryzykuje, że wchodzi w bezpośrednią interakcję z konkretnym odbiorcą, szukającym w muzyce improwizowanej prawdziwej mocy, a nie bezpiecznych, wygładzonych klimatów skandynawskich czy chłodnej estetyki rodem z ECM. Brud realizatorski bywa tu w pełni świadomy – chociaż na Limbo jest inaczej, ta płyta pomimo głośności brzmi przepięknie i czysto. Czy słychać w tym wpływy Ornette’a? No nie da się ukryć, że to ta sama wielka rzeka, ten sam żywy nurt. Ale ta muzyka jest przecież nieskończona – jeśli tylko chcemy się w niej zanurzyć. Ta tylko na pozór odpychająca, szorstka faktura ma w sobie gigantyczną, obezwładniającą wymowę emocjonalną.


Oto tegoroczny dorobek (jesli coś pominąłem dodajcie prosze w komentarzach)


  • Camila Nebbia & Chris Corsano – Six or Seven Ways Towards Becoming Undone (Relative Pitch Records): zderzenie potężnego tenoru z perkusyjną apokalipsą. W duetowym zwarciu z perkusją Corsano rodzi się czysta, fizyczna ekstaza.


  • The Hanged One – Limbo (Relative Pitch Records): berliński sekstet pod wodzą Nebbii, w którym struktura spotyka się z gęstą, kolektywną improwizacją szerokiego aparatu wykonawczego.

  • Exhaust (All the Beauties and Disasters, Intakt Records): potęga tria z Kitom Downesem (fortepian/organy) i Andrew Lislem (perkusja), w której każdy dźwięk waży tonę, a interakcja między klawiszami, bębnami a tenorem wgniata w fotel.


  • Nebbia / Muruaga / Bäckström / Mustonen Quartet – Freefalling Latitude: kwartetowy wehikuł (saksofon, gitara/elektronika, kontrabas/bas, perkusja), w którym otwartość na przestrzenne poszukiwania i geografie dźwięku rozpycha ramy gatunku.


  • Joanna Mattrey / Camila Nebbia / Camilo Ángeles / Violeta García – Heavy Handed (Relative Pitch Records): organiczna rzeźba dźwiękowa o potężnym ciężarze gatunkowym. Nietypowy kwartet, w którym altówka (Joanna Mattrey), flet z efektami (Camilo Ángeles) i wiolonczela z efektami (Violeta García) spajają się z drapieżnym, bezkompromisowym rykoszetem tenoru Nebbii.


Berliński kocioł i kinowa wrażliwość


Gdy po drodze z Buenos Aires przez Sztokholm osiadła w stolicy Niemiec, szybko poczuła, że to miejsce idealne dla jej temperamentu – pełne ludzi głodnych grania i natychmiastowego tworzenia kolektywów, czego dowodem jest m.in. trio Presencia.

„Berlińskie środowisko jest niezwykle otwarte, ludzie chcą się spotykać, chcą wspólnie tworzyć, wejście w ten świat było więc bardzo naturalne... Ludzie nieustannie się tu przewijają, to bardzo inspirujące – być w stałym kontakcie z nowymi twórcami”.

Do tego dochodzi unikalne zaplecze wizualne. Nebbia równolegle studiowała filmoznawstwo, a jej artystyczne macki sięgają daleko poza nuty:

„Moje grafiki opierają się na kadrach z taśmy Super 8, na których maluję”.

Camila Nebbia nie ogląda się za siebie i nie czeka na niczyje pozwolenie. Trzyma stery z żelazną konsekwencją, a jej tenor tnie powietrze z siłą, której po prostu nie da się zignorować.

Jazz z Wami!

Komentarze


bottom of page