top of page
prelegenci

Sam jesteś Głupi, czyli Jeden wieczór, dwa koncerty, milion wrażeń

Zaktualizowano: 4 sie

Ach co był za wieczór! Dwa świetne koncerty. Unleashed Cooperation z Anną Gadt oraz moja prywatna rewelacja wiosenna, czyli Głupi Komputer. Dżezzowy Jazz i cosmo-industrial. Wielka muzyczna koniunkcja w centrum Łodzi.


Najpierw zanurkowałem w nurt Letniej Akademii Jazzu w łódzkim Klubie Wytwórnia, a zanurkowałem tym bardziej ochoczo, ponieważ po miesiącach oczekiwań do Łodzi zjechał zespół Unleashed Cooperation, zachodniopomorsko-wielkopolska jazzowa petarda, której ubiegłoroczny album "Trust" wraz z płytami kwartetu Filipa Żółtowskiego, łódzkiego Kosmosu, szczecińskich Wszy czy bojsbandu z Bielska, czyli Kosmonautów wpuścił mnóstwo świeżego powietrza do nadwiślańskiej muzyki.


UC ujęli mnie tym, że najpierw pokazali swoje ostatnie dzieło w... Albanii.

TAK!

Premiera "Trust" odbyła się w Tiranie podczas Jazz in Albania Festival. Był to pomysł tak pokręcony, że pokochałem ich zań bezgranicznie. Gdybym wiedział, do swojego reportażu muzyczno - literackiego z tirańskiego uniwersytetu użyłbym właśnie albumu "Trust". Pamiętacie awanturę o sroki i wrony? Tu sobie przypomnicie LINK


Osobiście miałem wobec nich ogromny wyrzut sumienia, gdyż nie napisałem na blogu zbyt wiele o tej płycie i w sumie diabli wiedzą czemu. Jest przecież, jak rzadko która, warta promocji i opisu. Aż zobaczyłem w programie tegorocznej Letniej Akademii Jazzu zapowiedź ich koncertu. Teraz albo nigdy.


Oddajmy głos samym autorom muzyki: Płyta składa się z sześciu autorskich kompozycji oraz dwóch improwizowanych miniatur. Inspiracji do powstania albumu można poszukiwać wśród polskiej muzyki tradycyjnej - "String Theory" czy twórczości Witolda Lutosławskiego - "Morze", a także w muzyce elektronicznej i współczesnych nurtach muzycznych jak i producenckich- obecnych szczególnie w kompozycjach "Mr. Paul’s Strange Dream" oraz "Mr. Paul’s Beautiful Dream". Strukturę albumu domyka niezwykle ekspresyjna kompozycja "Polistes Dominula".


ree

Dla mnie zaś "Trust" jest albumem-perełką, prywatnym dowodem na to, że jazz jako gatunek nigdy się nie skończy, bo choć operuje tymi samymi nutami co pan Zenon Martyniuk czy Napalm Death, to jednak, w odróżnieniu od wymienionych, wciąż umyka nudzie powtarzalności.


W dodatku muzycy UC doskonale wiedzą do kogo chcą mówić grą. Już piękne, pierwsze takty "String theory" zwiastują doskonale balansujący między harmonią a dysharmonią materiał. To utwór z jednym z najfajniejszych tematów, jakie w życiu słyszałem, trochę ludowo-polski, trochę w duchu Namysłowskiego.


Cały album trzyma bardzo wysoki poziom, meandruje w tempie, raz gna, aby za chwilę zwolnić. Byłem ciekaw, jak to wszystko zabrzmi podczas recitalu.



Zespół wyszedł na scenę zdradzając respekt przed wyrobioną publicznością LAJ. Niepotrzebnie. Dwa utwory miały rozgrzać gości i wykonały zadanie, bo naprawdę zrobiło się gorąco, ja zaś już wtedy byłem w pełni ukontentowany.


Jednak najlepsze było przed nami. Oto do zespołu dołączyła obdarzona cudownym głosem z nieziemskim spektrum wokalnym Anna Gadt (dla mnie bezdyskusyjny numer jeden w polskiej wokalistyce jazzowej). Koncert zwolnił oraz przemienił się w magiczne misterium.


Muzyka rodziła się na naszych oczach, muzycy zatonęli w swoim świecie i stworzyli spektakl, jaki może dać jedynie muzyka improwizowana przez artystów w pełni angażujących się w swoje dzieło. Było to zresztą widać, że i dla muzyków to nie był kolejny koncert, że nie odgrywali nam znanych na pamięć tematów - ich także - pewnie nie po raz pierwszy - porwał poemat jazzowy, jaki tworzyli na żywo. Siedziałem więc urzeczony, podobnie jak większość słuchaczy. Bez wahania musze wyznać, że to był jeden z najlepszych koncertów podczas tegorocznej LAJ, a kto wie, może najlepszy. Nic dziwnego, że UC reprezentowało Polskę na Jazzahead w Bremie, jednej z najważniejszych branżowych imprez jazzowych na świecie i zebrało za ten występ ogromne pochwały.



Krzysztof Kuśmierek, lider UC zapytany przeze mnie czy są plany na nową płytę odpowiedział, że na razie woli bardzo ostrożnie zapowiadać ja na przełom 2025/2026. Będzie to wspólny projekt z Filharmonią Opolską. Gdyby ta zapowiedź się ziściła, byłoby znakomicie. UC wprawdzie nie robi wielkiego szumu wokół siebie, ale to grupa z bardzo konkretnym, przemyślanym, a nade wszystko ciekawym pomysłem na swoją twórczość.


Skład UC:

  • Krzysztof Kuśmierek - saksofon

  • Patryk Rynkiewicz - trąbka

  • Patryk Matwiejczuk - fortepian

  • Flavio Gullotta - kontrabas

  • Stanisław Aleksandrowicz - perkusja


oraz Anna Gadt - wokal


ree

Ukontentowany występem UC pobieżyłem jeszcze tego samego wieczora do łódzkiej Fabryki Sztuki, gdzie pod nieboskłonem, w ramach cyklu LDZ Alternatywa, miało zagrać nieziemskie trio z Poznania, czyli Głupi Komputer.

ree

Grupa wiosną tego roku wydała świetną płytę: jazoowo - punkową, żywiołową, rytmiczną, mechaniczną, jazzmetalową, trochę londyńską, w sensie aliansu jazzu z noisem czy ravem. Ich debiutancki album to mieszanka dynamicznych rytmów, saksofonowych ostinat i syntetycznych melodii.


Chciałbym jednak zwrócić Waszą uwagę na dystans, z którym ci Panowie grają, co jest dla mnie bardzo istotne, zwłaszcza w jazzie. Dlaczego?


Wyjaśnię dygresją: kilkakrotnie w życiu, niechcąco, zetknąłem się z ludźmi, którzy absurdalnie poważnie traktują jazz, są dosłownie jego wyznawcami. Płyty traktują jak relikwie, a muzykę jak religię. Każdy w tym gronie ma swojego muzyka-mesjasza, a nad sobą nosiliby najchętniej wielki transparent: jestem mądrym, inteligentnym człowiekiem, gdyż słucham jazzu ty debilu. Dziś wiem, że miałem wielkie (nie)szczęście spotkać tych zafajdanych przemądrzalców na swojej drodze., bo większość jazzzfanów to fantastyczni ludzie. Tamci wpieniali mnie strasznie, ale dzięki nim właśnie w jazzie kocham prześmiewczość, absurd, świadomą ucieczkę przed powagą.



Głupi Komputer zaś swoją debiutancką płytę zatytułował "Jazz Not Found". Jak więc mogłem ich nie wielbić za tak gigantyczny dystans do własnej twórczości?


"Jazz Not Found" to muzyczny węzeł gordyjski elektroniki, hałasu, thrashowego saksofonu barytonowego i wspaniałej perkusji. Trio tworzą Daniel Karpiński – perkusja, elektroniczne beaty Jakub Królikowski – syntezatory, instrumenty klawiszowe Michał Fetler – saksofon basowy i altowy, syntezator Polivoks.


LDZ Alternatywa jest letnim cyklem bezpłatnych dla widzów koncertów "pod chmurką" organizowanych na scenie ustawionej na dziedzińcu łódzkiej Fabryki Sztuki. Gości zespoły z różnych muzycznych konstelacji, których wspólnym mianownikiem jest wierność swojej własnej, alternatywnej wobec mainstreamu, muzycznej wizji. Głupi Komputer doskonale wpisuje się w ów koncept. Zespół powstał z silnej relacji artystycznej muzyków znanych z projektów takich jak Polmuz, Fanfara Awantura, Koń, Prawdziwie Polskie Techno, czy Jazzband Młynarski Masecki.


To istne szaleństwo, które - tak mniemałem - dopiero podczas występu na żywo będzie brzmiało, jak zbłąkana kosmiczna armada. I nie myliłem się.


ree

Zacznę od Daniela Karpińskiego. To wprawdzie najspokojniejszy "ludzki" element Głupiego Komputera, ale gość gra jak profesor budując fantastyczny fundament dla szaleństw pozostałych. Gapiłem się jak urzeczony pod sceną w to, co ten człowiek robił na perkusji podczas całego występu. Jego gra to poduszka bezpieczeństwa, baldachim, opoka, skała. Dzięki niemu Michał Felter i Jakub Królikowski mogą szaleć. I szaleli - zwłaszcza pan Jakub Królikowski, który przypominał mi ekspresyjnego, a jednocześnie pełnego powagi Jerry Lee Lewisa. Grał całym sobą, gdyby mógł, pewnie rzuciłby się całym ciałem na syntezator - to zresztą wspaniałe widzieć, ze muzyk bawi się, przeżywa, żyje na scenie tym, co robi. Michał Felter z kolei dmi w saksofon barytonowy i to dmi tak, że klękajcie narody, bo przewraca bebechy! W tym koncepcie genialna jest pozorna prostota: perkusja, wariacje syntezatorowe zespojone powtarzalnym, thrashowym, zapętlonym dźwiękiem barytonu.

To trzeba usłyszeć na żywo. Tego się nie da opowiedzieć.



Głupi Komputer gra muzykę rytmiczną, bijącą blisko pulsu, pędzącą, gnającą, popędliwą. Nie ma tu klasycznego jazzu. Jeśli już - to jest to jazz sowizdrzalski. Ciało samo chce skakać. Ucieczki w elektronikę są kapitalne. Cały "komputerowy" koncept został bardzo dobrze zrealizowany muzycznie i czytelny międzypokoleniowo. Zabawne wstawki syntezatorowe nie zostawiają złudzeń.

I ten dystans! Oto Michał Felter zapowiadał ze sceny: Przed nami utwór Kind of deep blue. Zorientowani wiedzą, że tytuł nawiązuje do "Kind of blue" najważniejszej jazzowej płyty wszechczasów, której prawdę mówiąc nigdy nie słuchałem.

Absolutnie i bezapelacyjnie polecam.

Mam nadzieję, że na jednym albumie się ta przygoda nie skończy.

Komentarze


bottom of page