top of page
prelegenci

Polski jazz w sercu Londynu. Tomasz Zyrmont wydaje album „London Manifest”

Londyn to dla wielu „nowy Nowy Jork”, a dla Tomasza Zyrmonta – dom i nieskończone źródło inspiracji. Ten ceniony pianista i kompozytor, absolwent katowickiej Akademii Muzycznej oraz londyńskiej Guildhall School of Music and Drama, to postać, która na stałe wpisała się w krajobraz brytyjskiej sceny. W listopadzie 2025 Tomasz Zyrmont wystąpił na największym festiwalu jazzowym na świecie – prestiżowym London Jazz Festival, potwierdzając swoją pozycję wśród czołowych artystów gatunku.



Jego muzyczna droga prowadziła przez tak wyjątkowe miejsca jak Brytyjski Parlament czy legendarny klub Ronnie Scott’s. Uhonorowany w 2025 roku odznaką „Zasłużony dla Kultury Polskiej”, Zyrmont stanowi dziś ważny pomost między polską wrażliwością a brytyjską nowoczesnością.


Już w styczniu 2026 roku światło dzienne ujrzy „London Manifest” – najnowszy album Tomasz Zyrmont Quartet. To intymny, muzyczny portret życia w metropolii, zamknięty w ośmiu autorskich kompozycjach i dwóch standardach. Płyta jest osobistym zapisem podróży, szkicownikiem wspomnień i dowodem na to, że współczesny jazz wciąż potrafi być jednocześnie głęboko osadzony w tradycji i odważnie poszukujący.

O tym, jak buzująca energia Londynu wpływa na proces twórczy, o różnicach w edukacji muzycznej i o tym, dlaczego polski jazz jest za granicą marką samą w sobie, rozmawiamy z liderem kwartetu.


Robert Kozubal, jazzda.net: Mieszka i tworzy Pan w Londynie, który od lat wskazywany jest jako jeden z najprężniej rozwijających się ośrodków jazzu na świecie, będąc często nazywanym „nowym Nowym Jorkiem”. Jak Pan widzi to zjawisko z perspektywy artysty? Czy czuje Pan, że stolica światowego jazzu faktycznie przeniosła się do Europy?


Tomasz Zyrmont: Mija już 17 lat, odkąd wybrałem Londyn na moje stałe miejsce zamieszkania i przestrzeń dla mojej muzyki. Wielokulturowość, otwartość, fuzja dźwięków, infrastruktura klubowa, różnorodność scen oraz muzyków z wielu zakątków świata od samego początku mnie zachwyciły. Nowy Jork miałem okazję odwiedzić dwukrotnie parę lat wcześniej. Bez wątpienia był także zachwycający, nie tylko muzycznie. Te dwie stolice cechuje podobna kreatywna energia i tempo życia, co daje artystom mnóstwo inspiracji. Londyn charakteryzuje bardziej bliskość Europy i moich korzeni. Od razu poczułem się tutaj jak u siebie. Dostępność festiwali, wybitnych muzyków i producentów, którzy tworzą ekosystem sprzyjający innowacji i współpracy, sprawia, że miasto można nazwać stolicą europejskiej muzyki, ale także jednym z najbardziej tętniących centrów światowego jazzu. Nowy Jork natomiast jest tą oficjalną kolebką jazzu i z ogromną przyjemnością się tam jeszcze wybiorę, by odkryć następne muzyczne zakamarki.

Robert Kozubal, jazzda.net: Co Pana zdaniem sprawia, że scena jazzowa w Londynie jest obecnie tak „gorąca”? Jakie mechanizmy – kluby, szkoły, media, a może po prostu postawy samych muzyków – stoją za tym „buzującym” klimatem?

Tomasz Zyrmont: Londyńską scenę jazzową tworzą muzycy z całego świata. Buzujący klimat wynika ze świeżości, rotacji muzyków i dostępnej dla nich pracy. Spora liczba orkiestr, musicali, studiów nagraniowych i uczelni muzycznych pozwala na rozwój, jak również stabilność. Bardzo wysoki poziom i chęć do współpracy nakręcają kreatywność, powstawanie nowych projektów muzycznych i eksperymentowanie na scenie oraz w studio. Jazzowy Londyn łączy tradycyjne elementy z rytmami afrodiasporycznymi, kulturą klubową Wielkiej Brytanii oraz wpływami gatunków takich jak hip-hop, acid jazz, afrobeat czy grime. Silne tradycje gitarowe, ciekawe i innowacyjne dęciaki oraz wpływy elektroniki są flagowym znakiem tutejszej sceny, a liczba kolektywów i wirujący miks gatunków nadaje temu miejscu wyjątkową kreatywność i eksperymentalny ton.

Robert Kozubal, jazzda.net: W listopadzie Tomasz Zyrmont Quartet wystąpił na London Jazz Festival. Jak grało się Panu na tak prestiżowej imprezie? Jak odbiera Pan tamtejszą publiczność jazzową – czy jest ona inna, bardziej wymagająca, czy może bardziej otwarta na nowe brzmienia? Czy planuje Pan, aby kwartet częściej występował w Polsce, czy to przede wszystkim projekt skoncentrowany na rynkach międzynarodowych?

Tomasz Zyrmont: W London Jazz Festival wziąłem udział już drugi raz. Impreza obejmuje wiele klubów i jest największym festiwalem jazzowym na świecie. W ubiegłym roku miałem okazję wielokrotnie prezentować się w różnych składach w klubie Bulls Head w zachodnim Londynie. W pewnym sensie klub wyróżnił mnie, proponując udział w ramach tych kilku prezentacji w czasie festiwalu na jego scenie. Publiczność naprawdę była wspaniała i czuliśmy z nią mocną interakcję. Klub ma swoją stałą, jazzową, międzynarodową publikę i wyjątkową aurę. Teraz czekamy już na koncert promujący płytę London Manifest w klubie 606 na Chelsea, który odbędzie się 29 stycznia. Miałem przyjemność już kilkakrotnie wystąpić w tym miejscu, a gra się tam wyśmienicie. Na pewno chętnie zabiorę moich muzyków ponownie do Polski, bo byli oni wprost zachwyceni polskim profesjonalizmem i gościnnością.


Robert Kozubal, jazzda.net: Na ile polski jazz jest rozpoznawalny w Wielkiej Brytanii? Czy poza pomnikowymi postaciami, jak Tomasz Stańko czy Krzysztof Komeda, do środowiska przebijają się obecnie polskie nazwiska?

Tomasz Zyrmont: Nasz polski jazz ma bardzo wysoką renomę. Wśród moich przyjaciół i londyńskich muzyków wielu miało okazję koncertować w Polsce, poznać trochę naszą scenę i nagrania wybitnych polskich jazzmanów. Pamiętam rozmowy o nagraniach Walk Away, Michała Urbaniaka czy trio Marcina Wasilewskiego i zachwyt nad ich oryginalnością. W samym Londynie również można często usłyszeć polskich muzyków w topowych klubach oraz na festiwalach. Zawsze mnie to bardzo cieszy, a zwłaszcza wtedy, gdy grają moi koledzy z Polski. Kilkakrotnie słyszałem tutaj EABS Marka Pędziwiatra, a w Ronnie Scott’s odbywa się co roku seria koncertów Polish Jazz Series. Lubiani są tutaj także Leszek Możdżer i Wojtek Mazolewski.

Robert Kozubal, jazzda.net: Jako artysta, który ukończył studia jazzowe zarówno w Polsce (Akademia Muzyczna w Katowicach), jak i w Wielkiej Brytanii (Guildhall School of Music and Drama w Londynie), jak postrzega Pan największe różnice w funkcjonowaniu rynku muzycznego i środowiska artystycznego pomiędzy Polską a Londynem?

Tomasz Zyrmont: Londyn jest olbrzymią metropolią, co sprawia, że skupia w swoim rejonie naprawdę wiele. Przyciąga jak magnes nie tylko brytyjskich muzyków z innych miast, ale także artystów z całego świata. W Polsce natomiast istnieje kilka ośrodków, w których jazz rozwija się prężnie. Obie sceny są na wysokim poziomie. Londyńską scenę wyróżnia międzynarodowość, a co za tym idzie – wpływ artystów, instrumentarium i rytmów z całego globu. Scena jest bardzo aktywna i wita tę różnorodność z otwartymi ramionami. Gdy studiowałem fortepian w Guildhall, edukacja była mocno ukierunkowana na performance, a na akademii w Polsce raczej na warsztat. Pewnie wiele się teraz zmieniło, niemniej Londyn wydawał mi się wówczas bardziej nowoczesny.

Robert Kozubal, jazzda.net: Współpracuje Pan z czołowymi muzykami londyńskiej sceny, m.in. z Seanem Khanem i Benem Hazletonem. Czy różnice kulturowe lub edukacyjne mają wpływ na styl improwizacji i kreatywność w zespole?

Tomasz Zyrmont: Miałem okazję współpracować z wieloma niesamowitymi muzykami. Wspomniani Sean i Ben są mocno ogranymi oraz doświadczonymi instrumentalistami. Na scenie szybko odnajdujemy wspólny muzyczny język, mamy podobne inspiracje i odczuwanie muzyki. Niezwykłe jest widzieć ich zaangażowanie, a także radość ze wspólnego grania. Zawsze mocno cieszy mnie, gdy gramy po raz pierwszy nowe kompozycje, co nadaje im właściwego pulsu i atmosfery. W tym przypadku różnice kulturowe nadają graniu aromatu i ciekawości. Grając na scenie, można już odczuć coś poza wymiarami oraz brak barier.

Robert Kozubal, jazzda.net: Pana muzyka łączy nowoczesną ekspresję z szacunkiem do tradycji. Jaki jest Pana proces kompozytorski? Czy tworząc, świadomie łączy Pan wpływy europejskie, polskie korzenie, a może brytyjską nowoczesność?


Tomasz Zyrmont: Gdy komponuję, najczęściej mało się nad tym procesem zastanawiam. Jest to raczej forma przełożenia emocji i odczuć na dźwięki, muzyczny pomysł pod wpływem chwili czy impulsu. Gdy już kompozycja nabiera kształtu i formy, wtedy świadomie wiem, z jakich pokładów wynika lub w jakim kierunku się rozwinie. Niezwykła w tym wszystkim jest nieprzewidywalność. Na pewno polskie muzyczne korzenie, jak i nowe brytyjskie spojrzenie mają swoje odbicie w mojej twórczości. Inspirują mnie chwile, bliskie osoby i życie w dynamicznym Londynie.

Robert Kozubal, jazzda.net: Ciekawi mnie „Jagoda” z Pańskiej płyty. Poświęcone są jej dwa przepiękne utwory, w tym jeden solo na fortepianie, z kapitalną artykulacją. Zdradzi Pan, kto kryje się za tym imieniem i co zainspirowało Pana do dedykowania jej tak osobistych kompozycji?

Tomasz Zyrmont: Utwór i osobne interlude zadedykowane są mojej żonie. Poznaliśmy się na jednym z moich koncertów w naszym rodzinnym Gorzowie. Kompozycja opowiada o pierwszych chwilach naszej znajomości i odzwierciedla jej charakter. Zawsze przypominam o tym, grając ten utwór na żywo. Jagoda daje mi przestrzeń dla muzyki i mocno mnie wspiera. Razem słuchamy dużo muzyki i mamy podobne spojrzenie na wiele spraw. Unikamy rutyny, nadal odkrywamy Wielką Brytanię i nowe inspirujące miejsca. Wspaniałym kompanem jest nasz czteroletni synek, któremu zadedykowałem utwór „Hidden Toys”.

Robert Kozubal, jazzda.net: Patrząc na Pana najnowszy projekt z kwartetem, wydaje się, że świadomie obrał Pan drogę tzw. mainstreamowego jazzu w najlepszym tego słowa znaczeniu – bazującego na tradycji, ale osadzonego w nowoczesności. Czy to była rzeczywiście świadoma i zamierzona decyzja estetyczna w kontrze do bardziej eksperymentalnych projektów?

Tomasz Zyrmont: Wiele z moich kompozycji idealnie wpasowuje się w akustyczny kwartet. Aranżuję je aktualnie wszystkie w kontekście tego składu i muzyków, z którymi współpracuję i nagrałem najnowszy album London Manifest. Czuję mocny szacunek do jazzowych korzeni i tam mam dobry grunt do eksploatacji pomysłów. Inspiracje płyną z otoczenia i energetycznego miasta. Najnowszy repertuar jest tego manifestacją oraz odbiciem miejsca, w którym aktualnie się znajduję jako muzyk. Mój poprzedni autorski projekt Groove Razors, z którym nagrałem dwa albumy, był osadzony w stylistyce fusion jazz. Prowadziłem kwintet elektryczny, gdzie dominował groove. W bandzie grałem przede wszystkim na klawiszach, był saksofon, gitary, perkusja, a pojawiały się też instrumenty EWI, elektryczne skrzypce oraz różnorodne efekty. W trakcie trwania tamtego projektu łącznie zagrało w nim ponad 30 muzyków. W akustycznym kwartecie pochyliłem się natomiast w stronę fortepianu, na którym w pełni wyrażam siebie, a on sam mocno kierunkuje naszą interakcję i brzmienie, kreując energię oraz głębię projektu. Nowy kwartet jest także bardziej organiczny i plastyczny.

Robert Kozubal, jazzda.net: W 2025 roku został Pan uhonorowany odznaką „Zasłużony dla Kultury Polskiej”. Jak ważny jest ten polski element Pana tożsamości w Pana karierze międzynarodowej? Czy bycie polskim jazzmanem w Londynie to atut?

Tomasz Zyrmont: Czułem się niezwykle wyróżniony, przyjmując odznaczenie w gorzowskiej filharmonii. Zawsze jestem bardzo dumny z polskości i mojego pochodzenia. W Londynie mieszka wielu polskich muzyków jazzowych, z którymi również bardzo chętnie współpracuję. Odbywają się też koncerty poświęcone polskiemu jazzowi, m.in. coroczne zaduszki jazzowe, co pozwala nam się spotykać i grać razem. Myślę, że międzynarodowa publiczność z zaciekawieniem śledzi i wybiera wydarzenia z udziałem polskich muzyków. Mamy naprawdę wiele wspaniałych cech jako Polacy, a kreatywność i twórczość jest w naszej krwi. Polski jazz jest bez wątpienia świetną marką za granicami kraju. Tak jak oddaję swój liryczny polski akcent w jazzie, tak mam nadzieję prezentować brytyjską różnorodność na scenach w Polsce.


CZYTAJ DALEJ POD FILMEM



Robert Kozubal, jazzda.net: Co jest Pana największym wyzwaniem i jednocześnie największą motywacją w obecnej fazie kariery? Jakie cele stawia Pan sobie na najbliższe lata, poza promocją kwartetu?

Tomasz Zyrmont: Najnowsza płyta wychodzi na rynek już za parę tygodni, więc będzie to dla mnie ekscytujący czas. Jestem wręcz otoczony codziennie tymi kompozycjami, przygotowaniami wydawniczymi i do kolejnych koncertów. Jest to bardzo motywujące. Czuję, że moja muzyka, wydanie oraz promocja wstępują już na następny poziom, więc wszystkiemu przyglądam się z ogromną ciekawością i cieszę się tym procesem. Płyta zostanie wydana pod szyldem wydawnictwa Soliton przy promocyjnym wsparciu agencji NTG All Stars.

W międzyczasie zacząłem już pracować nad nowymi kompozycjami. Chciałbym móc kiedyś napisać muzykę do filmu. Słucham często soundtracków i czuję, że na tej płaszczyźnie mógłbym twórczo popracować. W niedalekiej przyszłości chciałbym móc w jeszcze większym stopniu koncertować w Polsce z brytyjskimi muzykami, a do Londynu zapraszać częściej jazzmanów z Polski. Niełatwo jest wszystko dokładnie zaplanować. Ważna jest spontaniczność, dobry balans, gotowość i otwartość na nowe wyzwania. I z takim nastawieniem wchodzę w ten wyjątkowy rok.

Robert Kozubal, jazzda.net: Tego Panu życzę w Nowy Rok. Bardzo dziękuję za rozmowę.

Trzymamy kciuki za styczniową premierę albumu „London Manifest” i mamy nadzieję, że rok 2026 przyniesie wiele okazji, by usłyszeć kwartet na żywo na polskich scenach.

JAZZDA JEST PATRONEM MEDIALNYM ALBUMU "LONDON MANIFEST" 


Podobał Ci się ten wywiad? Wesprzyj Jazzda.net!

Niezależne dziennikarstwo muzyczne żyje dzięki pasji, ale rozwija się dzięki wsparciu Czytelników. Jeśli cenisz treści, które publikuję na Jazzdzie – wywiady, recenzje i promowanie artystów, którzy są „ostatnią ostoją rynkowej niezależności” – możesz stać się mecenasem tego miejsca.

Twoja wirtualna kawa to dla was dycha, a dla mnie realne paliwo do dalszego działania, i docierania do takich artystów jak Tomasz Zyrmont.

Postaw kawę Jazzdzie tutaj: 👉 https://buycoffee.to/jazzda.net


Komentarze


bottom of page