Oto Chlusty, jakie tworzy Leszek kułakowski
- ROBERT KOZUBAL

- 16 kwi
- 5 minut(y) czytania
Śniło mi się, że stał nade mną Mistrz Witold. Wielki, arystokratyczny, z tą swoją miną, jakby właśnie połknął plaster cytryny i zagryzł go tym kiszo-zgniłym szwedzkim śledziem, co to od samego smrodu wykręca gębę i zamurowuje na niej grymas wiekuistej pretensji.
– Dlaczego mnie nie czytasz, ty głąbie kapuściany? – huknął, aż mi się poduszka pod głową spociła. – Dlaczego porzuciłeś moje książki na rzecz tych współczesnych wyziewów?
– Ależ Mistrzu... – jąkałem się przez sen – czytam teraz Naomi Klein, te szoku doktryny rynkowe... a potem, przysięgam, jak tylko skończę „Panów piłą” o Jakubie Szeli od razu czytam “Fer…”
– Czerwone gówno! – przerwał mi Gombrowicz, aż lustro w sypialni (we śnie) pękło na pół. –Ideologie, socjologie, ludowe baśnie! Wszystko to wtórne, wszystko to gęba! Czytasz te nudy, a uszy ci więdną od muzyki, która jest jak ciepła woda w klozecie. Masz tu Leszka Kułakowskiego. „Chlusty”. Posłuchaj tego i napisz recenzję, inaczej cię tak upupię, że się do śmierci nie wyprostujesz!
Obudziłem się zlany zimnym potem. I natychmiast wyrzuciłem ten koszmar ze łba. Myślałem, że to tylko skutek uboczny piwa bezalkoholowego po kolacji w nadmiernych ilościach. Ale następnej nocy Mistrz wrócił. Grymas na jego twarzy był jeszcze straszniejszy. Miał ze sobą linijkę, którą bił mnie po łydkach i wrzeszczał:
– Durny, leniwy głąbie! Do roboty! Bierz kajet i notuj! – ryczał. – Piszesz mi tu o Kułakowskim! To wizjoner jazzu, guru „trzeciego nurtu”, co to gdańską akademię i światowe sceny trzyma w garści! On grał ze Stańką i Hendersonem, on wskrzesza Komedę w Słupsku, a teraz rzuca ci pod nogi Chlusty! Te genialne miniaturki pisał ponoć w kwadrans! Słyszysz? Piętnaście minut geniuszu kontra twoje lata grzebania się w socjologiach! Pisz, durniu!

– Bo musisz wiedzieć, ty niedouczony bękarcie kultury, że Witkacy, ten wielki mag nienasycenia, nie zasiadał do fortepianu, by grać słodkie sonaty dla ciotek! On w ten instrument walił, on go maltretował, on uprawiał na nim dzikie, szalone i absolutnie zwariowane improwizacje, które sam nazywał właśnie chlustami! To nie było brzdąkanie pod herbatkę, to był akt muzycznego terroru, wyrzucanie z siebie dźwięków surowych, brutalnych, niemal fizjologicznych. On tymi chlustami prowokował, on nimi sprawdzał, czy słuchacz ma jeszcze duszę, czy tylko gębę pełną frazesów! I Kułakowski to podnosi, on tę witkacowską bezczelność bierze na jazzowy warsztat!
I patrzę na tę okładkę, a z niej, z tego wściekłego impasto, z tych chlustów farby, wyłania się sama gęba Kułakowskiego! Nie żadna wygładzona, upupiona fotka, ale pędzlem rzucona, fakturą gęstą zroszona pasja! A on, zamyślony i zafrasowany stanem moich własnych myśli, wwierca te swoje oczy w moje bezwstydnie nienasycone gały. I nagle, jakby sama ta farba przemówiła, rzuca mi w twarz: "zacznij czuć i myśleć człowieku". Okazało się, że projekt tej wspaniałej okładki wykonał Wojciech Stefaniec. grafik, plakacista, autor okładek do książek i albumów muzycznych, rysownik komiksowy. Absolwent Akademii Pomorskiej w Słupsku. Uważany za jednego z najwybitniejszych swojego pokolenia.
Mistrz Witold wrzasnął znów: No, zacznijże notować głąbie! No to notuję:
Recenzja: Chlusty, czyli Leszka Kułakowskiego zmaganie z Formą

Czytacie to Państwo? Czytacie i czujecie, jak Wam gęba rośnie? Oto Leszek Kułakowski – postać osobna, monument i jazzowy chuligan w jednym. Ten prof. Akademii Mzucznmej w Gdańsku, zamiast kazać nam ziewać nad partyturą, rzuca nam w twarz Chlustami. A co to jest chlust? To terminem Witkacego zrodzony impuls – coś nagłego, brutalnego i bezczelnie szczerego. Kułakowski bierze te witkacowskie „przygrywki” i zamienia je w dźwiękowy dynamit.
To skandal i policzek wymierzony nudziarzom! Mówią, że te miniatury powstawały w kwadrans. Piętnaście minut na utwór! W tym krótkim czasie ten wizjoner „trzeciego nurtu” destyluje całą swoją wiedzę o polimodalności i aleatoryzmie w jeden potężny wybuch.
Sam Kułakowski bezlitośnie wykłada nam swoją metodę: „Utwory, które usłyszą państwo na płycie inspirowane „chlustami” Witkacego są to krótkie, nieprzewidywalne miniatury „komponowane” w stanie całkowitej wolności twórczej. Proces tworzenia poszczególnych miniatur nie przekraczał 15 minut. Utwory są „muzycznymi portretami” w stylu Firmy Portretowej Witkacego. Wystawa portretów Witkacego jest eksponowana w Białym Spichlerzu Muzeum Pomorza Środkowego w Słupsku. Muzyka zawarta na płycie jest „dźwiękową kliszą” groteskowej, absurdalnej, nieprzewidywalnej -niosącej głębokie przeżycia metafizyczne- twórczości genialnego Artysty „czystej formy”- Witkacego.”
Ta profesorska powaga gdańskiej uczelni zderza się tu z absolutną wolnością, a duch Komedy – którego Kułakowski od lat strzeże na swoim festiwalu – wybucha tu drapieżnym, żywym płomieniem, nie mając nic wspólnego z muzealnym kurzem.
Posłuchajcie tylko tego dziania się! Otwierający płytę “Chlust, po porannej kawie” jest raczej łagodniutki, jakby Witkacy po dłuuugiej bibce wrócił i wprowadza się w nastrój powoli. Ale nie dajcie się zwieść tej pozornej ciszy! Zaraz potem “A Distant Foreign Countryside” ma piękny bluesowy basowy krok, jakby iść z rękami w kieszeni ograny fortepianem mistrza Leszka, przypominając, że jesteś tylko pionkiem w tej grze.
A co powiecie na “Chlust, czyli gentle, ale nie zawsze”? Toż to wypisz wymaluj Witkacy: dwulicowy, z nagła na coś zły i jeszcze ta kaskada fortepianu obok filigranowego grania, żeby za chwilę kopnąć was w sam środek waszego samozadowolenia. “Wte i wewte” to szalony pęd, jazz z nowoczesną gębą, który nie pyta o drogę, tylko taranuje wszystko, co stoi mu na przeszkodzie. I wreszcie ten obłędny dialog: “Gębon i Atanazy w jednym stali domu” to z kolei szaleństwo i łagodność w jednym. Kto tak potrafi łączyć przeciwieństwa, wyzywająco wrzeszczeć, aby po chwili głaskać dźwiękiem po głowince? Tylko oni! Tylko Kułakowski! Tylko Witkacy!
I nie myślcie sobie, Państwo zapominalscy, że to pierwszy flirt Kułakowskiego z tym zakopiańskim szaleńcem! On już przecie wcześniej, na płycie „Witkacy – Narkotyki”, udowodnił, że potrafi przełożyć literackie nienasycenie na dźwięk, który trzyma w napięciu do ostatniej sekundy. Tamten album to był spektakl totalny, noir-jazzowy majstersztyk, gdzie Nikotyna, Alkohol i Kokaina stawały się materią muzyczną, a wokalizy Jorgosa Skoliasa i recytacje tekstu Witkaca przez Jerzego Karnickiego,trąbka i flugelhorn Tomasza Dąbrowskiego i perkusja Sebastiana Frankiewicza tworzyły aurę tak psychodeliczną, że aż gęba drżała z wrażenia. Chlusty” to kolejna inna odsłona tego samego obłędu, dowód na to, że ten kompozytor bezbłędnie potrafi tak bezlitośnie i genialnie uwitkaczyć dźwiękiem. Może nawet “upupic”, ale wyłącznie w pozytywnym znaczeniu.
„A im bardziej to jest niedokończone, tym bardziej jest gotowe! Im bardziej to jest chlustem, tym bardziej jest Architekturą!” – krzyczał mi mistrz Witold do ucha.
I miał rację. Kułakowski udowadnia, że prawdziwa wielkość nie potrzebuje godziny, by się objawić. Wystarczy chwila bezczelności i talent wizjonera, by stworzyć coś, co odświeża duszę lepiej niż jakakolwiek rozprawa o globalizmie. Posłuchajcie tego, zanim Mistrz Witold wróci i upupi Was na amen. Wybierzcie chlust. Wybierzcie Kułakowskiego. To jest Czysta Forma, która wykręca gębę w uśmiechu podziwu.
Gombrowicz zniknął w oparach smrodu szwedzkiego śledzia. A ja? Napisałem i idę spać. I przysięgam – ani kropli piwa bezalkoholowego przed snem. Tylko Kułakowski. Tylko Chlusty.
☕️ Ratujmy Formę przed Upupieniem!
Szanowni Państwo, sytuacja jest dramatyczna! Jak widzą Państwo na załączonym obrazku, Forma naciska, Gęba wykrzywia, dystyngowany pan w prochowcu już mierzy naszą egzystencję swoją bezlitosną linijką. Aby autor mógł przetrwać to nocne najście i dalej demaskować absurdalność świata z taką samą dozą dystyngowanego grymasu, potrzebuje paliwa!
Nie dajmy się „upupić” brakowi kofeiny! Każda wpłata to jeden centymetr linijki mniej i jedna kropla ożywczego naparu więcej.
Wesprzyj artystyczne zmagania z wieczną pretensją tutaj: 👉 buycoffee.to/jazzda.net
Pamiętajcie: kto nie wpłaca, ten trąba!





"Jestem zachwycony i gleboko poruszony literacką, b.witkacowska recenzja.Na tle ogólnego chłamu pt.plytowe recenzje Pana recenzja jest prawdziwym objawienie,brylantem.Dziekuje i gratuluję pomysłu,wiedzy i lekkości piora." LESZEK KULAKOWSKI