top of page
prelegenci

Błękit, który leczy. Lis Wessberg i metafizyka wydm


Nigdy nie sądziłem że to powiem, ale powiem. Otóż mam ulubioną puzonistkę, która w dodatku gra jazz. Owszem, nie jest to jazz szalony i dziki - skądże! Jest to jazz łagodny, łagodny jak długi weekend majowy przy idealnej pogodzie . Tęsknicie za majem? Bo ja tęsknię. To dobrze, bo w tym roku maj przyjdzie wcześniej, w kwietniu. Konkretnie 17 kwietnia 2026 roku światło dzienne ujrzy „In The Wake of Blue” – album tak intymny, że słuchając go, ma się wrażenie podglądania czyjegoś prywatnego pamiętnika pisanego o świcie nad brzegiem Bałtyku. To nie jest jazz „do windy”. To dźwiękowa sesja terapeutyczna, po której świat wydaje się odrobinę bardziej znośny. A teraz do rzeczy, bo trochę w tym Bałtyku pływam.


Droga do błękitu


Lis Wessberg, duńska mistrzyni puzonu, przyzwyczaiła mnie już w barwach April Records do najwyższej jakości. Jej dorobek jest imponujący – wystąpiła na ponad 50 płytach i zjechała z koncertami niemal cały świat, współpracując z takimi postaciami jak Joyce Moreno czy Ernie Wilkins Almost Big Band. Jej poprzedni album, Twain Walking (2024), przyniósł nominację do Danish Music Award, ale to nowa płyta wydaje się być najbardziej osobistym dziełem w jej karierze.

W muzycznym DNA Lis znajdziemy echa Milesa Davisa czy Bena Webstera, ale też artystów pozornie odległych, jak Radiohead czy Mark Hollis z Talk Talk. Ta szeroka perspektywa pozwala tworzyć muzykę, która jest „song-driven” – opartą na piosence, ale głęboko zakorzenioną w jazzowej improwizacji.


Największy atut: Wokalny „strzał w dziesiątkę”


Największym zaskoczeniem, a zarazem bezdyskusyjnym triumfem, okazała się decyzja o zatrudnieniu wokalistki Veroniki Rud, która poza Danią nie jest znana w ogóle i chyba o tę popularność zupełnie nie zabiega śpiewając swym oryginalnym głosem m.in. w lokalnych komunach. To był – mówiąc krótko – strzał w dziesiątkę. W świecie zdominowanym przez wokalną gimnastykę i siłowe popisy, Rud wnosi coś znacznie rzadszego: obły, miękki i niemal puszysty tembr głosu, który redefiniuje dynamikę całego składu.


Jej obecność nie polega na dominacji, lecz na mistrzowskim uzupełnianiu instrumentów. Głos Veroniki działa tutaj jak dźwiękowe spoiwo – wypełnia każdą szczelinę między sekcją rytmiczną a partiami solowymi, nadając całości niespotykaną wcześniej gęstość. Można odnieść wrażenie, że jej wokal to muzyczny odpowiednik efektu „soft focus”; nie rozmywa on obrazu, ale sprawia, że wszystkie ostre krawędzie brzmienia zespołu nabierają szlachetnego, ciepłego blasku. Rud nie śpiewa do słuchacza – ona go tym głosem otula.

Liderka z drugiego szeregu: Spokój i siła


To, co uderza na tej płycie najbardziej, to postawa samej liderki. Lis Wessberg prowadzi zespół z niezwykłą skromnością, niemal z drugiego szeregu. Liderka jest doskonale świadoma siły materiału; wyraża się to w spokoju oraz w stałej, spójnej fakturze całego albumu. Nie dominuje, nie zagłusza partnerów – ona tworzy barwy. Z zegarmistrzowską precyzją dobiera odcienie dźwięku, dając muzykom (Rasmussen, Ginman, Gram) ocean przestrzeni. Jest to płyta refleksyjna, łagodna, spokojna, kojąca, melodyjna.


Jednak nie dajcie się zwieść tej powściągliwości. Kiedy trzeba, Wessberg pokazuje swoje mistrzowskie oblicze. W utworach takich jak „Flux” oraz „The Quiet Edge” wspaniale prowadzi cały zespół, przejmując rolę solistki w sposób absolutnie zachwycający. Robi to jednak z ogromną klasą – mimo że gra po mistrzowsku, nigdy nie „wali dźwiękiem puzonu po uszach”. Jej instrument nie krzyczy; on śpiewa, szepcze, współodczuwa. Wessberg zaprasza nas wszakoż „w ślad za błękitem”, nie ma więc mowy o hiperbolicznych, szatańskich wybrykach – jest po skandynawsku i anielsko.


Dialog puzonu z naturą


Wessberg nie ucieka w abstrakcję. Jej piosenki są zakotwiczone w obrazach natury: mgle, przypływach, ptasich stadach. Tytułowy błękit (blue) nie jest tu synonimem depresji, lecz raczej melancholii, z której wyłania się odnowa i połączenie. Muzycznie dostajemy tu gęstą strukturę, a kiedy w utworach takich jak „Shadows in Bloom” pojawia się kwartet smyczkowy Live Strings, temperatura emocjonalna wzrasta do poziomu, który wyciska łzy.


Krótka lekcja historii: Puzon w roli głównej


Aby w pełni docenić to, co robi Lis Wessberg, warto przypomnieć gigantów, którzy udowodnili, że puzon potrafi być równie liryczny jak saksofon:

  • J.J. Johnson: Ojciec nowoczesnego puzonu, który przeniósł język bebopu na ten instrument (The Eminent Jay Jay Johnson).

  • Curtis Fuller: Znany z głębokiego, ciepłego brzmienia i legendarnej współpracy z Coltrane'em (Blues-ette).

  • Kai Winding: Mistrz aranżacji na zespół puzonów i częsty partner J.J. Johnsona.

  • Frank Rosolino: Wirtuoz o niesamowitej technice w górnych rejestrach instrumentu.

  • Steve Turre: Współczesny mistrz łączący jazz z rytmami latynoskimi.


Polski Akcent: Polska szkoła puzonu stoi na światowym poziomie. Warto znać Grzegorza Nagórskiego (Dedication), uważanego za jednego z najlepszych w Europie, oraz Michała Tomaszczyka, świetnego kompozytora młodszego pokolenia.


Zielone światło dla błękitnej głębi

Choć tytuł sugeruje chłód błękitu, Lis – konsekwentnie wierna zieleni, w której pojawia się na scenie i na okładce nowego albumu – wnosi do tej muzyki ogromną dawkę nadziei. Widok artystki w zielonym garniturze, zanurzonej po kostki w falach Bałtyku, to idealna zapowiedź tego, co słyszymy: ten album jest jak spokojny, niespieszny długi weekend, w którym jedynym obowiązkiem jest głęboki oddech.


„In The Wake of Blue” to album dla tych, którzy w jazzie szukają prawdy, a nie popisu. To jazz, który oddycha i czuje. To czysta, zielona energia ukryta w błękitnych dźwiękach.

Kiedy poczuć ten spokój na własnej skórze? Zaznaczcie w kalendarzach datę 17 kwietnia 2026 roku. To właśnie wtedy ten błękitno-zielony świat, pełen bałtyckiego słońca i jazzowej szczerości, stanie przed Wami otworem. Zarezerwujcie czas na pierwszy odsłuch – zasługujecie na ten muzyczny odpoczynek.


Działalność Jazzdy to misja przybliżania muzyki, która wymaga skupienia, uważności i otwartości na nieznane. Jeśli cenisz nasze recenzje i chcesz, byśmy dalej tropili takie skandynawskie perły, postaw nam wirtualną kawę na buycoffee.to/jazzda.net. Każda filiżanka to paliwo dla rzetelnej, niezależnej krytyki muzycznej!



Komentarze


bottom of page