Najdłuższa noc saksofonu: Paul Winter i pogański jazz na przesilenie
- ROBERT KOZUBAL

- 21 gru 2025
- 4 minut(y) czytania
Kiedy większość świata chowa się przed grudniowym mrokiem pod grubą warstwą lukru i dźwięków „Jingle Bells”, w świecie jazzu dzieje się coś, co wykracza poza ramy koncertu. To nowożytny rytuał, jazzowe nabożeństwo, w którym główną rolę grają nie tylko dźwięki i nuty, ale i astronomia. To chwila, w którym muzyka przestaje być tylko rozrywką, a staje się łącznikiem z kosmosem – poznajcie Paula Wintera i jego Winter Solstice Celebrations.
Kapłan Sopranu: Szaman z siedmioma Grammy
Paul Winter to postać wymykająca się definicjom. Siedmiokrotny zdobywca nagrody Grammy i artysta, który jako pierwszy jazzman wystąpił w Białym Domu na zaproszenie Kennedy’ego, mógłby odcinać kupony od sławy w prestiżowych salach koncertowych. On jednak wybrał kaniony i oceany. Jego saksofon sopranowy, o czystym, niemal ludzkim głosie, nie służy mu do popisów, ale do dialogu z naturą. Winter przypomina nam, że największym kompozytorem jest sama Ziemia, a on jest jedynie jej pokornym tłumaczem.
Wielka Orkiestra Istnienia: Jazz ponadgatunkowy
Paul Winter mówi:
„Wszystko zaczęło się od wizji dziekana katedry św. Jana Bożego w Nowym Jorku, który pragnął stworzyć pomost między duchowością a ekologią. Myślę, że to właśnie ten ekologiczny wymiar naszego repertuaru ostatecznie przekonał go, że nasza muzyka może stać się organiczną częścią tej monumentalnej przestrzeni. Zaproszenie miało charakter całkowicie świecki; nie musieliśmy grać muzyki liturgicznej, dostaliśmy wolną rękę, pod warunkiem, że sami udźwigniemy ciężar organizacyjny tych wydarzeń. Tak zrodziła się tradycja, która przez dekady stała się ukochanym rytuałem nowojorczyków i milionów słuchaczy w całym kraju.
W tym roku, po raz trzeci, nasze Obchody Przesilenia Zimowego opuściły progi katedry. I choć nie dysponujemy już tak ogromnym rozmachem teatralnym czy zastępami tancerzy, prezentujemy słuchaczom samą esencję naszej muzyki, uświetnioną niezastąpionym głosem Theresy Thomason, która jest gwiazdą naszych koncertów od ponad dwudziestu pięciu lat.
Nasze obchody to współczesna interpretacja starożytnych rytuałów, kiedy to ludzie czuli wewnętrzne powołanie, by spotkać się w najdłuższą noc w roku i wspólnie celebrować narodziny nowego słońca. Kluczem do tej tradycji jest odnowa ducha. Przesilenie zimowe to dla mnie czas uzdrowienia i nadziei; moment celebrowania więzi oraz honorowania jedności w wielkiej różnorodności życia na Ziemi. Pamiętając o przesileniu, ponownie zaczynamy rezonować z rytmem kosmosu. Pozwalamy naszym sercom objąć ten starożytny optymizm i głęboką wiedzę, że światło ostatecznie zawsze pokona ciemność”.
To, co w jego twórczości najbardziej porusza, to fakt, że nie traktuje on natury jako tła. W jego świecie wilk nie jest „odgłosem”, a humbak nie jest „samplem”. To pełnoprawni członkowie zespołu. Winter dokonał czegoś rewolucyjnego: zdemokratyzował scenę, stawiając dzikie zwierzęta obok najwybitniejszych wirtuozów.
Kiedy w ogromnej nawie katedry rozbrzmiewa pieśń wieloryba, Winter nie próbuje jej zagłuszyć. On z nią improwizuje. To akt pokory człowieka wobec potęgi natury – w tę najdłuższą noc roku nie świętujemy tylko ludzkiej kultury, ale przetrwanie życia na Ziemi w ogóle.
Katedra jako instrument: 0,22 sekundy do sacrum
Przez ponad 40 lat domem tych celebracji była ogromna nowojorska Katedra św. Jana Bożego. Tutaj dźwięk staje się materią, albowiem nawa świątyni jest bardzo długa, ma około 100 metrów i zmieści się w niej aż 5000 wiernych. Dzięki temu jest jednym z największych kościołów na świecie. Kiedy Winter wydobywa ton, potrzeba 0,22 sekundy, by dźwięk uderzył o sklepienie i wrócił do słuchacza. JAK TO OBLICZYŁEM? ZOBACZ SAM LINK
Jednak w tej 100-metrowej nawie fala nie ginie – tworzy legendarny, kilkunastosekundowy pogłos. Kulminacją jest uderzenie w gigantyczny, dwumetrowy Sun Gong (Gong Słońca). To nie jest pojedyncze uderzenie; to potężna masa dźwięku, która fizycznie wypełnia przestrzeń niczym złota mgła rozlewająca się w mroku najdłuższej nocy roku.

Tu i teraz: Przesilenie 2025
Tradycja Paula Wintera trwa nieprzerwanie. Właśnie dzisiaj, w niedzielę 21 grudnia 2025, dokładnie w momencie, gdy Ziemia wychyla się ku słońcu, Paul Winter Consort gra finałowe koncerty swojej trasy. To surowość, lód i nadzieja, że światło jednak wróci.
Wesprzyj moją podróż przez dźwięki
Jeśli ta opowieść o najdłuższej nocy saksofonu i pogańskim jazzie Paula Wintera rozjaśniła Twój grudniowy wieczór, możesz wesprzeć moje dalsze poszukiwania muzycznych sacrum. Pisanie o jazzie, który łączy nas z rytmem kosmosu, wymaga nie tylko pasji, ale i dobrej „energii”.
Będzie mi niezwykle miło, jeśli zechcesz postawić mi wirtualną kawę w serwisie buycoffee. Każda filiżanka (czyli każda dycha) to dla mnie sygnał, że te historie rezonują z Waszymi sercami i impuls, by dalej odkrywać przed Wami dźwięki, które pokonują ciemność https://buycoffee.to/jazzda.net
Dziękuję, że jesteś częścią tej muzycznej wspólnoty w tę wyjątkową noc przesilenia!
To zadanie to czysta fizyka i akustyka, która idealnie dopełnia metafizyczny klimat koncertów Paula Wintera. Policzmy to dokładnie, opierając się na faktach dotyczących Katedry św. Jana Bożego w Nowym Jorku.

Dane wejściowe
Prędkość dźwięku: W temperaturze 20 st. Celsjusza dźwięk w suchym powietrzu porusza się z prędkością ok. 343 m/s. (Warto pamiętać, że w grudniu w katedrze może być nieco chłodniej, co minimalnie powalnia falę – przy 0 st. Celsjusza byłoby to ok. 331 m/s.
Wymiary katedry:
Wysokość nawy głównej (do sklepienia) to ok. 37,8 metra
Najwyższy punkt (pod kopułą/skrzyżowaniem naw) sięga nawet 70,7 metra
180 metrów to w długość całej katedry co czyni ją jedną z najdłuższych na świecie.
Obliczenia: Droga pod sufit i z powrotem
Aby usłyszeć echo odbite od sufitu, fala dźwiękowa musi pokonać dystans dwukrotnie (w górę i w dół).

Dlaczego w tekście mowa o "kilkunastu sekundach"?
Choć pojedyncze odbicie od sufitu zajmuje ułamek sekundy, w katedrach mamy do czynienia z pogłosem (rewerberacją). Dźwięk nie wraca do nas raz, lecz odbija się tysiące razy od kamiennych ścian, podłóg i witraży.
W Katedrze św. Jana Bożego, ze względu na jej ogromną kubaturę i twarde powierzchnie, czas pogłosu może faktycznie wynosić od 5 do nawet 8 sekund (w ekstremalnych przypadkach, jak w katedrze św. Pawła w Londynie, nawet 13 sekund).
Dźwięk saksofonu Paula Wintera pokonuje drogę wzdłuż całej, 180-metrowej katedry, co oznacza, że zanim całkowicie wygaśnie, fala może przebyć dystans kilku kilometrów wewnątrz budynku!
To właśnie ta „masa dźwięku” sprawia, że Sun Gong brzmi tak potężnie – nie jest to pojedyncze uderzenie, ale narastająca fala, która wypełnia każdy z 11 200 metrów kwadratowych wnętrza.





Komentarze