top of page
prelegenci

AnnA Gadt, Warsaw Cello Quartet, Milan Rabij, czyli Zgodność Przeciwieństw

Zaktualizowano: 4 dni temu

Ta płyta zaczyna się od cytatu:


„Dawno, dawno temu, kiedy ziemia była jeszcze płaska, zuchwali podróżnicy docierali na koniec świata i pogrążali się w zimnej mgle; spadali między ciemne skały w przepaść.”

Jaume Cabré, „Wyznaję” (tłum. Anna Sawicka)


Słowami tymi, recytowanymi przez Annę Gadt, rozpoczyna się wspaniały album Coincidentia Oppositorum (Zgodność Przeciwieństw), którego premiera zapowiadana jest na 30 listopada 2025.


Liryczny i filozoficzny cytat z prozy Cabré natychmiast spycha słuchacza na krawędź – krawędź, po której odtąd będzie balansować między archaiczną siłą głosu, a kameralną precyzją czterech wiolonczel. Chwilę później głos przechodzi w wokalizę wiersza Bolesława Leśmiana „...we śnie”, znanego z cudownego krążka Mysterium Lunae, i wszystko staje się jasne: oto kolejny, konsekwentnie bezkompromisowy projekt Anny Gadt.



Anna Gadt – konsekwencja w niestandardowym dialogu



Anna Gadt od lat konsekwentnie odrzuca utarte schematy, koncentrując swoją twórczość na poszukiwaniach ekspresji za pomocą najczystszej formy: głosu w dialogu z jednym lub kilkoma instrumentami. Ta droga, dla obserwatora jej kariery, wydaje się w pełni świadoma i artystycznie zdyscyplinowana. Pani Anna, artystka i wykładowca akademicki, doktor habilitowana, w moim prywatnym rankingu najlepsza w tej chwili wokalistka na świecie (gitarzysta Marcin Olak, powiada: Anna to jedna z najlepszych wokalistek i improwizatorek na planecie, a wie co mówi, nagrali wspólnie dwie płyty tym pt. "Gombrowicz")


Pani Anna na albumach wybiera minimalizm, który zmusza słuchacza do skupienia na detalach i współbrzmieniu. Droga ta wiedzie przez album Breathing (2011), gdzie stworzyła przejmujący dialog z trio RGG (kontrabasisty Macieja Garbowskiego, perkusisty Krzysztofa Gradziuka i pianisty Łukasza Ojdany). Następnie na albumach Renaissance : Gadt / Chojnacki / Gradziuk (2017) czy Mysterium Lunae: Anna Gadt Quartet feat. Annemie Osborne (2018) . Jej pełna dyskografia jest znacznie szersza, a ja zachęcam gorąco do jej eksploracji



Instrumentarium dialogu: Siła współpracy czterech wiolonczel i Głosu



Okładka i projekt: Marek Wajda
Okładka i projekt: Marek Wajda

Na swoim najnowszym albumie, "Coincidentia Oppositorum” Anna Gadt podejmuje odważną próbę zdefiniowania współczesnej kondycji ludzkiej poprzez muzykę. Już sam tytuł sugeruje głębokie zanurzenie w filozofię i psychologię, ale to dźwiękowa realizacja tych idei stanowi o sile tego wydawnictwa. Pani Gadt, znana z poszukiwań na styku jazzu i muzyki improwizowanej, tym razem łączy siły z Warsaw Cello Quartet i wspólnie uzmysłowiają słuchaczom, jak kruchy i jednocześnie potężny jest wokal.

przeczytaj rozmowę z anną gadt na temat najnowszej płyty link

Warsaw Cello Quartet, w składzie Jakub Pożyczka, Dominik Frankiewicz, Filip Sporniak i Wojtek Bafeltowski to formacja, która powstała, by przypomnieć współczesnemu słuchaczowi szczególny klimat polskiej piosenki lat 80 i 90. Muzycy dorastali w tej atmosferze i wspominają ją po latach z ogromnym sentymentem. Na albumie z Anną Gadt wiolonczele pełnią rolę całego aparatu harmonicznego, kontrapunktującego i rytmicznego. Ich całkowita autonomiczność – brak perkusji czy fortepianu – zmusza je do kreowania całościowego, samowystarczalnego tła dźwiękowego, a jednocześnie podkreśla centralną pozycję głosu. 



Wiolonczela, ze swoim głębokim, ludzkim, niemal barytonowym brzmieniem, w naturalny sposób uzupełnia i rezonuje z głosem wokalistki, tworząc potężną symetrię.


Zespołowi i Annie Gadt udała się sztuka wybitna: oddać w pełni wrażenie, że muzyka rodzi się in statu nascendi . Za każdym odsłuchem czekałem niecierpliwie na to, co będzie dalej, jak zostanie poprowadzona narracja, dokąd poprowadzą muzycy. I to nie jest tak, że zastosowano chwyty muzyczne pakujące nas w ambientową oniryczność. O nie! Choćby "Lo que es para uno es para uno" – ten krótki brylancik zaczyna się jakby z głośników ku nam wychodziła armia na wojnę. Na śmierć, nie na niewolę. Muzyka na albumie, skomponowana i zaaranżowana przez Milana Rabija jest więc jednocześnie liryczna i pełna napięcia, baśniowa i surowa.


Zbieżność Przeciwieństw: Człowiek, Świat, Muzyka



Anna Gadt fot. Małgorzata Frączek
Anna Gadt fot. Małgorzata Frączek

Tytułowa "zbieżność przeciwieństw" realizuje się w zamyśle Anny Gadt na trzech poziomach. Po pierwsze, to intymny portret człowieka rozdartego między sprzecznymi emocjami. Po drugie, to komentarz do współczesnego świata, w którym "stary system" wartości zderza się z inwazyjną technologią. Wreszcie, to muzyczny eksperyment, w którym klasyczna forma kwartetu spotyka się z nieprzewidywalnością improwizacji.


Współpraca z Warsaw Cello Quartet okazała się strzałem w dziesiątkę. Wiolonczele, instrumenty o barwie bliskiej ludzkiemu głosowi, tworzą idealne tło dla wokalnych poszukiwań Pani Gadt. Ich brzmienie jest ciepłe i organiczne, ale potrafi też być chłodne i mechaniczne, co doskonale koresponduje z tematyką albumu.


Aby jednak w pełni zrozumieć wagę tego artystycznego gestu, musiałem spojrzeć szerzej – na samą naturę głosu, który jest tu głównym narzędziem narracji.


Ewolucja Głosu


Wbrew temu co błędnie uważa większość, posiadanie głosu nie jest równoznaczne z umiejętnym jego używaniem, tak jak dźwiganie między uszami mózgu na gwarantuje inteligencji. Najlepszy dowód wspomnianych dwóch hipotez to fakt, że używanie głosu (wokalizacja) a mowa (język) to dwa różne etapy ewolucji.


Owoż, jako hominidy (a nie jak dawniej homonidy), nasi przodkowie wydawali dźwięki od zawsze – jednak tak, jak robią to dziś szympansy lub goryle, wobec których wszelako statystyczny polski wyborca lub słuchacz jazzu czuje się suwerenem, albowiem mogąc “czynić ziemię poddaną” tak też robi z niższymi - w swym mniemaniu - wymienionymi rasami małp.

Kluczowe jest więc pytanie: kiedy ten głos stał się ludzki, czyli kiedy zyskaliśmy anatomiczną i neurologiczną zdolność do precyzyjnego artykułowania dźwięków? Od kiedy śpiewamy?


Zróbmy sobie małą podróż w czasie. Niestety inaczej się nie da, a to oznacza, że muszę się rozpisać (wiem, wiem - nuda, gdzie te ładne obrazki, spytacie)


Miliony lat temu…

…nasi najdalsi przodkowie (jak Australopithecus) używali głosu tak, jak dzisiejsze małpy człekokształtne – do wyrażania emocji, czyli strachu czy radości (pierwszy, gdy mieli realną szansę stać się czyimś obiadem, drugą, gdy udało im się tego uniknąć) , ostrzegania przed drapieżnikami czy ustalania hierarchii (wyjątkiem stadiony piłkarskie, gdzie język australopiteków wciąż decyduje o hierarchii). Były to jednak tylko proste okrzyki i pomruki, a nie kontrolowane użycie głosu.


Jakieś, bagatela, 1,5 – 2 mln lat temu nastąpiły początki kontroli głosu – Homo erectus


Wielu naukowców uważa, że przełom nastąpił przy Homo erectus. I tu poproszę bez żadnych podśmiechujków, gdyż - świntuchy jedne - nie chodzi o to, o czym myślicie na ogół, tylko o łacińską nazwę Człowieka WYPROSTOWANEGO.


Gdy nasz przodek się był wyprostował, zmienił diametralnie i na zawsze swój tryb życia, a to oznaczało, że przede wszystkim zaczął polować w stadach - grupach. Polowania grupowe i życie w większych społecznościach wymagały lepszej komunikacji. Tak powstał proto-język: prawdopodobnie wyprostowani używali prostych dźwięków i gestów do koordynacji działań. Nie była to jeszcze mowa, ale głos zaczął służyć konkretnym celom "biznesowym" (przetrwanie), a nie tylko emocjonalnym. Ślady tego języka można usłyszeć w sobotę, w hipermarketach, w rodzinnych stadnych polowaniach na rzekome okazje.



Ok. 600 000 – 300 000 lat temu nadszedł przełom anatomiczny – za karę łamcie sobie języki, bo nadchodzi Homo heidelbergensis


To tutaj dzieje się najwięcej w kwestii "instrumentu", jakim jest nasze gardło.

  • Kość gnykowa: Znaleziska kopalne (np. w jaskini Sima de los Huesos w Hiszpanii) pokazują, że ten przodek człowieka miał kość gnykową (kość w gardle wspierająca język) bardzo podobną do naszej. Wprawdzie znalezione szczątki sugerują także jej obecność u homo erectus, ale jej kształt bardziej przypominał małpi, co ograniczało możliwości modulacji głosu. Oznacza to, że Homo erectus mógł wydawać różnorodne dźwięki, ale nie posiadał kontroli oddechu i artykulacji. Sugeruje się, że Homo heidelbergensis fizycznie był zdolny do wydobywania bardziej skomplikowanych niż wcześniej dźwięków - choć jeszcze nikt nie zdawał sobie z tego sprawy, że człowiek posłuży się mową np. do produkcji bomby atomowej.

  • Utrata worków powietrznych: Małpy mają w krtani worki powietrzne, które sprawiają, że ich głos jest głośny, ale mało precyzyjny. My je straciliśmy w drodze ewolucji, co pozwoliło na finezję i precyzyjną artykulację – niezbędną do śpiewu i mowy. Coś jednak jest w powiedzeniu: nie chciało się nosić teczki, trzeba nosić woreczki.


Historia Homo heidelbergensis jest fascynująca, ponieważ to właśnie ten gatunek stanowi kluczowe ogniwo łączące prymitywne formy, takie jak Homo erectus, z bardziej zaawansowanymi – Neandertalczykami w Europie i nami, Homo sapiens, w Afryce, a jego nazwa pochodzi od miejsca odkrycia, czyli niemieckiego Heidelbergu.


Żyjąc od około 600 000 do 200 000 lat temu, Homo heidelbergensis charakteryzował się 

przede wszystkim znacznym powiększeniem mózgu, którego średnia objętość osiągała imponujące 1200 cm³, co zwiastowało skok w rozwoju inteligencji i zdolności planowania (chociaż politycy wciąż jednak nie osiągnęli poziomu człowieka z Haidelbergu). Te istoty były wyjątkowo potężnie zbudowane, wysokie i muskularne, co stanowiło udaną adaptację do chłodniejszego klimatu, a jednocześnie zachowały jeszcze prymitywne cechy twarzy, takie jak wydatne wały nadoczodołowe, choć ich fizjonomia stawała się już bardziej płaska.


Kluczowym wyróżnikiem Homo heidelbergensis jest jednak jego kultura materialna, ponieważ to on wynalazł wyspecjalizowane narzędzia myśliwskie – doskonale wyważone drewniane włócznie (znalezione w Schöningen), które umożliwiły skuteczne, zorganizowane polowania na dużą zwierzynę, wymagające zaawansowanej współpracy grupowej, a także zaczął regularnie budować proste schronienia i kontrolować ogień, co było niezbędne do przetrwania na półkuli północnej i dostarczenia energii dla tak dużego mózgu. Dodatkowo, analiza jego budowy anatomicznej sugeruje, że był on fizycznie zdolny do mowy, co czyni go pierwszym przodkiem, który wyglądał i zachowywał się w tak wyraźnie "ludzki" sposób. Na szczęście nie znamy pierwszego zdania złożonego naszego praprzodka. Wiemy jednak, że dotyczyło zagadki sensu istnienia, raczej chodziło o banalne jedzenie lub wydalanie.


Ok. 200 000 – 50 000 lat temu czas na rewolucję głosu – Homo sapiens (z tym sapiens to bym jednak nie szarżował)


Nie, nie chodzi o powstanie pierwszego przedszkola - chodzi o to, że wtedy nasza krtań obniżyła się do pozycji, którą mamy dzisiaj. Dlaczego to ważne?

  • Obniżona krtań: To unikalna cecha ludzi. Dzięki temu mamy dłuższą "rurę" rezonacyjną (trakt głosowy), co pozwala nam wymawiać samogłoski (a, e, i, o, u) i szybko zmieniać dźwięki. Minusem jest to, że jako jedyne zwierzęta możemy się łatwo zadławić jedzeniem (krzyżowanie się dróg oddechowych i pokarmowych).

  • Gen FOXP2: Około 100-50 tysięcy lat temu nastąpiła mutacja genu FOXP2, zwanego "genem mowy", który w olbrzymim skrócie mowiąc umożliwił precyzyjną kontrolę nad mięśniami ust i krtani.


To była już prosta droga do geniuszu Anny Gadt, ale warto zauważyć, że ewolucyjnie głos służył już wcześniej budowaniom więzi społecznych (tzw. "iskanie głosem" – vocal grooming), co tłumaczy, dlaczego śpiew i praca z głosem mają tak potężne działanie terapeutyczne i uspokajające. To mechanizm starszy niż sam język.


Jednak to niezwykły "dramat" naszej anatomii, nazywany w biologii ewolucyjnej kompromisem adaptacyjnym był przełomem.


Co się wydarzyło? Natura "przehandlowała" wówczas nasze bezpieczeństwo podczas jedzenia za możliwość recytowania poezji, śpiewania jazzu i kłócenia się o politykę. Uważam, że naturze chodziło wyłącznie o śpiewanie jazzu, reszta to czynniki dodane przypadkowo.


Problem "Płaskiej Twarzy" i Języka


Spójrz na profil szympansa lub psa. Mają wydłużone pyski. Ich język znajduje się prawie całkowicie w jamie ustnej. Ludzie mają płaskie twarze i krótszą szczękę. Gdzieś musiał się podziać nasz duży, mięsisty język. W procesie ewolucji jego tylna część (nasada) została "wepchnięta" w dół, do gardła. To “pociągnęło” za sobą krtań.


Dwie rury: Układ "L"



ree

To jest klucz do zrozumienia ludzkiego fenomenu.

  • U zwierząt (i ludzkich niemowląt): Krtań znajduje się wysoko, tuż za jamą nosową. Tworzy to niemal prostą rurę od nosa do płuc. Dzięki temu zwierzęta mogą jednocześnie jeść/pić i oddychać (powietrze leci górą, jedzenie bokami). Trakt głosowy jest prosty, poziomy.

  • U dorosłych ludzi: Krtań opadła nisko (na wysokość 4-7 kręgu szyjnego). Dzięki temu nasz trakt głosowy zyskał kształt litery "L" – ma część poziomą (usta) i długą część pionową (gardło).


Dlaczego "L" daje nam mowę?


Ta długa, pionowa rura gardłowa działa jak pudło rezonansowe w instrumencie muzycznym.

  • Wolność języka: Ponieważ nasada języka jest w gardle, możemy go wyginać w niesamowite kształty. Możemy go cofnąć, spłaszczyć, unieść.

  • Samogłoski: Aby wymówić wyraźne "A", "I" albo "U" (tzw. samogłoski wierzchołkowe), musimy drastycznie zmieniać kształt tej rury rezonansowej. Szympans nie może tego zrobić – jego język jest "uwięziony" w pysku, więc wydaje tylko dźwięki typu "uh-uh" lub piski, które są zniekształcone.

  • Artykulacja: Dzięki obniżonej krtani mamy przestrzeń, by "ciąć" strumień powietrza na małe kawałki (spółgłoski) i modulować je w samogłoski. To jak różnica między trąbką (prosta rura, mniej dźwięków) a saksofonem (skomplikowany kształt, bogate brzmienie).


Nosisz w sobie Skrzyżowanie Śmierci


Tutaj dochodzimy do minusów. Ponieważ krtań zjechała w dół, droga pokarmowa i oddechowa muszą się skrzyżować.

  • Jedzenie wchodzi ustami i musi trafić do przełyku (który jest z tyłu).

  • Powietrze wchodzi nosem/ustami i musi trafić do tchawicy (która jest z przodu).W punkcie przecięcia (gardło dolne) panuje ogromny ruch. Za każdym razem, gdy połykasz:

  • Twoja krtań musi wystrzelić w górę (możesz to poczuć, dotykając "jabłka Adama" przy przełykaniu).

  • Chrząstka zwana nagłośnią (epiglottis) musi zadziałać jak klapka zapadni i szczelnie zamknąć wlot do tchawicy.

  • Jedzenie "prześlizguje się" po zamkniętej nagłośni do przełyku.Jeśli zagadasz się przy jedzeniu (zaczniesz używać krtani do mowy, zamiast ją zamknąć) i ten mechanizm spóźni się o ułamek sekundy – jedzenie wpada do "dziury oddechowej". Jesteśmy jedynym gatunkiem, który tak często umiera z powodu zadławienia się kawałkiem schabowego czy jabłka.


Ciekawostka: Niemowlęta to "małe zwierzątka"


Noworodek rodzi się z krtanią ustawioną wysoko – tak jak szympans.

  • Supermoc: Dzięki temu niemowlę może ssać pierś i oddychać noskiem jednocześnie. Nie musi przerywać jedzenia, żeby zaczerpnąć powietrza (spróbuj wypić szklankę wody bez przerywania oddychania – nie uda Ci się, a niemowlakowi tak).

  • Zmiana: Około 3-6 miesiąca życia krtań zaczyna opadać. Wtedy dziecko traci zdolność jednoczesnego picia i oddychania, ale zaczyna gaworzyć – to początek formowania się naszej "dłuższej rury" rezonacyjnej.


ree

To pokazuje, jak potężną siłą napędową ewolucji była komunikacja. Ryzyko uduszenia się przy każdym posiłku było wielkie, ale korzyść z posiadania mowy (możliwość planowania polowań, ostrzegania, budowania kultury) była nieporównywalnie większa. Wydaje mi się jednak, że jako gatunek przetrwaliśmy nie dlatego, że bezpiecznie jedliśmy, ale dlatego, że potrafiliśmy się dogadać.


Czas na podróż od biologii prosto w objęcia archeologii muzycznej. Podobnie jak w przypadku mowy, nie mamy nagrań sprzed tysięcy lat, ale mamy dowody pośrednie i... gliniane tabliczki.


Kiedy zaczęliśmy śpiewać?


Najkrótsza odpowiedź brzmi: prawdopodobnie zanim zaczęliśmy mówić pełnymi zdaniami.

Naukowcy (tacy jak Steven Mithen) sugerują hipotezę o nazwie "Hmmmm" (Holistic, multi-modal, manipulative, musical, mimetic). Według niej neandertalczycy i wcześni Homo sapiens posługiwali się proto-językiem, który był bardziej muzyczny niż gramatyczny.

  • Datowanie: Skoro nasza krtań opadła około 200 000 - 300 000 lat temu, dając nam fizyczną możliwość precyzyjnej wokalizacji, można przyjąć, że "ludzki śpiew" (kontrolowana melodia) narodził się w tym oknie czasowym.

  • Pierwotna funkcja: Pierwsze "pieśni" to prawdopodobnie kołysanki (matki uspokajające niemowlęta, które po zejściu z drzew trzeba było odkładać na ziemię) oraz śpiewy grupowe budujące więź plemienną (trochę jak dzisiejsze przyśpiewki kibiców, które synchronizują tłum).


Najstarsze fizyczne instrumenty muzyczne (flety z kości sępa i mamuta znalezione w jaskiniach w Niemczech) mają około 40 000 lat. Skoro ludzie wtedy grali na fletach, to z całą pewnością śpiewali już dużo, dużo wcześniej.

Jaka jest najstarsza pieśń świata?


Najstarszy utwór, który został zapisany (ma nuty i tekst) i który możemy dziś odtworzyć, to jest to Hurycki Hymn do Nikkal (Hymn nr 6)


  • Wiek: Około 3400 lat (ok. 1400 r. p.n.e.).

  • Miejsce: Starożytne miasto Ugarit (dzisiejsza Syria).

  • Nośnik: Gliniane tabliczki zapisane pismem klinowym.Znaleziono je w latach 50. XX wieku. Co ciekawe, tabliczka zawiera nie tylko słowa, ale też instrukcje dla muzyka grającego na lirze (sammû) – to najstarszy zapis nutowy w historii.

  • Hymn jest modlitwą skierowaną do Nikkal – semickiej bogini sadów i żony boga księżyca.

  • Tekst jest trudny do przetłumaczenia (język hurycki wciąż ma przed nami tajemnice), a tabliczka jest uszkodzona, ale naukowcy zrekonstruowali jego sens. Jest to pieśń błagalna, prawdopodobnie śpiewana przez kobietę, która nie może zajść w ciążę.

  • Oto sens słów (w wolnym tłumaczeniu): Kobieta skarży się na swój los (bezpłodność) i prosi boginię o dar macierzyństwa. "Ofiaruję ołów..." (w starożytności ołów był darem wotywnym)."Niech Nikkal sprawi, bym była płodna..."Tekst wspomina też o ofiarach z oleju sezamowego, które mają przebłagać bóstwo.

  • Melodia jest melancholijna, oparta na interwałach, które dla współczesnego ucha mogą brzmieć nieco obco, ale harmonijnie.

Najstarsza "piosenka" w całości – Epitafium Seikilosa


Choć Hymn do Nikkal jest starszy, jest też fragmentaryczny. Natomiast najstarszą kompletną kompozycją (zachowaną w całości, z każdą nutą i słowem) jest greckie Epitafium Seikilosa z około I lub II wieku n.e. (czyli jest o 1500 lat młodsze od hymnu huryckiego).

Warto o nim wspomnieć, bo jego tekst jest niezwykle piękny i ponadczasowy. To krótka pieśń wyryta na nagrobku, którą Seikilos dedykował swojej żonie (lub muzie), Euterpe.


Tekst mówi:


"Dopóki żyjesz, lśnij,
nie smuć się zbytnio niczym.
Życie trwa tylko chwilę,
Czas żąda spłaty swego długu."

To starożytne "Carpe Diem", wyśpiewane ponad 2000 lat temu.


Oto tekst Epitafium Seikilosa w oryginale, w uproszczonym zapisie fonetycznym dla Polaka oraz w poetyckim tłumaczeniu.


Oryginał (Starogreka)


Ὅσον ζῇς φαίνου μηδὲν ὅλως σὺ λυποῦ· πρὸς ὀλίγον ἐστὶ τὸ ζῆν τὸ τέλος ὁ χρόνος ἀπαιτεῖ.


Fonetycznie (jak to przeczytać po polsku)


Czytaj to powoli, z akcentem na samogłoski (w grece "ou" czytamy jako "u", "ph" jako "f", "ei" jako "ej").


Hoson zes fainu Meden holos sy lypu Pros oligon esti to zen To telos ho chronos apaitej


Tłumaczenie (Wersja poetycka / "Po mojemu")


Dopóki żyjesz, lśnij,
Niech smutek cię nie zamroczy.
Bo życie trwa tylko chwilę,
A czas i tak upomni się o swoje.

A teraz porównaj sobie to epitafium sprzed tysięcy lat do poniższego tekstu obecnego wielkiego hitu FloRida “Whistle” i zadaj sobie pytanie… albo nie, nie zadawaj. Szkoda czasu.


Czy możesz dmuchnąć w mój gwizdek kochanie,

Gwizdek kochanie, daj mi znać

Dziewczyno pokażę ci jak to robić

Zaczniemy bardzo powoli

I tylko złóż swoje usta razem

I podejdź bardzo blisko

Czy możesz dmuchnąć w mój gwizdek kochanie,

gwizdek kochanie

No to jazda


O tempora! O mores!


Ewolucja Głosu: Cena, jaką Zapłaciliśmy za Śpiewanie Jazzu


To jest moment, w którym – trzymając w uszach ten hipnotyzujący dialog głosu i czterech wiolonczel – musimy cofnąć się do początku tego tekstu i połączyć kropki. Wokal Anny Gadt to triumf naszej ewolucji. To dowód, że przetrwaliśmy dlatego, że potrafiliśmy ryzykować i przekształcać proste okrzyki w pieśni.

I tak oto, docieramy do sedna. Gdy wsłuchałem się w Coincidentia Oppositorum w takim ewolucyjnym kontekście, stanąłem nagle wobec manifestu ludzkiego głosu w jego najczystszym wymiarze.

W minimalizmie albumu i w zawartym w nim dialogu absolutny, pełny wokal pani Anny Gadt ma wymiar nie tylko nieocenialnej genialności estetycznej (ja uważam, że ma), ale też - jak widać - ewolucyjny triumf anatomii, która poświęciła bezpieczeństwo dla piękna.


A Coincidentia Oppositorum jest tego najpiękniejszym, najbardziej świadomym głosem. To jeden z najlepszych albumów wokalnych, jakie powstały kiedykolwiek. Dziękuję.



ree

„COINCIDENTIA OPPOSITORUM”

"Zbieżność Przeciwieństw"


Anna Gadt / Warsaw Cello Quartet / Milan Rabij


1 Collapse #1 – 5:53 głos - swobodna improwizacja


2 Wilk – 5:04 (Na podstawie powieści Hermana Hessego)


3 Pieśń o otwartej drodze (Próba mądrości) – 3:22 Teksty Walta Whitmana, głos - improwizacja swobodna


4. Spowiedź (Dedykowana Jaume Cabre) – 4:27


5 Lo Que Es Para Uno Es Para Uno – 1:34


6 Nadchodzi lew lub mały wąż – 3:39


7 Tuga – 3:38


8 Collapse #2 – 5:52


9 Co by było, gdyby – 4:04


10 Nadzieja – 4:39 Tekst piosenki autorstwa Emily Dickinson


Anna Gadt – głos


Warsaw Cello Quartet: Jakub Pożyczka, Dominik Frankiewicz, Filip Sporniak, Wojciech Bafeltowski


Muzyka: Anna Gadt i Milan Rabij, z wyjątkiem „Collapse” – muzyka Milana Rabija


Aranżacja Milana Rabija


Nagrano na żywo 5 i 6 lutego 2025 w Hashtag Lab / Warszawa, przez Michała Kupicza


Miks i mastering wykonał Michał Kupicz


Okładka i projekt: Marek Wajda


Zdjęcia: Agnieszka Kiepuszewska


Wyprodukowane przez Annę Gadt


Producent wykonawczy: Maciej Karłowski


Fundacja Słuchaj Records


Wesprzyj Jazzdę!

Jeśli cenisz sobie recenzje, które potrafią zajrzeć pod powierzchnię i połączyć muzykę z innymi dziedzinami sztuki, to znaczy, że jazzda.net jest dla Ciebie. Wspieramy ambitne, niekomercyjne projekty, takie jak ten.

Chcesz pomóc nam pisać i publikować więcej takich materiałów?

Postaw nam kawę! Dla ciebie to tylko dycha, a dla nas jak akord otwierający nową wspaniała płytę, taką jak właśnie ta, o której przeczytałeś.

Komentarze


bottom of page