top of page
prelegenci

Inwazja przy herbacie, czyli dlaczego kosmici lubią Work Money Death?


Znudziły mi się normalne recenzje. A gdyby tekst o płycie brzmiałby tak?


Teodor „Paranormalny” Szumiło spędził trzydzieści lat na udowadnianiu, że tam w górze Ktoś Jest. Napisał siedemnaście tomiszczy o tym, że piramidy to stacje ładowania międzygalaktycznych hulajnóg, a kręgi w zbożu to instrukcja obsługi pralki Frania przesłana z Syriusza. Prowadził portal „UFO-Puls”, analizując piksele na zdjęciach rozmazanych pierogów. Przez te wszystkie lata nie widział jednak ani jednego spodka. Ani jednego szarego czy zielonego ludiczkia. Nawet głupiego lśniącego punktu, który nie okazałby się dronem sąsiada.


Aż do zeszłego czwartku.


Teodor siedział w flanelowej piżamie, wsuwając kanapkę z pasztetem podlaskim i słuchając najnowszej płyty Work Money Death, gdy usłyszał dzwonek do drzwi. Otworzył i zdębiał. W jego drzwiach stało trzech gości. Wyglądali jak skrzyżowanie rurki od odkurzacza z profesorem fizyki kwantowej na ciężkim kacu. Pachnieli ozonem, lawendą i nową elektroniką.


– Teo, stary, sory, że tak bez zapowiedzi – powiedział ten środkowy, którego głowa przypominała oscyloskop. – Ja jestem Xy-Zet-9. Przechodziliśmy obok Twojej galaktyki po fajki i usłyszeliśmy to, co u ciebie gra. Chcemy to od ciebie mieć.


Oniemiały Teodor wpuścił gości do środka i nastawił wodę na herbatę. Gdy tylko igła ramienia adapteru dotknęła winylu, w pokoju zmieniła się grawitacja.


– Się wam nie dziwię, żeście skręcili, bo to jest duchowy jazz, chłopaki – wyjaśnił Teodor tonem czołowego krytyka Dołnbitu. – Ale nie tam zwykłe uduchowione pitu-pitu. To zapis podróży przez żałobę po gitarzyście, Chrisie „Earlu” Dawkinsie.


Wtedy odezwał się saksofon Tony’ego Burkilla.


Tony, lider tego całego zamieszania, to w świecie jazzu postać tak osobliwa, że inni muzycy sprawdzają, czy pod marynarką nie ukrywa portu USB. To prawdziwy freak i kompletny świrus undergroundu z Leeds, który przez bite trzy dekady ukrywał się w cieniu jako muzyk do wynajęcia, by dopiero po 30 latach grania (!) wydać swój debiutancki album – zatytułowany po prostu „Work Money Death” (2017). To fenomen na skalę galaktyczną: człowiek, który ignoruje ziemskie pojęcie czasu i kariery, jakby nadawał z zupełnie innej materii.



Muzyka, którą tworzy, to spiritual jazz w swojej najbardziej „niedzisiejszej” formie. Jest całkowicie odklejona od współczesnych nurtów, sterylnych studiów i pogoni za klikalnością. Wszystko przez jego skrajny analogowy puryzm: Tony nagrywa w legendarnym ATA Studios, które słynie z używania wyłącznie vintage'owego, analogowego sprzętu. To sprawia, że jego muzyka fizycznie brzmi jak z innego wymiaru – ma w sobie to specyficzne ciepło, szum i szlachetny brud, których nie uświadczysz w nowoczesnych, cyfrowych produkcjach. Brzmi to tak, jakby Burkill odnalazł w piwnicy w Leeds zapomniane taśmy Alice Coltrane czy Pharoaha Sandersa i tchnął w nie życie.


Na „A Portal to Here” Burkill przechodzi samego siebie. W utworze „Brother Earl” zaczyna od fletu, by po chwili chwycić za tenor i uderzyć z taką intensywnością, że w kredensie Teodora pękła szklanka z logo „Społem”.



– To jest to, co my nazywamy „szczytami emocjonalnego roztrzaskania” – mruknął Xy-Zet-9. – U nas w Mgławicy Kraba mamy maszyny do generowania euforii, ale żadna nie brzmi tak prawdziwie, tak jak ten wasz Burkill. Ten koleś gra tak, jakby wczoraj trwało wiecznie.


Kosmici siedzieli w milczeniu przez wszystkie cztery utwory. Kiedy wybrzmiały ostatnie echa, Xy-Zet-9 zwrócił się do Teodora: – Słuchaj, Teo. Odwołujemy otwarcie czarnej dziury w przyszły piątek. Zamiast tego puszczamy Burkilla na wszystkich częstotliwościach pasma X. Jeśli po usłyszeniu tego inne cywilizacje nie zrezygnują z wojen, to znaczy, że we wszechświecie nie ma już kogo ratować.


Teodor odprowadził ich do drzwi. Kiedy spodek (po prawdzie był to stary Polonez w wersji „Interstellar”) zniknął w chmurach, wrócił spokojnie do kanapki z pasztetem. Wiedział jedno – zaszczepił piękny, niedzisiejszy jazz w innej galaktyce.



☕ SOS z Mgławicy Kraba: Postaw kawę Teodorowi!


Xy-Zet-9, zanim odleciał swoim międzywymiarowym Polonezem, zostawił na stole jedną ważną informację: „Teo, wasza ziemska technologia pisania o muzyce wymaga ogromnych nakładów energii kofeinowej. Bez tego portale się zamykają”.

Jeśli ta paranormalna podróż przez hydrofony Kołackiego i uduchowiony jazz Tony’ego Burkilla sprawiła, że Twoje własne czułki zadrgały z ekscytacji – możesz wesprzeć dalsze badania Teodora „Paranormalnego” Szumiło!

Dlaczego warto postawić nam „małą czarną”?

  • Paliwo dla portali: Każda kawa to dodatkowa godzina analizowania pikseli na zdjęciach rozmazanych pierogów (czyli szukania nowej, genialnej muzyki).

  • Ochrona przed jaszczuroludźmi: Kofeina pozwala zachować czujność, gdy spisek w toruńskim Metronie próbuje zagłuszyć dobre brzmienia.

  • Serwis czajnika: Kosmici tak euforycznie tańczą do dźwięku gotującej się wody, że Teodor musi regularnie wymieniać grzałki.

Kliknij w link i dorzuć się do międzygalaktycznego paliwa: 👉 https://buycoffee.to/jazzda.net

Pamiętaj – we wszechświecie nikt nie usłyszy Twojego krzyku, ale każdy usłyszy dobrego jazzu, jeśli Teodor będzie miał co pić przy maszynie do pisania!

Dzięki za wsparcie, Ziemianinie!

Komentarze


bottom of page