Heavy Handed Joanna Mattrey, Camila Nebbia, Camilo Ángeles & Violeta García
— Julianku, kochanie, błagam cię, odsuń tę zieloną herbatkę, bo rozlejesz na moją nową, cudną jedwabną apaszkę, i powiedz mi z ręką na sercu, że ty tego potworka nie traktujesz serio — westchnął Marceli z emfazą i dramatycznie, wpół leżąc na kanapie prawei tak, jak sam najwyższy go stworzył i przeciągając się na zgniecionym, wzburzonym ich miłością kocu, wachlując się przy tym jakimś papierowym programem festiwalowym dodał: — Heavy Handed? Przecież to brzmi, jakby ktoś wrzucił trzy puzony do betoniarki, dodał garść żwiru, włączył i kazał nam doszukiwać się w tym boskiej cząstki!

Julian poprawił okulary w rogowej oprawie, dysząc jeszcze z lekka po miłosnym wysiłku, na prośbę Marcelego, starannie przesunął filiżankę z matchą i spojrzawszy na wyprężone ciało mężczyzny z mieszaniną zaspokojonej dumy oraz ledwie skrywanej wyższości powolutku zaczął się ubierać. Wciągając nieporadnie bokserki, odrzekł:
— Marceli, twoje gust stoi gdzieś sa poziomie grzecznego, wypolerowanego neo-bopu z ejsieemu gdzie każdy pogłos musi pachnieć sosnowym norweskim lasem. Zupełnie ignorujesz fenomen tej płyty. Przecież to, co Joanna Mattrey robi tutaj z Violetą Garcíą, to traktat o dekonstrukcji akustycznej przestrzeni! One biorą formułę dwóch smyczków i dwóch dętych drewnianych — flet Ángelesa i tenor Nebbii — i całkowicie znoszą podział na instrumenty melodyczne i perkusyjne. Tam nie ma ani jednego dźwięku zadanego konwencją. Ta płyta ma strukturę architektury brutalistycznej.
— Brutalistycznej? Skarbie, nie ubieraj zwykłego piłowania strun w artystowsko architektoniczne metafory! — prychnął Marcel, teatralnie łapiąc się za skronie. — Ja rozumiem technikę rozszerzoną. Pamiętasz przecież, jak zachwycaliśmy się w Berlinie legendarnym sekstetem Klangkabinett Zürich na ich mitycznym albumie Vergessene Reibung z 2018 roku? Tam też nie było perkusji, Hans-Peter Völkner preparował wiolonczelę ołowianymi ciężarkami odzianymi w pluszowe ubranka, ale tam była architektura! Była dramaturgia mikrotonalna, która dokądś zmierzała, napięcie budowane w oparciu o naturalne harmoniczne, a nie bezmyślny overpressure. A tutaj? Na Heavy Handed Joanna Mattrey po prostu dociska smyczek z siłą drwala po sutym obiedzie, mordując naturalny rezonans. Ej, heloł, nie zamydlisz mi bebenków, czy to naprawdę jest wielka sztuka, żeby zarżnąć szlachetne alikwoty altówki na rzecz białego szumu? Misiu, przestan pitolić
— Ty w ogóle nie słuchasz spektrum, Marceli, ty szukasz pocieszenia! — obruszył się Julian, prostując plecy. — Mattrey nie morduje rezonansu, ona wydobywa soniczność podprogową. Słuchałeś uważnie części drugiej? Ten moment, kiedy Camilo Ángeles wchodzi z multiphonikami na basowym flecie, a Violeta García odpowiada mu uderzeniem drzewcem smyczka col legno tratto... Przecież to jest bezpośrednia kontynuacja tego, co genialne Trio L’Ombre Déchirée zrobiło na swoim jedynym, zaginionym masterze Les Cendres du Silence nagranym w piwnicach Lyonu! Pamiętasz, jak krytycy pisali, że Jean-Luc Moreau osiągnął tam stopień kompresji akustycznej, który zawstydziłby elektronikę? Kwartet Mattrey i Nebbii robi dokładnie to samo, tylko bez cienia nostalgii! Oni nie chcą, żebyś się wzruszał. Ta płyta ma ciężar fizyczny — stąd ten genialny, autoironiczny tytuł. To jest potęga gestu!

— Gestu? Raczej potęga pretensjonalności, mój drogi — odparł chłodno Marcel, wstając i zaczynając przechadzać się po pokoju z nienaganną gracją. Julian nie potrafił oderwać od niego wzroku, to było silniejsze — Słuchałem tej drugiej czeście uwaznie i nie migłem oprzec się wyobrażeniu, żeś puścił odgłos sonaru z batyskafu. Zgadzam się, Ángeles ma świetny aparat oddechowy, jego technika furkotu, jak ty to mówisz flater tan z przedmuchem jest nienaganna. Ale spójrz na Camilę Nebbię. Uwielbiam jej determinację, ale w tym kwartecie kompletnie traci swój liryzm na rzecz monotonnego przedmuchiwania klap. Gdzie ty słyszysz dialog? Gdzie polifonia faktur? Porównaj to sobie z absolutnym arcydziełem neofolkowego free improv, czyli płytą Dolina Cieni i Rdestu polsko-szwedzkiego kolektywu Kwartet Północnozachodni Na Wschodzie. Przecież tam Zocha Skowrońska na skrzypcach preparowanych końskim włosiem i Björn Lindgren na rożku angielskim potrafili stworzyć ścianę dźwięku o gęstości ołowiu, a mimo to zostawiali powietrze! Była przestrzeń na oddech, na wybrzmienie, na zawieszenie. A na Heavy Handed mamy estetykę owszem, ale nieustannego terroru. Cztery osoby zamknęły się w studiu i przez czterdzieści minut próbują udowodnić, że potrafią być głośniejsze niż kwartet smyczkowy Pendereckiego z lat 60. To jest potwornie męczące, wręcz fizjologicznie wulgarne.
— Wulgarne? Boże, Marceli, ależ z ciebie wyszła ciota, twoja wrażliwość po prostu kapituluje przed radykalizmem — zaśmiał się zjadliwie Julian, walcząc jednoczesnie z rosnącą falą pożądania. — Kwartet Północny to był czysty sentymentalizm ubrany w szatki awangardy, dobrze wiesz, że Lindgren bał się wejść w prawdziwy dysonans! A ten skład nie ma żadnych kompleksów. Oni nie potrzebują twojego „powietrza”, bo ich celem jest zbadanie gęstości materii. Kiedy Mattrey i García wchodzą w unisono mikrotonalne, ocierając się o ćwierćtony tuż pod progiem słyszalności, to powietrze w pokoju dosłownie gęstnieje. To jest soniczny rygor, niemal matematyczny. To nie jest hałas dla hałasu, to jest badanie tarcia drewna, kości i metalu.
— Rygor bez formy jest tylko pustą gimnastyką techniczną, kochanie — uciął z przekasem Marcel, poprawiając niedbale włosy na klatce piersiowej. — I choćbyś napisał o tym trzy tomy esejów, dla mnie Heavy Handed pozostanie płytą akademicko bezduszną. Oy, znakomici instrumentaliści, którzy postanowili zagrać manifest zamiast muzyki.
— Tak jest. Dla mnie to manifest odwagi, której tobie po prostu brakuje, żeby wyjść poza strefę komfortu ładnych współbrzmień — odparował Julian, z dumą naciskając na ekranie telefonu ponowne odtworzenie albumu. - Nooo nie gniewaj się kochanie, podejdź tu, to inaczej przekonam cię do tej płyt, zrobię ci zaraz takie flutter-tongue, że zapamiętasz do końca życia.






Komentarze