top of page
prelegenci

Podróż do utraconego świata. Joachim Mencel i jego wehikuł czasu „ETNO MACHINA”

Zaktualizowano: 28 mar

Chciałem za wszelką cenę uciec w tym tekście od wyświechtanego porównania z „muzyczną podróżą”. Szybko jednak zrozumiałem, że w przypadku „ETNO MACHINY” po prostu się nie da. Brzmienie liry korbowej jest na wskroś archaiczne; instynktownie kojarzy się ze starym światem, który dawno odszedł i już nigdy nie wróci. Prościej: kiedy na lirze gra Joachim Mencel – niekwestionowany mistrz tego instrumentu – natychmiast czujesz, jak przenosisz się w inne czasy. 27 marca 2026 roku, nakładem belgijskiej wytwórni homerecords.be ukazał się jego najnowszy, w pełni solowy album.


Stuki, puki, pomruki, czyli brzmieniowa konfuzja


Geneza powstania „ETNO MACHINY” jest głęboko osadzona w relacji artysty z publicznością. Jak sam przyznaje, po koncertach coraz częściej słyszał pytania o materiał rozpisany na samą lirę – bez zespołu, bez dodatkowych instrumentów. Płyta jest odpowiedzią na te oczekiwania, zrealizowaną w 100% autorsko i nagraną metodą overdubbing (nakładania na siebie ścieżek).


Trzeba docenić tytaniczny wręcz wysiłek, jaki Joachim Mencel włożył w modelowanie brzmienia na tym materiale. Na płycie gra wyłącznie lira korbowa i, słuchając tego albumu, naprawdę trudno w to uwierzyć, że nie ma tam absolutnie niczego ponadto.

Album brzmi wspaniale, wręcz imponująco. Moje niewprawione w słuchaniu brzmienia liry ucho zastygło i znieruchomiało już od pierwszego taktu. Ta muzyka porywa umysł – wpadam w inny wymiar i nie chcę wracać. Lira czaruje swoim ciągnącym się w nieskończoność dźwiękiem, ale wszak obok dzieją się inne dziwy. Całość obfituje w stuki, puki i jakieś głębokie pomruki. Mencel co rusz robi jakby stroił sobie ze słuchacza żarty – zwłaszcza z tego słuchacza niewprawionego, który jak ja, nie jest w stanie uwierzyć, że oto obcuje tylko z jednym instrumentem. Weźmy chociażby utwór „Etno”, który doskonale obrazuje tę iluzję, albo fascynujący, powtarzający się sygnał w utworze „Z lotu ptaka”, który brzmi niczym syrena karetki z postapokaliptycznego świata! Z kolei „Freedom jazz groove” to absolutny popis harmonicznego szaleństwa, udowadniający, że w rękach świadomego i doskonałego technicznie artysty archaiczny instrument nie stawia żadnych granic.

Jednak największym zaskoczeniem jest kawałek „Sirens”. Wprawił mnie on w prawdziwą konfuzję brzmieniową. Gwarantuję wam, że w ślepym odsłuchu w życiu nie zgadlibyście, że oto gra do was lira korbowa. To na wskroś nowoczesny, pulsujący, wysoce rytmiczny utwór, w którym tradycja spotyka się z awangardą. Brawo!



Średniowieczny syntezator z wbudowanym „Pieskiem”


Aby w pełni docenić to, jak Mencel buduje swój jednoosobowy, wielowymiarowy zespół, trzeba zrozumieć sam instrument. Lira korbowa, owoc europejskiej myśli technologicznej z X-XII wieku, to w zasadzie mechaniczne skrzypce. Zamiast smyczka posiada obracające się drewniane koło pocierające struny, a zamiast palców na gryfie – klawiaturę (skrzynkę tangentową).


Prawdziwą magią liry, która tłumaczy tak bogatą sekcję rytmiczną na płycie, jest jednak tzw. „pies” (mostek drgający). To luźny kawałek drewna podtrzymujący jedną ze strun. Gdy lirnik nada korbie gwałtowny, krótki impuls (tzw. „uderzenie”), luźna nóżka mostka zaczyna uderzać o płytę instrumentu, generując rytmiczny dźwięk przypominający werbel.

Dzięki „pieskowi” lira jest bodaj pierwszym w historii mechanicznym syntezatorem rytmicznym. Pozwala jednemu muzykowi grać melodię, trzymać basowy burdon i pełnić rolę perkusisty. Wymaga to jednak – co Joachim Mencel opanował do absolutnej perfekcji – niesamowitej koordynacji, gdzie lewa ręka zachowuje wrażliwość pianisty, a prawa działa jak precyzyjny perkusista, wykonujący kilka uderzeń podczas jednego obrotu korby.


Historia liry korbowej

To opowieść o przedziwnej degradacji społecznej instrumentu – od królewskich komnat i klasztorów, aż po żebraczy kij. Wbrew pozorom, lira korbowa nie pochodzi z Azji ani z kręgu arabskiego. Jest to instrument rdzennie europejski, będący owocem zachodniej myśli technologicznej średniowiecza.

Lira korbowa narodziła się w średniowiecznej

Europie Zachodniej (prawdopodobnie na terenach dzisiejszej Francji lub Hiszpanii) jako Organistrum. Był to instrument ściśle sakralny, używany w klasztorach do nauki śpiewu gregoriańskiego i akompaniamentu. Pierwsze liry były gigantyczne! Miały ponad 1,5 metra długości i wymagały dwóch osób do obsługi: jedna kręciła korbą, a druga unosiła ciężkie drewniane klawisze (tangenty), by zmieniać wysokość dźwięku. Do dziś możemy zobaczyć płaskorzeźby przedstawiające Organistrum na fasadach katedr, np. w Santiago de Compostela.


Ewolucja: Od sal dworskich do rynsztoka

Z czasem instrument zmniejszono, by mogła na nim grać jedna osoba. Nazwano go symphonia. W okresie renesansu, a potem baroku na lirze grano na dworach. We Francji stała się wręcz modna wśród arystokracji (pod nazwą vielle à roue). Sam król Ludwik XIV miał swoich nadwornych lirników, a kompozytorzy tacy jak Vivaldi czy Mozart pisali utwory z myślą o tym instrumencie. W XVIII i XIX wieku lira straciła prestiż. Z salonów trafiła w ręce wędrownych żebraków, ślepców i odpustowych pieśniarzy. To właśnie wtedy w Polsce i na Ukrainie utrwalił się wizerunek lirnika jako dziada proszalnego, który za parę groszy śpiewał pieśni o świętych lub historycznych bitwach.


Mistrz i innowator z innej epoki


Joachim Mencel to w polskiej muzyce postać znana i ceniona. Wzięty pianista, kompozytor, wykładowca Akademii Muzycznej w Krakowie, który współpracował z takimi sławami jak Janusz Muniak, Lee Konitz, Richard Galliano, Nigel Kennedy, czy wybitni muzycy amerykańscy (na jego płycie „Brooklyn Eye” zagrali Steve Cardenas, Scott Colley i Rudy Royston).

Za to, co robi z tym historycznym instrumentem, Menclowi należy się pomnik. I to nie tylko za samo zachowywanie liry korbowej przy życiu i w pamięci kolejnych pokoleń. Ten pomnik należy się przede wszystkim za to, że artysta wprzęga ją w tak nowoczesne brzmienia i odważnie modeluje jej dźwięk za pomocą elektroniki.


New Life’M: Jazz-popowy fundament i trzydzieści lat muzycznej przyjaźni


FOT MATEUSZ OTRĘBA
FOT MATEUSZ OTRĘBA

Warto pamiętać, że Joachim Mencel współtworzył superband New Life’M (pierwotnie New Life M.), który od swojego powstania w 1992 roku pozostaje jedną z najważniejszych i najbardziej wpływowych formacji w historii polskiej muzyki chrześcijańskiej (CCM). Ta prawdziwa „supergrupa”, w skład której obok Mencla weszli tak wybitni muzycy jak Mieczysław Szcześniak, Marcin Pospieszalski, Robert Cudzich oraz Piotr Jankowski, zrewolucjonizowała gatunek, proponując brzmienie na światowym poziomie. Zamiast prostych piosenek religijnych, zespół zaoferował słuchaczom wyrafinowaną fuzję popu, jazzu, soulu i gospel, opartą na skomplikowanych harmoniach Mencla i genialnych interpretacjach wokalnych Szcześniaka. Współpraca tych dwóch artystów trwa nieprzerwanie od ponad trzydziestu lat i wykracza daleko poza ramy zespołu, czego dowodem są liczne aranżacje Mencla na solowych płytach Szcześniaka, w tym słynny projekt „Spoza nas” do wierszy ks. Twardowskiego. To właśnie w New Life’M, tworząc takie klasyki jak „Twoja miłość”, „Z całej duszy” czy „Każdy wschód słońca”, Joachim Mencel przez dekady szlifował swój niezwykły kunszt pisania pięknych, wpadających w ucho melodii. Choć na płycie „ETNO MACHINA” obcuje on z surowym, archaicznym instrumentem, to jego „drugie, jazz-popowe oblicze” jest wciąż wyczuwalne w niesamowitej melodyce i precyzji, z jaką konstruuje swoje najnowsze kompozycje.


Mencel pilnuje, aby lira korbowa nie podzieliła smutnego losu instrumentów takich jak pochette, oktobas czy arpeggione, które dziś stanowią jedynie pokrytą kurzem ciekawostkę w muzealnych gablotach. Obok legendarnych budowniczych, takich jak Stanisław Wyżykowski z Haczowa, to właśnie Mencel wyciągnął lirę ze skansenu i umieścił w samym sercu nowoczesnej improwizacji.


„ETNO MACHINA” to album-wehikuł. Wciąga w archaiczny świat, z którego – za sprawą jazzowej wyobraźni, perfekcyjnego modelowania dźwięku i nowoczesnej elektroniki – Mencel wysyła do nas nowoczesne sygnały odziane w skórzany kubrak, czy wręcz żebracze łachmany biorąc pod uwagę konotacje skojarzeniowe z instrumentem, który w XIX wieku sczepiony został mentalnie z widokiem żebraka.

To płyta, którą trzeba przeżyć.



A jeśli po wysłuchaniu tego materiału wciąż będzie wam mało muzycznych wrażeń, gorąco polecam sprawdzić również doskonały projekt muzyczny „Echoformy”. Zapis wideo z tego niezwykłego przedsięwzięcia z tekstami Adama Mickiewicza można bez problemu znaleźć na YouTubie – to kolejny piękny dowód na to, jak wszechstronnym i poszukującym artystą jest Joachim Mencel.


Pisanie o instrumentach takich jak lira korbowa i o muzyce, która nie boi się ryzyka, to nasza pasja, ale i misja. Jeśli doceniasz czas i serce włożone w przygotowanie tego materiału o premierze „ETNO MACHINY”, możesz nas wesprzeć pod adresem: https://buycoffee.to/jazzda.net. Dzięki Twojej wpłacie możemy pozostać niezależni i dostarczać Ci teksty o najważniejszych wydarzeniach na polskiej scenie jazzowej i etno.


Komentarze


bottom of page