top of page
prelegenci

Hilalen, czyli Dwa Półksiężyce w duecie ze 120 letnim oud


Kiedy myśleliśmy, że w jazzie słyszeliśmy już wszystko, skrojony z tria duet KOMRADIN wyciąga z futerału instrument, który pamięta czasy przedwojennego Damaszku. „Hilalen” (Dwa Półksiężyce) to wspaniały, uduchowiony arabski jazz, na którym starożytna tradycja idzie w parze z nowoczesną improwizacją. Za tym dźwiękowym pomostem rzuconym między Bliskim Wschodem a współczesną Europą stoi dwóch muzyków. Asaf Harris operuje saksofonem, zaś Onn Yosef Kadosh trzyma w dłoniach absolutne serce tej płyty: 120-letni oud. To ojciec gitary: bez niego nie byłoby np. Jimiego Hendrixa czy Johna Abercrombie.


Sułtan instrumentów i jego tysiącletnia podróż


Aby w pełni zrozumieć wagę dźwięków płynących z „Hilalen”, trzeba spojrzeć na oud (proszę bardzo - po arabsku عود) nie tylko jak na instrument, ale jak na nośnik ludzkiego doświadczenia, opowiadający historię podróży i wielowiekowej wymiany kulturowej. Nazywany jest słusznie „sułtanem instrumentów”, a posiada historię sięgającą setek lat.


Oto jak kształtowała się jego niezwykła droga:

  • Złoty Wiek Islamu (VIII - XII wiek): Powszechnie uważa się, że oud rozwinął swoją tradycyjną formę w tym właśnie okresie, ewoluując z perskiego instrumentu o krótkiej szyjce, zwanego barbatem. Wpływ na Daleki Wschód: Ze świata islamskiego oud powędrował dalej, inspirując powstanie słynnej chińskiej pipy, a następnie japońskiej biwy.

  • Droga do Europy: Na Zachód instrument trafił głównie za sprawą inwazji Maurów na Hiszpanię w 711 roku oraz dzięki powracającym z Bliskiego Wschodu krzyżowcom w XI-XIII wieku.

  • Narodziny lutni i gitary: Do XIV wieku Europejczycy zaadaptowali oud, dodając do niego progi, przy jednoczesnym zachowaniu krótkiej szyjki i tyłu w kształcie misy, tworząc w ten sposób wczesną lutnię. To z niej, poprzez hiszpańską vihuelę, wyewoluowała współczesna gitara. Jak trafnie zauważa Nate Steele, oudowi można podziękować za brzmienia takich legend jak Jimi Hendrix, Keith Richards czy Joni Mitchell.

Magia bezprogowego gryfu i dynastia Nahat


Dziś oud wciąż jest żywym i intensywnie studiowanym instrumentem w świecie arabskim, Turcji, Grecji, Iranie czy Armenii. Jego magia kryje się w porywających rytmach wydobywanych za pomocą kostki do gry zwanej rishą oraz w głębokim pomruku basu. Brak progów na gryfie pozwala muzykom na eksplorację niuansów mikrotonowych, tworząc niezwykle plastyczne brzmienie.


Instrument, na którym gra Kadosh na płycie „Hilalen”, to dzieło legendarnych braci Nahat z Damaszku. Rodzina Nahat to dla świata oudu dokładnie to samo, co Stradivarius dla skrzypiec. Ich dzieła, niezwykle cenione przez kolekcjonerów na całym świecie, słyną ze spektakularnych inkrustacji z masy perłowej i drewna oraz wyrzeźbionych z kości rozet, nazywanych shams (słońce), które zakrywają otwory rezonansowe.


Te instrumenty potrafią przetrwać burze historii. Doskonałym tego przykładem jest inny oud z dynastii Nahat (zbudowany w 1928 roku przez Tawfika Nahata), który po wieloletniej odysei z rąk zegarmistrza, przez kompozytora, aż po słynnego lutnika Petera Kyvelosa, trafił finalnie jako drogocenny eksponat do Museum of Fine Arts w Bostonie.


To właśnie ten autentyczny, głęboki i ciemny rezonans starych instrumentów Nahat słychać w każdej nucie albumu duetu KOMRADIN. Jak podkreśla sam Onn Yosef Kadosh: „Cały album wykonaliśmy na tym unikalnym instrumencie. Wnosi on do nagrania autentyczny historyczny koloryt i echa starożytnej tradycji, których nie da się odtworzyć na żadnym nowoczesnym sprzęcie”.


Pomost między wiekami buduje Onn Yosef Kadosh


Onn Yosef Kadosh - muzyk, dla którego oud nie jest wyborem akademickim, ale przeznaczeniem. Przygoda Onna z muzyką rozpoczęła się już w dzieciństwie – to wtedy oud stał się jego głównym instrumentem i kluczem do odkrywania starożytnego dziedzictwa jego rodziny. To właśnie tę wrażliwość i kompozytorski kunszt Onn wnosi do duetu KOMRADIN.


Dziś Onn to wirtuoz i kompozytor kierujący m.in. Kadosh Brothers Ensemble – triem z Tel Awiwu, które jest żywym dowodem na to, że krew nie woda, a muzyka potrafi scalić rodzinne więzi w nierozerwalny monolit. Zainspirowani dźwiękami wydobywanymi przez starszego brata, do muzycznej podróży dołączyli Elay (kontrabas) oraz Elamar (perkusja i instrumenty perkusyjne).  KOMRADIN to wprawdzie inny projekt z udziałem Onna, ale muzyk przeciez czerpie doświadczenie z braterskiego ansamblu


Na fundamencie 120-letniej historii niezwykłego instrumentu KOMRADIN nakłada się jeszcze jeden, równie fascynujący obraz: opowieść w stylu muwashshah – klasycznej formie poetycko-muzycznej narodzonej w średniowiecznej muzułmańskiej Hiszpanii (Al-Andalus). W połączeniu z wirtuozerią oudu i czułym saksofonem powstaje przestrzeń na niezwykle wrażliwą interakcję, recytacje poezji i subtelności andaluzyjskiego flamenco. Zredukowanie składu zespołu do duetu sprawiło, że skomplikowane struktury rytmiczne i modalne detale ujawniają się tu z krystaliczną wręcz klarownością.



Muwashshah: Od Al-Andalus do XXI wieku


Trzeba na chwilkę zatrzymać się nad jednym z głównych motywów „Hilalen”, którym jest eksploracja tradycji muwashshah. To klasyczna forma poetycka i muzyczna, która narodziła się w średniowiecznej muzułmańskiej Hiszpanii (Al-Andalus). Muzycy KOMRADIN nie tylko odświeżają te formy, ale wplatają w nie subtelne akcenty andaluzyjskiego flamenco, budując pomost między kulturami.


Inspirowaliśmy się obrazami zawartymi w samej poezji. Aranżacje albumu zostały stworzone tak, aby ukazać głębsze warstwy tekstów muwashah. Chcieliśmy wprowadzić ten gatunek muzyczny na scenę XXI wieku, zachowując przy tym jego melodyjne, rytmiczne i modalne subtelności” – wyjaśniają artyści.


Brak progów na gryfie pozwala muzykowi na eksplorację mikrotonów, co w połączeniu z perkusyjnym rytmem plektronu (risha) tworzy niezwykle plastyczne brzmienie

.

Niezwykły związek: Orientalność i nowoczesność


Mimo tej potężnej historycznej nadbudowy, to saksofon Asafa Harrisa nadaje płycie jej ostateczny kształt, ponieważ zbliża ja ku nowoczesności. Ten genialny związek najwyraźniej wybrzmiewa w utworach takich jak „Munyati” czy „Ma Lialhaziska”. Muzycy trwają wobec siebie w idealnym dystansie, dzięki czemu przestrzeń dźwiękowa jest wypełniona równomiernie – bogata ornamentyka oudu spotyka się tu z nowoczesną frazą instrumentu dętego.


To wyjątkowa relacja: orientalność i „historyczny koloryt” oudu są tu nieustannie rekompensowane nowoczesnością saksofonu - i brzmi to nowatorsko, zwłaszcza w uszach Europejczyka. Harris operuje saksofonem z ogromną czułością, sprawiając, że instrument staje się łącznikiem między dawną tradycją a współczesną improwizacją jazzową.


Poetycka głębia i autentyczny rytm


Album to nie tylko instrumenty strunowe i dęte. To także recytacje poezji muwashahat z akompaniamentem autentycznych instrumentów perkusyjnych, co pozwala słuchaczowi poczuć oryginalne, skomplikowane struktury rytmiczne tych utworów. Minimalistyczna instrumentacja sprawia, że te subtelności ujawniają się z ogromną klarownością, pogłębiając doznania muzyczne.



„Hilalen” to muzyka dla poszukujących w dźwiękach sacrum i prawdy, udowadniająca, że starożytna tradycja może brzmieć niezwykle nowocześnie i poruszająco. To z pewnością perełka dla osób szukających w muzyce starożytnych wrażeń. Z kolei charakterystyczna dla orientu faktura czy też struktura dźwięku sprawia, że słuchacz natychmiast przenosi się w przestrzeni. Uważny odbiorca nie może się znudzić ta płytą - w zasadzie każdy odsłuch może zamienić się w wyprawę zamorską, po piaskach pustyni. „Hilalen” to jedna z najbardziej intymnych płyt ostatnich lat.


Działalność Jazzdy to misja pokazywania muzyki, która nie idzie na skróty. Jeśli cenisz nasze recenzje i chcesz, byśmy dalej mogli odkrywać dla Ciebie takie projekty jak KOMRADIN, postaw nam wirtualną kawę na buycoffee.to/jazzda.net. Każda filiżanka to wsparcie dla niezależnego dziennikarstwa muzycznego!



Komentarze


bottom of page