top of page
prelegenci

Najlepsze jazzowe płyty Grudnia 2025

Końcówka roku w świecie muzyki improwizowanej przyzwyczaiła nas do wysokiej formy wydawniczej, ale grudzień 2025 roku przeszedł najśmielsze oczekiwania. Jeśli zastanawialiście się, jakie są najlepsze płyty jazzowe ostatnich tygodni, przygotowaliśmy zestawienie, które łączy nowojorski bop, skandynawski minimalizm i polską energię festiwalową. A na końcu znajdziecie playlistę ze ponad 150 utworami jazzowymi, które miały premiery w grudniu,


Andrew Gould – „Trade Off”


Andrew Gould (saksofon altowy) i Sam Dillon (saksofon tenorowy) – dwaj nowojorscy sidemani najwyższej próby i finaliści prestiżowego konkursu im. Theloniousa Monka – łączą siły na wspólnym albumie „Trade Off”. To solidny, współczesny post-bop, w którym techniczna wirtuozeria kwintetu (w składzie m.in. ze Stevenem Feifke na pianinie) zaprzęgnięta jest jest by grać świetnie skrojone, chwytliwe melodie.


Płyta tętni energią wielkiego miasta i pokazuje pełnię możliwości nowoczesnego jazzu w najlepszym wydaniu. Posłuchajcie utworu tytułowego czy kawałka „Overcooked” i zanurzcie się w amerykański jazz, który wciąż pokazuje nowe, świeże oblicze - choć przyznać trzeba, że dzieje się to coraz rzadziej, a ostatnio najbardziej nowatorskie są kobiety. No, ale ten album to prawdziwa perełka, którą po prostu trzeba znać.



Ian Smit – „¿QUÉ?”


Ian Smit, nowojorski wizjoner i eksperymentator gitary, znany z przesuwania granic jazzu w stronę awangardy i elektroniki, zaprosił do współpracy elitę nowojorskiej sceny i stworzyli album -gęstą, surrealistyczną podróżą dźwiękową.

Płyta opiera się na niemal całkowitej improwizacji – jedyną instrukcją przed wejściem do studia było prowadzenie „muzycznego dialogu” pełnego dynamicznych wzlotów i upadków. Poza utworami „Bee Still” i „Raindrops and Waterspouts”, które oparto na luźnych strukturach harmonicznych, wszystko inne powstało spontanicznie tu i teraz. Jak podkreśla Smit, celem było tworzenie kompozycji poprzez interakcje, groove i soniczne tekstury, gdzie tradycyjna harmonia ustępuje miejsca improwizowanemu soundscape’owi, a momenty gęstego grania przeplatają się z wymowną ciszą.

Sesja nagraniowa miała unikalny charakter: Torn, Rainey i Smit grali w jednym pomieszczeniu, celowo wykorzystując panele gobo, czyli to ruchome ekrany akustyczne służące do izolacji dźwięku do generowania kontrolowanych sprzężeń zwrotnych, podczas gdy Scott Petito operował z osobnego studia. Choć Smit nigdy wcześniej nie grał z tymi muzykami w takim zestawieniu, efekt końcowy opisał jako „lot rakietą”.

Skład: Ian Smit (gitara elektryczna i akustyczna, efekty), David Torn (gitara elektryczna, national steel guitar, efekty, produkcja), Tom Rainey (perkusja), Scott Petito (bas akustyczny i elektryczny, inżynieria dźwięku).



Florian Pellissier Quintet – „Pacifiques Biches”


Francuski pianista Florian Pellissier powraca z albumem, który jest jak powiew ciepłego wiatru z wybrzeża Pacyfiku. Słoneczna i pełna wolności produkcja mistrzowsko balansuje między uduchowionym jazzem a głębokim soul-funkiem, ale to obecność wielkich gwiazd czyni ją wydarzeniem absolutnie wyjątkowym. Pellissier jest artystą o wyjątkowym jazzowym rodowodzie osadzonym w hard bopie – warto przypomnieć, że m.in. nagrywał w legendarnym studiu Rudy’ego Van Geldera swoją płytę „Rio”, co stawia go w kręgu twórców kultywujących najlepsze tradycje brzmieniowe gatunku.


Na płycie dochodzi do spotkania gigantów, którzy rzadko pojawiają się obok siebie w jednym projekcie. Z jednej strony mamy uduchowioną, saksofonową frazę legendy jazzowej awangardy – Archiego Sheppa, z drugiej zaś magnetyczną, surową energię Iggy’ego Popa. Udział „ojca chrzestnego punka” nadaje całości niepokornego, niemal rockowego sznytu, który świetnie kontrastuje z elegancką sekcją rytmiczną.


Warto zwrócić szczególną uwagę na nową twarz projektu – DjeuhDjoah pojawia się w utworze „Où c’est ? Qui sait?”, wnosząc do kompozycji powiew świeżości i swój charakterystyczny, afrofunkowy vibe. Jego udział idealnie dopełnia tę wielokulturową mozaikę dźwięków, sprawiając, że album staje się jedną z najciekawszych i najbardziej optymistycznych pozycji w nowoczesnym jazzie funkującym.


Skład: Florian Pellissier (fortepian), Christophe Panzani (saksofon), Yoann Loustalot (trąbka), Yoni Zelnik (bas), David Georgelet (perkusja). Gościnnie: Iggy Pop, Archie Shepp, DjeuhDjoah.



Lauri Porra – „Ääniä: Finland’s Official Soundscape”


Lauri Porra to postać fascynująca – praprawnuk wielkiego Jeana Sibeliusa, na co dzień basista legendarnej metalowej grupy Stratovarius, a zarazem ceniony kompozytor symfoniczny. Jego najnowszy projekt, „Ääniä: Finland’s Official Soundscape”, to dzieło wyjątkowe, stworzone na specjalne zamówienie rządu Finlandii jako oficjalny „krajobraz dźwiękowy” tego kraju.

Muzyka zawarta na albumie jest minimalistyczna, kojąca i niezwykle przestrzenna. Stanowi idealne połączenie nowoczesnej klasyki z ambientem, bezbłędnie oddające ducha fińskiej natury. Jak czytamy na oficjalnej stronie finland.fi: „Ääniä to muzyczna podróż po Finlandii, odzwierciedlająca naturalne piękno, spokój, rozległe przestrzenie i wiele oblicz najszczęśliwszego kraju na świecie. Pozwala doświadczyć Finlandii lub po prostu odnaleźć własne, wewnętrzne miejsce szczęścia”.

Dzięki kompozycjom Porry słuchacz może zanurzyć się w skandynawskiej harmonii, gdzie nowoczesna elektronika spotyka się z tradycyjnym brzmieniem orkiestry i ludowych instrumentów.

Skład: Lauri Porra (bas, elektronika) oraz orkiestra i zespół kameralny (w tym m.in. tradycyjne kantele, trąbka oraz instrumenty dęte drewniane).



Hania Derej Quintet – „Live Pol'and'Rock Festival”


Hania Derej – pianistka, kompozytorka i dyrygentka – to artystka, która mimo młodego wieku imponuje na scenie niespotykaną dojrzałością. Jej nagranie z Pol'and'Rock Festival 2025 to wulkan energii, który udowadnia, że jazz może być melodyjny, przystępny i pełen autentycznej pasji.


Hania to niezwykle inteligentna babka. Wraz ze swoim składem pokazała rockowej publiczności, że ten gatunek wcale nie musi być nudny, hermetyczny czy wyłącznie „intelektualny”. Na tym koncercie emocje grały pierwsze skrzypce, a całość brzmiała niezwykle świeżo. Utwory takie jak „Urban Jungle” czy „Busy Day” są po prostu genialne! Zespół Hani mistrzowsko buduje w nich napięcie – zaczynają spokojnie, by stopniowo przechodzić w prawdziwe szaleństwo. Finał tego drugiego numeru to czysty wulkan jazzowej mocy, który porywa słuchacza bez reszty.

Marzy mi się więcej jazzu serwowanego w tak porywającej formie. No sztos!



Thomas Strønen, Time Is A Blind Guide „Off Stillness”



Thomas Strønen, lider projektu Time Is A Blind Guide, to jeden z najbardziej aktywnych i wszechstronnych norweskich perkusistów. Jego nazwisko pojawia się w zestawieniu z tak prestiżowymi projektami jak Food (z Iainem Ballamym), Humcrush (ze Ståle Storløkkenem), Parish (z Bobo Stensonem) czy Maria Kannegaard Trio. Jako kompozytor był zaangażowany w ponad 70 wydawnictw, a jego prace gościły na licznych festiwalach i w najważniejszych rozgłośniach radiowych (m.in. BBC, NRK, DR, Deutsche Rundfunk czy Swedish Radio).


W swojej imponującej karierze Strønen nagrał ponad 60 albumów dla tak legendarnych wytwórni jak niemiecki ECM czy Rune Grammofon, współpracując z niezliczoną ilością wybitnych muzyków. Na najnowszej płycie „Off Stillness” kompozytor po raz kolejny udowadnia, dlaczego jest ceniony za swoje minimalistyczne i niezwykle przestrzenne podejście do rytmu.


Album ten to definicja „kruchej piękności”. Muzyka jest na wskroś skandynawska, iskrzy mrozem, jest pełna głębokiego skupienia i kameralnej powagi. Brzmienie jest surowe, bardzo przejrzyste, niemal laboratoryjne – każdy dźwięk perkusji, fortepianu czy instrumentów smyczkowych jest tu ważny i ma swoją własną przestrzeń. Słuchając tych kompozycji, chce się od razu pakować plecak i łapać pierwszą lepszą okazję do Norwegii. Zastanawiające, co oni tam mają w duszach, że ta chłodna, surowa estetyka wychodzi im tak pięknie i poruszająco. To nie jest po prostu jazz; to dźwiękowy zapis północnego krajobrazu, który wciąga bez reszty.


Zobaczcie na ten skład!

  • Thomas Strønen – perkusja

  • Ayumi Tanaka – fortepian

  • Håkon Aase – skrzypce

  • Leo Svensson Sander – wiolonczela

  • Ole Morten Vågan – kontrabas


Na albumie dochodzi do subtelnej, ale znaczącej zmiany personalnej – Leo Svensson Sander zastąpił Lucy Railton na wiolonczeli. Ten nowy głos płynnie wtapia się w cicho oddychające brzmienie zespołu, współtworząc misterną sieć dźwięków z oszczędną i precyzyjną pianistką Ayumi Tanaką, lirycznymi skrzypcami Håkona Aase oraz głębokim kontrabasem Ole Mortena Vågana. Momentami instrumenty smyczkowe tworzą solidne trio prowadzące dialog z sekcją, by za chwilę puls grupy scalił się w jedno, dynamiczne i żywe płótno dźwiękowe.



Evan Shornstein „Might Slip”


Evan Shornstein, znany szerzej na scenie elektronicznej jako Photay, to artysta z Brooklynu, który w swojej twórczości od lat zaciera granice między światem organicznym a cyfrowym. Jego najnowsza epka, „Might Slip”, wydana pod własnym nazwiskiem, to intymna, niemal medytacyjna podróż, która rezygnuje z gęstych rytmów na rzecz głębokiego skupienia na fakturze dźwięku.


Shornstein, dorastający w otoczeniu natury w Woodstock, w swoich wywiadach często podkreśla znaczenie „głębokiego słuchania” (deep listening). „Might Slip” jest tego najlepszym dowodem – to materiał zbudowany na fundamentach nagrań terenowych (field recordings), subtelnych syntezatorów i akustycznych detali. Album oddaje stan zawieszenia, płynności i niepewności, zapraszając słuchacza do zatrzymania się w pędzie codzienności.

Dla Shornsteina dźwięk to nie tylko matematyczna struktura, ale żywy organizm. Na tej epce udowadnia, że potrafi opowiadać poruszające historie bez użycia słów, operując jedynie ciszą, echem i delikatnie pulsującą elektroniką.


Lider: Evan Shornstein (Photay) – syntezatory, elektronika, nagrania terenowe, kompozycja. Klimat: Organiczny ambient, minimalistyczna elektronika pełna oddechu i spokoju. To muzyka, która nie narzuca się słuchaczowi, lecz powoli wypełnia przestrzeń, budując atmosferę bezpieczeństwa i melancholii. Idealna do słuchania w skupieniu, najlepiej na dobrych słuchawkach.


Różni Artyści – „Pornographic-Time, Vol. II: The Continuous Present”


Prawdziwe szaleństwo dźwiękowe, elektroniczna i mechaniczna ekwilibrystyka oraz odjazdowe, kompletnie nieoczywiste połączenia brzmień – tak w skrócie można opisać to, co dzieje się na najnowszym wydawnictwie od Drowned By Locals. To kompilacja stworzona z myślą o ludziach o mocnych nerwach, którzy w muzyce szukają czegoś więcej niż tylko spokoju.


Wytwórnia świętuje swoje piąte urodziny nie zwykłą retrospektywą, lecz potężną, trzytomową antologią cyfrową zatytułowaną „Pornographic-Time”. Projektowi towarzyszy limitowany manifest „Black Circle” autorstwa Iana Brunera. Tytułowy „czas pornograficzny” to koncepcja stanu, w którym pożądanie jest nieustannie aktywowane, ale nigdy nie znajduje spełnienia – i dokładnie taka jest ta muzyka: nienasycona, radykalna i całkowicie nieprzewidywalna.

To album dla dż2iękowych freaków i brzmieniowych poszukiwaczy, stanowiący fascynujący przegląd tego, co dzieje się na najdalszych marginesach współczesnej muzyki improwizowanej, elektroniki i avant-jazzu. Za nieskazitelną (choć brutalną) jakość dźwięku odpowiada legenda masteringu – Rashad Becker z berlińskiego Clunk Studio.


Warto zwrócić uwagę na utwór Bernardino Femminielliego – „La Fièvre de l’Archipel”. To międzykontynentalna produkcja łącząca brzmienie klasycznego TR-808 nagranego we Włoszech z gitarą elektryczną prosto z Vancouver, a wszystko to zmiksowane w letnim domu w Szwecji. To idealny przykład „instynktownej logiki kuratorskiej” wytwórni, która łączy światy, które w teorii nigdy nie powinny się spotkać.


Harmonogram wydawniczy antologii (jalkbyście chcieli kupić, ale nie macie odwagi zapytać):


  • Tom I: The Pornographic-Tantalus – 28 listopada 2025

  • Tom II: The Continuous Present – 19 grudnia 2025

  • Tom III: The Horizonless Interface – 30 stycznia 2026


Skład: Różni artyści sceny eksperymentalnej i avant-jazzowej (m.in. Bernardino Femminielli, Bunny Raver). Klimat: Niepokojąca, gęsta i techniczna podróż przez dźwiękowy margines. Absolutny odjazd dla fanów free improv i radykalnej elektroniki.


Jeśli te recenzje pomogły Ci odkryć nową ulubioną płytę lub po prostu cenisz rzetelne pisanie o jazzie (które, jak wiadomo, wymaga mnóstwa czasu i jeszcze więcej dobrej kofeiny), możesz wesprzeć moją działalność.

Jazz i kawa to od zawsze para idealna, a każda „postawiona” filiżanka pozwala mi szukać dla Was kolejnych takich perełek i trzymać rękę na pulsie światowej sceny.

Postaw mi wirtualną kawę tutaj: buycoffee.to/twoja-nazwa


Komentarze


bottom of page