Maciej Sikała - jazz bez asekuracji
- ROBERT KOZUBAL

- 5 paź
- 4 minut(y) czytania
Zaktualizowano: 6 paź
Słucham nowego albumu “Better Place” trio Macieja Sikały i staje mi w głowie taki wymyślony obrazek:

Dzień drugi nadzwyczajnego zjazdu jazzmanów polskich dobiegał końca. Sala wciąż tętniła echem gorących debat, w których prym wiedli przedstawiciele nurtu elektroakustycznego — zwani przez niektórych „modulatorami”, przez innych „cyberbopowcami”, a przez siebie samych po prostu „nowymi głosami jazzu”.
I właśnie wtedy, gdy wydawało się, że tradycja została definitywnie zepchnięta na margines, na mównicę wszedł Maciej Sikała. Nie potrzebował efektów, nie miał za sobą ściany loopów ani syntetycznych pejzaży. Miał za to ten swój spokojny, pogodny głos, który potrafi uciszyć nawet najbardziej rozgrzaną salę.
„Szanowni delegaci,” — zaczął z uśmiechem, który nie był ani prowokacją, ani ustępstwem. — „Wszystko pięknie, wszystko gra. Ale trzymajmy się choć trochę tradycji. Bo jeśli całkiem ją porzucimy, to niebawem nie będzie wiadomo, czym jazz właściwie różni się od innych gatunków. A przecież jazz to nie tylko forma — to pamięć, to idiom, to duch.”
I wtedy właśnie zabrzmiał „Better Place” — nie jako manifest, nie jako polemika, ale jako przypomnienie. Trio Sikały nie krzyczy, nie walczy o uwagę. Ono gra tak, jakby mówiło: „jesteśmy tu, bo wiemy skąd przyszliśmy”.
Tak to sobie wyobrażam słuchając ostatniej płyty profesora Sikały.
Album “Better Place”, który pojawił się z początkiem października, to nagranie, na którym Maciej Sikała występuje z sekcją rytmiczną w formule tria (saksofon, kontrabas i perkusja), a to jest zawsze rodzaj deklaracji i jazda bez trzymanki. To jeden z najbardziej bezlitosnych sprawdzianów dla każdego saksofonisty! A jednocześnie ulubiona formuła muzycznej wypowiedzi Macieja Sikały, jego pierwsze trio zbudował z Tymonem Tymańskim (bas) i nieżyjącym Jackiem Olterem, legendarnym bębniarzem grupy Miłość, w której przecież Maciej Sikała przez lata grał.

Brak instrumentu harmonicznego (fortepianu czy gitary) oznacza, że nie ma tu miejsca na siatkę asekuracyjną. Rola Sikały staje się o wiele bardziej wymagająca: to on musi samodzielnie budować całą przestrzeń, utrzymywać harmoniczne napięcie i prowadzić narrację. W tym składzie sekcja rytmiczna nie jest tylko akompaniamentem – musi wykazywać się chirurgiczną precyzją i błyskawiczną reakcją, by wypełnić tę lukę.
Nic za darmo. Granie w trio ma swoją cenę, ponieważ to rezygnacja z rozbudowanych aranżacji i skomplikowanych struktur. Nie można ukryć się za dodatkowymi warstwami, choć muzyczne tematy stają się nieco bardziej tajemnicze, Wymaga to, aby linia saksofonu niosła w sobie całą harmonię, a rytmika była czytelna, ale i nieustannie angażująca. Cała sztuka polega na różnicowaniu formy i utrzymaniu hipnotyzującej spójności. To właśnie dlatego tak rzadko słyszymy projekty solo, a trio jest wyborem śmiałków pewnych swych umiejętności.
Tymczasem na “Better Place” nie słychać żadnych napięć wynikających z wymienionych wyzwań, nie ma mowy o żadnych ograniczeniach formuły! Muzyka płynie tak swobodnie, naturalnie i organicznie, że granie w trio jawi się jako jedyny, naturalny wybór, a nie karkołomne artystyczne wyzwanie. To z kolei dowód na to, jak wielkim językiem operuje Sikała, oraz jak doskonale zgrał się z resztą składu, czyli Wojciechem Pulcynem na kontrabasie i Sławomirem Frankiewiczem na perkusji. Oni grają ze sobą od lat, głównie w zespole Jakuba Stankiewicza, znają się świetnie

Muzyka na “Better Place” jest zwrócona silnie ku klasycznej odsłonie jazzu, słychać tu szacunek do tradycji, choć mowy nie ma o banalnym swingowaniu (oj pewnie dostanę po uszach za ten opis), to od pierwszego kroczącego, tytułowego tematu (mogę słuchać w zapętleniu tego pięknego podkładu z kompozycji lidera składu “Better Place” a w wykonaniu pana Pulcyna) słuchać odwołania do najlepszych saksofonistów w historii. Saksofon lidera jest zawsze na planie pierwszym, prowadzi nas przez płytę, kroczymy za nim jak za światłem w tunelu, no ale wspiera się na dwóch mocnych filarach. Muzyka donikąd nie goni, raczej roztacza przed słuchaczem muzyczną gawędę, meandruje. Maciej Sikała jest zawsze na swoim miejscu, wie co i jak zagrać, ja to u niego wszystko wygląda na przemyślane, wynikające z siebie, a utwory po prostu się rozwijają w sposób naturalny ale i konsekwentny.
Niemniej ten album nie tylko wzbudził u mnie respekt, ale bardzo, bardzo mi się podoba. To moim zdaniem poziom światowy.
Tak mówi o nim sam lider tria:
„Kiedy okazuje się, że do wspólnego, twórczego grania nie potrzeba nut, ustalania tempa i formy, a te elementy pojawiają się w grze spontanicznie, to oznacza, że zespół muzyków dobrał się idealnie! Tak było w przypadku moich spotkań z Sebastianem Frankiewiczem i Wojciechem Pulcynem, a ponieważ wyjątkowo lubię połączenie typu sax, bass i perkusja, to zdecydowałem się na współpracę z tymi wybitnymi muzykami i wspaniałymi kolegami. Efektem naszej wspólnej pracy jest płyta MACIEJ SIKAŁA TRIO - „BETTER PLACE”. Kilka lat grania razem w tym składzie wpłynęło nie tylko na jeszcze lepsze wyczuwanie się nawzajem, ale także na obranie kierunku, w jakim chcemy podążać, sposobu w jaki chcemy brzmieć jako zespół. I tak powstał nowy materiał muzyczny, który dostarczyli w dużej mierze Wojtek i Sebastian. Dwa utwory są mojego autorstwa, w tym tytułowy, który dedykuję pamięci mojej córki, Karoliny, wierząc, że jest w lepszym miejscu, gdzie nie ma bólu i cierpienia. A muzyka na płycie, co to jest? To jest po prostu JAZZ!”
Dla porządku oraz dla tych nielicznych, którzy jeszcze jakimś cudem tego nie wiedzą napiszę, że Maciej Sikała to wybitny polski muzyk jazzowy – saksofonista tenorowy i sopranowy, kompozytor oraz pedagog akademicki. Jego kariera artystyczna obejmuje ponad 70 wydawnictw płytowych, liczne nagrody branżowe oraz wieloletnie prowadzenie klas saksofonu jazzowego na Akademiach Muzycznych w Gdańsku i Bydgoszczy. Współpracował i nagrywał z takimi artystami jak Lester Bowie, David Liebman, Billy Harper, Reggie Workman, Ronnie Burrage, Joanne Brackeen, Kenny Wheeler, Leszek Możdżer oraz Jan Ptaszyn Wróblewski. Był członkiem legendarnego zespołu Miłość, z którym zrealizował pięć albumów studyjnych. Zajął pierwsze miejsce w czytelniczej ankiecie Jazz Forum w kategorii saksofon tenorowy (1995–2005, 2010) oraz sopranowy (od 2012). Otrzymał nominację do nagrody Fryderyk w kategorii Jazzowy Muzyk Roku (2001).

Bardzo się cieszę jeśli się podobało. Prowadzenie tego bloga to najfajniejsza rzecz na świecie, więc będę Ci wdzięczny za wsparcie (równowartość kawy na mieście). Wszystkie pieniądze z wpłat przeznaczam na muzykę, którą potem recenzuję dla Was.
Śmiało. Pomożesz mi. Wystarczy kliknąć przycisk w dole. Dziękuję bardzo!





Komentarze