top of page
prelegenci

„Liberty & Identity” Agaty Kulis – Jazz jako sztuka dialogu

Agata Kulis na swojej drugiej płycie „Liberty & Identity” stawia na jazz znacznie odważniej, skutecznie uciekając od przewidywalności. To materiał, w którym wokalistka wykazuje się imponującą dyscypliną artystyczną – zamiast narzucać muzyce własną narrację, zaskakująco mądrze „oddaje pole” zespołowi, tworząc przestrzeń dla wspólnych, organicznych struktur. W efekcie otrzymujemy dojrzały, autentyczny, i co tu dużo gadać, udany album.


Już od pierwszych dźwięków słychać, że to płyta o innym ciężarze gatunkowym niż debiut. Album otwiera się mocnymi, jazzowymi wokalizami i kompozycjami, które są propozycjami bardzo nieoczywistymi. Kulis nie szuka w nich łatwych rozwiązań, a trzy pierwsze pieśni to jazz powichrowany jak włoskie lody. „Beauty” jest utworem z genialnym, hipnotyzującym, repetytywnym i niezwykle melodyjnym zakończeniem, które zostaje w głowie na długo po wybrzmieniu ostatniego akordu. Z kolei „Folklove” to prawdziwy przewrotny żart aranżacyjny. Kawałek zaczyna się zadziornie, niemal jak hardrockowy numer, by po chwili przeobrazić się w coś zupełnie innego, stając się dla wokalistki niemałym wyzwaniem technicznym.


fot. Krystian Jaworz
fot. Krystian Jaworz

W kontrze do tych jazzowych łamigłówek stoi „Manuel” i - nazwijmy to - druga część płyty. Utwór, który zdaje się być ukłonem w stronę poprzedniej albumu artystki "Come a little closer". Muszę przyznać, że Agata Kulis w takim materiale czuje się genialnie. Sam mam słabość do smooth jazzu – jeśli jest zagrany na odpowiednim poziomie, bywa o wiele ciekawszy i bardziej angażujący niż znoszone, jazzowe standardy. „Manuel” zaś to piękna piosenka, która nie umyka melodii. Gdyby jednak to ona stała się singlem, mógłby być to przekaz mylący. W porównaniu z pierwszymi pokręconymi, powikłanymi utworami, „Manuel” jest momentem oddechu, swoistą oazą, która wyraźnie odcina się od eksperymentalnej natury pierwszych utworów.


Warto zasłuchać się również w „Nothing More". Takie kawałeczki uwielbiam, bo mój boże, przy tej muzyce można po prostu leżeć w trawie i marzyć, gapiąc się w niebo, a mnie osobiście do tego potrzebna jest muzyka, żeby miec kontakt ze swoim wewnętrznym g gówniarzem. To numer z fajnym, bujającym, amerykańskim rytmem i mocnym, satysfakcjonującym zakończeniem. I jeszcze mamy „Czułość Lekkość Czar” – utwór, który śmiało mógłbym nazwać „Leśmianem jazzowym”. Jest w nim coś trochę naiwnego, trochę baśniowego, a przy tym niezwykle łagodnego.



Fundamentem całego tego muzycznego gmachu jest jednak niezwykła umiejętność pani Kulis do „zaklęcia” w dźwiękach dwóch odległych światów. Artystka łączy na tej płycie Amerykę – miejsce, gdzie studiowała i spędziła znaczną część swojej drogi artystycznej – z Polską, swoją ojczyzną. To dopiero życie za oceanem pozwoliło jej w pełni zrozumieć znaczenie polskości, kultury, relacji rodzinnych oraz wartości, które definiują jej sposób patrzenia na świat. Jednocześnie pobyt w USA obudził w niej głęboką potrzebę wolności – rozumianą jako odwaga do realizacji marzeń, pielęgnowania indywidualności i świadomego przeżywania życia.


Chcę akapicik poświęcić roli instrumentów klawiszowych. Na płycie znajdziemy mnóstwo wyśmienitych partii fortepianu, tak dominujących i sugestywnych, że momentami łapałem się na myśli, czy nie jest to przypadkiem album Adama Jarzmika, który jest ich wykonawcą. Pianista – nomen omen, którego ostatnie świetne nagrania lądują w moim odtwarzaczu niezwykle często i który już od dłuższego czasu czeka na obszerniejszy opis na łamach jazzdy – wnosi tu niesamowitą wrażliwość.


Fajne?! Wesprzyj Jazzdę!
dziękuję


Ta swoboda, z jaką Kulis oddaje przestrzeń zespołowi (Adam Jarzmik, Maciej Nieć, Filip Mozul, Jakub Łępa, Michał Zwierniak), sprawia, że „Liberty & Identity” brzmi jak wspólne dzieło świadomych muzyków. Jazzowa ciekawość przenika się z soulową wrażliwością w sposób niezwykle spójny, a każda zmiana nastroju jest w pełni uzasadniona.


Wyszła z tego bardzo udana, dojrzała płyta. 26 czerwca to data, którą warto zapamiętać – Agata Kulis wchodzi na nowy, poziom swojej jazzowej drogi. Ale nie byłbym sobą gdybym nie dodał: Pani Agato, niech Pani nie porzuca łagodnej odmiany jazzu, chcę sobie leżeć w trawie, gapić się w niebo i słuchać Pani kawałków. Są świetne.


fot. Krystian Jaworz
fot. Krystian Jaworz





Komentarze


bottom of page