Mistrz odbrązowiony, jazzowy i symfoniczny. zapraszamy 2 lutego do NOSPR w katowicach na koncert Młynarski Bynajmniej
- ROBERT KOZUBAL

- 24 sty
- 5 minut(y) czytania
Czy piosenki Wojciecha Młynarskiego mogą stać się jazzowymi standardami na miarę „Great American Songbook”? Piotr Schmidt udowadnia, że nie tylko mogą, ale wręcz powinny. Już 2 lutego w katowickiej sali NOSPR odbędzie się wydarzenie bez precedensu. Projekt „Młynarski. Bynajmniej” zabrzmi w poszerzonym, symfonicznym składzie, a na scenie obok kwintetu Schmidta i orkiestry AUKSO pod batutą Marka Mosia, staną legendy i wirtuozi: Ewa Bem, Aga Zaryan oraz Wojciech Myrczek. Jazzda z duma patronuje medialnie koncertowi.

To nie będzie kolejna akademia ku czci. To próba tchnięcia w genialne teksty Mistrza nowej, jazzowej energii, pełnej improwizacji, swingu i nieoczywistych harmonii. O tym, jak zamienić pomnik w żywy organizm i dlaczego ten koncert będzie czymś więcej niż tylko odtworzeniem płyty, rozmawiamy z liderem projektu, trębaczem Piotrem Schmidtem.
Robert Kozubal Jazzda.net: Piotrze, 2 lutego NOSPR wypełni się muzyką Wojciecha Młynarskiego. Czego tak naprawdę możemy spodziewać się na tym koncercie? Czy to będzie wierne odtworzenie albumu „Bynajmniej”, czy dacie sobie w tym kwintecie więcej przestrzeni na koncertowe szaleństwo i „strzał chwili”?

Piotr Schmidt: Koncert w NOSPR to dla nas wydarzenie szczególne – to nie tylko promocja materiału z płyty, ale wejście na zupełnie nowy poziom tej opowieści. Oczywiście, trzonem są genialne, jazzowe aranżacje Krzysztofa Herdzina i Sabiny Meck, które słuchacze znają z albumu, ale sala NOSPR i obecność orkiestry AUKSO pod dyrekcją Marka Mosia dodają temu projektowi niesamowitej głębi. Czy będzie wiernie? Pod względem szacunku do frazy Mistrza – tak. Ale jesteśmy jazzmanami, więc "strzał chwili" jest wpisany w nasze DNA. W kwintecie z Krzysztofem Herdzinem, Andrzejem Święsem i Sebastianem Frankiewiczem zawsze szukamy nowej energii. Na scenie NOSPR te utwory zaczną oddychać pełną piersią, a my damy sobie tyle wolności, na ile będziemy mogli sobie w ramach pewnej konwencji pozwolić. Najważniejsze jest to, że koncert ten przedstawi rozszerzony repertuar utworów z tekstami Młynarskiego, a do dodatkowych utworów aranżacje pisze moja żona, dr kompozycji, Joanna Szymala. Rozszerzony repertuar, dodatkowe utwory i aranżacje, a także dodatkowe gwiazdy – a zatem wyjątkowo dobrze wzbogacona wersja albumu „Młynarski. Bynajmniej.” to coś, co będzie można usłyszeć tylko w NOSPR w Katowicach.
Robert Kozubal Jazzda.net: W projekcie bierze udział Krzysztof Herdzin – postać instytucja, oraz współautor Wojciech Myrczek, który głosem potrafi zrobić wszystko, ale będą również Aga Zaryan i Ewa Bem. Jak ta „mieszanka wybuchowa” osobowości wpływa na odbiór tekstów Młynarskiego? Czy słuchacz, który zna te utwory od dziecka, może poczuć się na koncercie, jakby słyszał je pierwszy raz w życiu?
Piotr Schmidt: To jest właśnie magia tego spotkania. Wojtek Myrczek ma niesamowity dar – on nie tylko śpiewa, on interpretuje te teksty z aktorskim zacięciem, co przy Młynarskim jest kluczowe. Zaproszenie Ewy Bem, pierwszej damy polskiego jazzu, oraz Agi Zaryan, która wnosi do projektu niespotykaną subtelność, sprawia, że te teksty zyskują nowe barwy, nowe perspektywy – kobiece, refleksyjne, czasem bardzo emocjonalne. Dla kogoś, kto dorastał przy Młynarskim, to może być niezwykle intrygujące. Ogólnie w tym projekcie takie utwory jak „Bynajmniej” czy „Księżyc Nad Kościeliskiem” to nie tylko znane melodie, ale pełnoprawne jazzowe standardy, które w ustach takich osobowości brzmią świeżo, jakby zostały napisane wczoraj, specjalnie dla nas, za co oczywiście odpowiadają wybitni aranżerzy.
WSZYSTKIE FOTO W GALERII JACEK PIOTROWSKI
Robert Kozubal Jazzda.net: Dlaczego właściwie zdecydowałeś się sięgnąć po twórczość Wojciecha Młynarskiego, która – umówmy się – na pierwszy rzut oka wydaje się tak nieoczywista jazzowo?
Piotr Schmidt: Na pomysł ten wpadł mój przyjaciel, przedsiębiorca – meloman, Michał Kalita. Michał nie tylko wpadł na ten pomysł, ale też razem z Wojtkiem Myrczkiem brał udział w wyborze utworów oraz sugerował pewien nastrój, który jest mu bliski sercu, a który chciałby by się w tym nowym projekcie znalazł. Nastrój ten pewnej dekonstrukcji i wolności muzycznej jest mi bardzo bliski, więc od razu złapaliśmy wspólny flow. Natomiast Młynarski dla mnie, to trochę polski odpowiednik wielkich autorów American Songbook. Na pierwszy rzut oka to "tylko" piosenki, ale gdy zajrzy się pod spód, widać genialną konstrukcję, niesamowity rytm frazy i miejsce na oddech, które aż prosi się o jazzową improwizację. Pomyślałem, że warto pokazać, że polska piosenka z tamtych lat ma w sobie ten sam gen swingu i elegancji, co utwory Gershwina czy Portera. W tekstach Młynarskiego jest inteligencja, ironia i niesamowita muzyczność słowa – to idealny materiał do przekładu na język współczesnego jazzu, który kocha wielowarstwowość.
Robert Kozubal Jazzda.net: No właśnie, powstanie płyty „Bynajmniej” to niejako „głos ludu” – oddolna inicjatywa jazzowego melomana i wielbiciela Młynarskiego, który zaproponował takie połączenie. Czy możesz opowiedzieć coś więcej o tym?
Piotr Schmidt: Tak, to ciekawa historia. Pomysłodawcą i "spiritus movens" całego przedsięwzięcia był, tak jak wspomniałem, mój przyjaciel, Michał Kalita. To on, jako wielki meloman i pasjonat twórczości Młynarskiego, rzucił nam to wyzwanie. Sugestia ta trafiła na bardzo podatny grunt. Szybko zadzwoniłem do Wojciecha Myrczka, który – jak się okazało – od dziecka nasiąkał tymi tekstami. Razem zadzwoniliśmy do Krzysztofa Herdzina, jako pianisty, ale także głównego aranżera tego projektu, bo też już wiedzieliśmy, że chcemy by to był projekt nagrany z orkiestrą. I choć na aranżacje czekaliśmy około pół roku, to dalej potoczyło się już wszystko dosyć sprawnie.
Robert Kozubal Jazzda.net: Powiedz szczerze, Piotrze – dla kogo tak naprawdę jest ten koncert? Czy celujesz w purystów jazzowych, którzy szukają nowych struktur i improwizacji, czy raczej w oddanych fanów Młynarskiego, dla których najważniejsza jest treść i genialna fraza Mistrza? A może udało się znaleźć złoty środek?
Piotr Schmidt: Myślę, że celujemy w jednych i drugich oraz tych ze środka. Że taki złoty środek faktycznie udało nam się zrobić. Celuję w ludzi wrażliwych na piękno, bez względu na gatunkowe etykiety. Oczywiście, puryści jazzowi dostaną to, co kochają – wirtuozerskie solówki, odważne harmonie i najwyższą jakość wykonawczą. Z kolei fani Mistrza odnajdą tę genialną treść, podaną w sposób może delikatnie mniej oczywisty, ale na pewno w zgodzie z konwencją i kanonem, który tym tekstom się należy. To jest nowoczesny jazz, który kłania się nisko tradycji polskiej piosenki literackiej.
Robert Kozubal Jazzda.net: Czy nie odnosisz wrażenia, że Młynarski powoli jest odsuwany do panteonu, na pomniki i do zakurzonych antologii, zamiast go po prostu śpiewać? Czy projekt „Bynajmniej” to Twoja próba „odbrązowienia” Mistrza i pokazania, że jego słowa wciąż są żywe i niesamowicie aktualne?
Piotr Schmidt: Dokładnie o to nam chodziło! Pomniki są zimne, a Młynarski był i jest niesamowicie żywotny. "Odbrązowienie" to dobre słowo. Chcieliśmy nadać tym wybranym utworom nowe życie, wyciągnąć je z czarno-białych nagrań i wpuścić w nie krew współczesnej muzyki z silnym naciskiem na jazz. Teksty Młynarskiego o naszej mentalności, o miłości, o absurdach rzeczywistości są dziś tak samo aktualne (a czasem wręcz bardziej) jak 40-50 lat temu. Przez ten projekt chcemy powiedzieć: słuchajcie, to nie jest tylko klasyka do czytania w antologiach, to jest muzyka, która żyje, bawi, wzrusza i prowokuje do myślenia tu i teraz. W NOSPR 2 lutego udowodnimy, że Młynarski ma się świetnie i wciąż potrafi zaskakiwać.
Działalność Jazzdy to misja pokazywania, że jazz to nie zimne pomniki, ale żywa emocja – tak jak w muzyce Piotra Schmidta. Jeśli cenisz nasze rozmowy i chcesz, byśmy dalej mogli „odbrązawiać” polską scenę muzyczną, docierając do najciekawszych twórców, wesprzyj nas wirtualną kawą na buycoffee.to/jazzda.net. Każde wsparcie pozwala nam być tam, gdzie muzyka oddycha pełną piersią.

















Komentarze