top of page
prelegenci

Filip Żółtowski Quartet – GEN-RE: Eksplodująca kontynuacja BiBi, czy preludium do rewolucji


ree

[OSTRZEŻENIE DLA SŁUCHACZY: Zawartość tej EP-ki może prowadzić do poważnego niedosytu, rozgoryczenia i permanentnego powtarzania odsłuchu. Redakcja jazzda.net odnotowała przypadki utraty kontroli nad życiem osobistym spowodowane zbyt krótkim czasem trwania materiału.]


„GEN-RE” to EP-ka, która za pierwszym razem wywołała złość, za drugim czyste rozgoryczenie, a za trzecim totalny, palący niedosyt. Panie Filipie, szanujmy się! Jak można nagrać tak potwornie krótki, ale tak dobry materiał i zostawić nas słuchaczy w pół drogi, na rozdrożu, w jakimś szpagacie, w cholernym szczerym polu? Powtarzamy te kawałki w nieskończoność, pies nie sika od tygodnia, żona chce się rozwodzić. Panowie! Tak się nie robi! Miejcie litość!


Chronologia Transformacji


Historia kwartetu to zapis błyskawicznej ewolucji i ciągłego podważania własnych fundamentów. Album debiutancki, nagrany w 2021 roku "Humanity", był żywiołowym, akustycznym jazzem głównego europejskiego nurtu: szybkim, osadzonym w tradycji, zdradzającym nieśmiało nieprzeciętne horyzonty wszystkich członków zespołu, a zwłaszcza jego lidera. Humanity był albumem pełnym dynamicznych, improwizacyjnych dialogów, gdzie saksofon i trąbka ścigały się w post-bopowych figurach, a sekcja rytmiczna (z Mikołajem Stańko na czele) operowała subtelnym, akustycznym drive'em. Była to płyta pełna wirtuozerii, ale wciąż czytelnie zakorzeniona w estetyce, która ceniła tradycyjną formę. Właśnie na tym tle, wydany w 2024 roku „BiBi”, jawi się jako wybuchowa supernowa, radykalnie zrywająca z utartymi schematami.


To właśnie BiBi przekształcił zespół i uczynił Filip Żółtowski Quartet synonimem awangardy na polskiej scenie. To była już nie ewolucja, lecz rewolucja brzmieniowa.


fot. Emilia Pasoń
fot. Emilia Pasoń

Materiał na „BiBi” był mocno rockowy, z gęstym wykorzystaniem elektroniki, balansujący na pograniczu rocka progresywnego, z budowaniem utworów opartych na czytelnych strukturach, wpadających w chwytliwe melodie. Kluczową nowością było wprowadzenie głębokiego, syntetycznego basu i tekstur generowanych przez syntezatory (obsługiwane przez Wojciecha Wojdę), które nie tylko uzupełniały warstwę harmoniczną, ale wręcz przejmowały role melodyczne i rytmiczne. Ten album był zaskakujący intensywnością i odwagą w łączeniu chłodnej, niemal industrialnej elektroniki z ciepłym brzmieniem trąbki i saksofonu. Odważne, długie formy, które często prowadziły do kulminacji o sile heavy metalowego riffu, sprawiły, że BiBi stało się płytą, którą trudno było zakwalifikować do jednego gatunku.


W roku, w którym „BiBi” został bez wahania okrzyknięty przez jazzda.net najlepszą polską płytą jazzową, równie mocno zachwycała się nim krytyka. „Laboratorium Muzycznych Fuzji” określiło go jako „jazzową eksplorację z elektronicznym twistem”, a „Jazzpress” pisał wprost: „«BiBi» to dźwiękowa odyseja przez czas, przestwór i ludzkie historie, wiodąca ku nieskończonym horyzontom muzycznych kosmosów.” Krytycy podkreślali, że Żółtowskiemu udało się uniknąć pułapki jazz-fusion w starym stylu, tworząc coś faktycznie świeżego i aktualnego, rezonującego z młodszą publicznością, wychowaną na muzyce elektronicznej i ambitnym hip-hopie.


Co kluczowe, za tą kosmiczną odyseją stała wyraźna, autorska wizja. Płyta „BiBi” została w całości zaplanowana przez Filipa Żółtowskiego. Sam muzyk przyznał: „Projekt drugiej płyty powstał w całości w mojej głowie. Przyszedłem do moich przyjaciół z zespołu z gotowym materiałem, na który miałem pomysł. Wiadomo, że muzycy dają dużo od siebie, ale cała koncepcja albumu i jego wydźwięk zaplanowane były wcześniej.” Ta kontrola artystyczna i determinacja w przemyśleniu każdego detalu harmonicznego i brzmieniowego, od wstępu po ostatnie wyciszenie, ugruntowały pozycję lidera jako jednego z najbardziej innowacyjnych kompozytorów młodego pokolenia.


Mimo tak ogromnego sukcesu, zespół wraca z materiałem, który jest tak bezwstydnie, bezczelnie dobry, że jego skondensowana forma urąga zdrowemu rozsądkowi.

„GEN-RE” nie jest numerem dwa, ani nawet trzy w dyskografii. To kluczowy aneks i manifest jednocześnie, który domyka historię transformacji, jednocześnie otwierając drzwi do trzeciego, pełnowymiarowego rozdziału. Jak mówi sam Filip Żółtowski, to „zatarcie granic pomiędzy gatunkami muzyki i domknięcie historii rozpoczętej na płycie «BiBi»”.


Zespół w składzie, który dokonał tej fuzji:

  • Filip Żółtowski – trąbka, moog

  • Szymon Zawodny – saksofon altowy

  • Wojciech Wojda – syntezatory

  • Mikołaj Stańko – perkusja


GEN-RE: zero kalkulacji

Filip Żółtowski bezczelnie gwiżdże jazzowym purystom w gęby. Otwierająca EP-kę melodia zagrana na trąbce jest urzekająca, spokojna i wpadająca w ucho. To jakby muzyk mówił: „nooo, to ładna rzeczywiście melodia, macie z czymś problem?” To zaproszenie jest jednak szybko odarte z niewinności, bo o ile trąbka jest klasycznym narratorem, to elektronika gra tu rolę główną; jest już jak powietrze – wszędzie obecna, bez której być może nie ma tej muzyki.

Materiał na „GEN-RE” jest na luzie, nagrany z "rękami w kieszeniach", bez napinki i bez obsesyjnej pogoni za arcydziełem, które musi wykręcać rytm jak szmatę po myciu podłogi. Kwartet z premedytacją wprowadza beatowe frazy i mocny rytm, ale robi to z naturalną pewnością siebie, która sprawia, że muzyka po prostu płynie.

fot. Emilia Pasoń
fot. Emilia Pasoń

Syntezatory nie są już subtelnym tłem, lecz równoprawnymi partnerami dla akustycznej trąbki i saksofonu, a w zasadzie tworzą z nimi hybrydowy organizm. Zespół balansuje między dynamicznymi momentami o zmiennej rytmice a pulsującymi, beatowymi frazami. Fantastycznie mocno znów gra Mikołaj Stańko, jest go coraz więcej, wypełnia rytmem zaplecze grupy, tworzy mur, na którym koledzy mogą się oprzeć, gra bardzo odważnie, dużo i szeroko.


Taka instrumentalna dialektyka jest świadectwem dojrzałości. Zespół, który zdobył III miejsce na Blue Note Competition i wyróżnienie na Jazz Juniors, pokazuje, że własny język można budować na pozornie sprzecznych fundamentach. Trąbka Filipa Żółtowskiego – raz liryczna i śpiewna, innym razem ostra i przetworzona – staje się narratorem tej soniczej transformacji.

Kwartet od początku istnienia udowadniał, że potrafi poruszać się między stylami: od jazzowej wrażliwości, czerpiącej z polskiego folkloru, po nowoczesne, światowe wzorce.

„GEN-RE” jest tego najmocniejszym dowodem. Nazwa EP-ki jest programem: totalne zatracenie granic gatunkowych. Jazz staje się tu tu tylko platformą startową. Zespół odważnie idzie ku nowemu, rezygnując z fizycznych nośników – EP-ka ukazała się wyłącznie w formach cyfrowych, co jest kolejnym elementem tej nowoczesnej, cyfrowej wizji.


Jeśli „BiBi” było płytą roku, „GEN-RE” są obowiązkowymi, zdigitalizowanymi korepetycjami z tego, dlaczego tak się stało. To wydawnictwo dla słuchaczy, którzy rozumieją, że jazz w 2025 roku nie pyta już o to, co jest dozwolone, lecz o to, co jest nieuniknione. Filip Żółtowski Quartet dostarcza nam muzykę, która jest spojrzeniem w przyszłość, w to, jak może wyglądać nowoczesny jazz i dokąd może się udać. Żółtowski ma swoją wizję muzyki czerpiącej z jazzu, ale niekoniecznie całkowicie w nim osadzonej. Rozwija ją konsekwentnie. Życzymy mu, aby robił to dalej, nawet wbrew wszystkim i wszystkiemu.

Jeśli cenisz sobie recenzje, które potrafią zajrzeć pod powierzchnię i połączyć muzykę z innymi dziedzinami sztuki, to znaczy, że jazzda.net jest dla Ciebie. Wspieramy ambitne, niekomercyjne projekty, takie jak ten. Chcesz pomóc nam pisać i publikować więcej takich materiałów? Postaw nam kawę! Dla ciebie to tylko dycha, a dla nas jak akord otwierający nową improwizację. https://buycoffee.to/jazzda.net


Komentarze


bottom of page