Dr Zolo Trickster Music: Sowizdrzalski jazz, który skacze do gardła
- ROBERT KOZUBAL

- 3 dni temu
- 4 minut(y) czytania

„Na co czekasz, otwórz to pudełko, puść na pełny regulator i szalej, szalej bez końca” – mówią te oczy. Te czarne, komiksowe ślepia wyrysowane na hipnotyzującym, wściekle czerwonym tle dosłownie wbijają się w człowieka. Świdrują wzrokiem, prowokują. To jedna z najlepszych okładek płyt ever, jakie kiedykolwiek widziałem. I aż chce się wcisnąć start. Szanowni Państwo, przed Wami płyta, która zamiast grzecznie pukać do drzwi, wyważa je razem z futryną – album "Trickster Music" warszawskiego tria Dr Zolo.
To czysta, bezkompromisowa ekstaza. Sam nazywam taką jazdę jazzem sowizdrzalskim – pełnym buntu, przekory, ostrego punkowego nerwu i rockowego brudu, skąpanego w awangardowej elektronice. Co najważniejsze: to brzmienie jest absolutnie jedyne w swoim rodzaju i rozpoznawalne już od pierwszej sekundy.
Od złośliwego łotra do totalnej wolności

Nazwa formacji to bezpośredni ukłon w stronę popkultury – pułkownika Zolo, głównego złoczyńcy z kultowego filmu przygodowego Miłość, Szmaragd i Krokodyl (Romancing the Stone). I ta muzyczna opowieść faktycznie brzmi jak soundtrack do zwariowanego kryminału albo filmu akcji, w którym prym wiodą uroczy łotrzykowie w stylu Gangu Olsena, Różowej Pantery czy Szpiega z Krainy Deszczowców.
U zarania projektu, który narodził się w 2023 roku z inicjatywy Maćka Dymka, leżał głód totalnej artystycznej swobody. Choć edukacja Dymka była osadzona w tradycji fortepianu klasycznego, od zawsze ciągnęło go do rocka, metalu czy folku. Pierwszym krokiem do wyrażenia siebie bez kompromisów było skomponowanie trzech utworów odwołujących się do freudowskiej triady osobowości: Ego, Superego i Id. Do współpracy zaprosił Pawła Kowalskiego, z którym doskonale znał się z formacji Administratorr Electro. Co niezwykle ciekawe, tam role były odwrócone – to Maciek siedział za garami, a Paweł obsługiwał elektronikę. W Dr Zolo postanowili przewietrzyć swoje nawyki i zamienić się miejscami: Dymek wrócił do instrumentów klawiszowych, na których wyrósł, a Kowalski przejął bębny. Ten buntowniczy gest odwrócenia klasycznych funkcji ustawia całe DNA zespołu – zero rutyny, wolność i maksimum ryzyka.
Duch Doorsów i potęga analogu
Poszukiwania brzmienia idealnego trwały chwilę. Po solowych doświadczeniach w projekcie Volarek, Dymek wiedział jedno: modularna elektronika bez presetów, wymagająca aptekarskiej precyzji w kręceniu gałkami, zabija sceniczną spontaniczność. Zainspirowany patentem Raya Manzarka z The Doors (który lewą ręką pędził bas, a prawą tkał melodie), Maciej zbudował własne monstrum:
Lewa ręka: basowy fundament z potężnego syntezatora Moog.
Prawa ręka: vintage'owe plamy z Mellotronu oraz elektryczne pianino przepuszczone przez delays, phasery i siarczyste przestery.
Początkowo jako duet wydali w 2024 roku surową EP-kę Ex Machina. Jednak formule „dwóch ludzi, dwa instrumenty” brakowało trzeciego wymiaru. Po eksperymentach z różnymi instrumentami (w grę wchodziła nawet tuba!), na próbie pojawił się saksofonista Bartosz Smorągiewicz. To był strzał w dziesiątkę. Smorągiewicz wniósł do składu jazzową elastyczność i chęć do eksperymentów z efektami dźwiękowymi. Ich wspólny ogień na Jazz Jamboree pod koniec 2024 roku przypieczętował narodziny pełnoprawnego tria.
Od techno-transu po weselne ska na sterydach
W tym graniu jest absolutnie wszystko. Dr Zolo idealnie wpisuje się w supermodny dziś, „londyński” nurt brudnego, repetytywnego jazzu, który stawia na hipnotyczny rytm. Do tej muzyki można, a wręcz trzeba tańczyć! Posłuchajcie choćby utworu „Blady szczur” – to jeden ze spokojniejszych numerów na krążku, a jednak pulsuje tak motorycznie, że ciało samo rwie się do ruchu.
Krążek otwiera wspomniane już szaleństwo w postaci „Red Husky”. Od samego początku unosi się tu potężny duch lat 70., sekcja dęta bezczelnie pcha się w uszy, a zespół z całych sił tłucze słuchacza po głowie całym dostępnym arsenałem instrumentalnym. Chwilę później, w intro do utworu „Traktor”, dostajemy rasowe, gęste techno – jestem bez pamięci zakochany w tym otwarciu!
A skoro o maszynach mowa... Uważam, że każdy, absolutnie każdy pracownik w Polsce powinien rano, zaraz po odpaleniu komputera lub wejściu na halę, puścić sobie utwór „Poranny ZPRDL”. Serio. Dzięki tej petardzie codzienna egzystencja za biurkiem czy na stanowisku z miejsca stałaby się żywsza, energiczniejsza, chwacka i gracka. Kto wie, może przy takim tempie niejeden rodak autentycznie polubiłby w końcu swoje zajęcie?
Z kolei w takim kawałku jak „Huculski” chłopaki serwują nam punk-jazz najwyższej próby. Słychać tu echa stylistyki Benjamina Hermana, ale – nie oszukujmy się – warszawiacy są w tym o wiele bardziej przekonujący, dzicy i bezkompromisowi. Momentami ta płyta ma w sobie tak nieokiełznaną energię, że można się poczuć jak na weselu wybitnego, ale skrajnie niespełnionego muzyka ska. Chaos kontrolowany w wersji deluxe.
APEL JAZZDY.net
KUPUJCIE PŁYTY - NIE ZOSTAWIAJCIE ARTYSTÓW NA PASTWĘ STRIMINGÓW
Sto procent żywego mięsa
W 2025 roku przyszedł czas na rejestrację tego materiału. Żadnego pójścia na łatwiznę, żadnego komputerowego czyszczenia. Płytę "Trickster Music" nagrano „na setkę” w małym, ciasnym pomieszczeniu. Efekt? Brzmienie jest nieprawdopodobnie organiczne, wręcz fizyczne. Mikrofony saksofonu zbierały drgania bębnów i klawiszy, dzięki czemu całość pulsuje jednym, wspólnym krwioobiegiem.
To muzyka skrajności – z jednej strony dostajemy tu ciężkie, walcowate riffy, które mogłoby podpisać samo Black Sabbath, z drugiej – totalną, improwizacyjną bezkompromisowość godną Johna Zorna. Tytułowy Trickster to archetypowy oszust, bóstwo chaosu i inteligencji, które wymyka się wszelkim ramom. I taki jest ten album: nieprzewidywalny, emocjonalny i cholernie oryginalny.
Otwórzcie to, puśćcie głośno i oszalejcie. Dr Zolo właśnie zdefiniował na nowo, czym może być współczesny jazz-rockowy obłęd!
Podobał Ci się ten tekst? Jeśli moje recenzje i sowizdrzalskie tropy pomagają Ci odkrywać tak genialną muzykę, możesz postawić mi wirtualną kawę! Każde wsparcie pozwala utrzymać niezależność Jazzda.net i daje kofeinowego kopa do pisania kolejnych tekstów z pazurem.





Komentarze