top of page
prelegenci

Chopin na ćwierćwiecze - RGG ”The Soul of Soil”

3 godziny temu
4 minut(y) czytania

Pamiętacie kim byliście w 2001 roku? Świat pędził na złamanie karku, jakby chciał nadrobić strach przed pluskwą milenijną, która ostatecznie okazała się wydmuszką i pierwszą globalną dmuchaną medialną lalką informacyjną. W niedzielne popołudnia cała Polska zamierała przed telewizorami, zaklinając skoki Adama Małysza na mistrzostwach świata w Lahti i na Turnieju Czterech Skoczni. Wieczorami z wypiekami na twarzy podglądaliśmy Frytkę w TVN pierwszego „Big Brothera”, zastanawiając się, czym właściwie jest ten cały reality show, a w kinach Peter Jackson zabierał nas do Śródziemia we wbijającej w fotel „Drużynie Pierścienia”. Polska reprezentacja pod wodzą Jerzego Engela po szesnastu chudych latach wreszcie wywalczyła awans na mundial, wyznaczając obowiązujący do dziś standard biało-czerwonych na tej imprezie: mecz otwarcia - mecz o wszystko - mecz o honor.


Byliśmy wtedy zachłyśnięci nowym stuleciem – na biurkach królował błękit i zieleń tapety Bliss ze świeżutkiego Windowsa XP. A potem przyszedł wrzesień, runęły wieże WTC i brutalnie skończyła się era niewinności i światowego ładu.   


Właśnie w tym rozedrganym, pełnym skrajności 2001 roku trzej studenci katowickiej Akademii Muzycznej – Przemysław Raminiak, Maciej Garbowski i Krzysztof Gradziuk – postanowili połączyć siły w ramach jazzowego tria. Pierwszy utwór, jaki wspólnie zagrali na próbie, nosił tytuł Scandinavia. Wygrali "Bielską Zadymkę Jazzową" i wkrótce, bo w kwietniu 2003, jako dodatek do numeru „Jazz Forum” pojawił się album pod tym samym tytułem, zarejestrowany w studiu Radia Katowice, stając się oficjalnym, fonograficznym narodzeniem tria RGG sygnowanym jeszcze jako Raminiak / Garbowski / Gradziuk – Scandinavia, z katalogowym numerem Radia Katowice PRKCD 050.


fot. Przemysław Ryś
fot. Przemysław Ryś

Podczas gdy świat dokoła krzyczał, wariował od nadmiaru bodźców i pędził przed siebie, oni zaproponowali coś pod prąd: przestrzeń, skupienie, medytacyjny oddech i dźwięki, które zamiast atakować słuchacza, zapraszały do uważnego milczenia. To było 25 lat temu. Panowie powiesili wysoko poprzeczkę i wciąż ją podnoszą, ponieważ zmierzyć się z dorobkiem najsłynniejszego polskiego kompozytora, kilka lat po tym, gdy wszyscy już go w roku chopinowskim przerobili na wszelkie możliwe jazzowe sposoby, trzeba mieć nie lada odwagę i... dobrą okazję.


Tą okazją stało się zaproszenie, które idealnie zbiegło się z artystyczną dojrzałością formacji. Program artystyczny związany z albumem „The Soul of Soil” powstał z rekomendacji Narodowego Instytutu Fryderyka Chopina, który zaprosił RGG do przygotowania i wykonania premierowego koncertu prezentującego nowy materiał w ramach programu kulturalnego EXPO 2025 w japońskiej Osace.



FOT. PRZEMYSŁAW RYŚ


Zaproszenie to stało się bezpośrednim impulsem do stworzenia autorskiej interpretacji muzyki Chopina – przefiltrowanej przez unikalny, wypracowywany przez lata język RGG oraz wspólne doświadczenie trzech improwizatorów: Łukasza Ojdany (fortepian), Macieja Garbowskiego (kontrabas) i Krzysztofa Gradziuka (perkusja) - bo taki obecnie od wielu lat skład utrzymuje RGG.


Premierowa prezentacja w Osace była pierwszym publicznym wykonaniem projektu w jego pełnym, koncertowym kształcie, a zarazem symbolicznym zwieńczeniem jubileuszowego roku 25-lecia działalności zespołu. Z Osaki ten materiał wraca do nas w postaci krążka skończonego. Krążka intymnego. Kolejnego albumu RGG, w którym nie sposób się nie zanurzyć. Ten materiał niektórzy już nają: można go było posłuchać np 22 sierpnia w ramach "Letniej sceny w Żelazowej Woli".


Album otwiera się grubo ponad minutę. Tyle trwa liryczny wstęp Łukasza Ojdany do Mazurka in A minor, Op. 17, No. 4. Nie ma żadnych niespodzianek - od razu wiadomo, czyj to materiał, wszak to kanon absolutny. Po dwóch minutach gra cały zespół - to ich autorska wersja, ale nie czmycha ona przed oryginałem. A potem wchodzi jedna z najbardziej hipnotyzujących etiud, mniej znana, traktowana jako studium posępnego mroku. O dziwo RGG ją rozświetla i jest to moim zdaniem interpretacja genialna. Pojawia się jazzowy feeling, świat znika, jest RGG i Chopin. Brawo. Chwilę później RGG rozmontowuje jednak nie do poznania taki króciak chopinowski, mało grany, w zasadzie znany głównie koneserom Mazurek es-moll op. 6 nr 4. W sumie oryginał jest moim zdaniem dość banalny - a panowie z niego zrobili majstrsztyk. Trwa ponad 4 minuty, wędruje i rozlewa się swobodnie jak nieuregulowana rzeka. Dalej jest tylko lepiej. Wzlecicie pod nieboskłon przy kolejnym kanonie, czyli interpretacji Mazurka a-moll op. 67 nr 4 - każdy go słyszał przynajmniej raz w życiu. I tu jest genialnie, zespół prowadzi go po swojemu, z charakterystycznym skandynawskim rysem pozostawiając bez większych zmian ten hipnotyzujacy, śpiewny temat mazurka i wplatając go w swoją wizję. I jeszcze słowo o końcówce, bo zespół wyraźnie zwalnia - przedostatnia jest "etiuda na lewą rękę", której interpretacja moim zdaniem chce zerwać z tą łatką i robi to pięknie (znów pan Łukasz mnie zaczarował, ale tam czuwa nad wszystkim pan Krzysztof). Płytę zamyka Nokturn g-moll op. 15 nr 3 i powiem wam, że ja tu kończę, bo nie da się go opowiedzieć, szkoda prób, palce wiszą nad klawiaturą bezradnie. Musicie go posłuchać.



Wielki ukłon dla RGG za to, że jest to Chopin nieoczywisty. Zespół zdecydował się na całkowity brak efektownych hitów estradowych (jak Polonez As-dur, Walc Des-dur czy Etiuda Rewolucyjna). Wszystkie wybrane kompozycje – 5 mazurków, 3 etiudy o wolnym tempie oraz 1 nokturn – utrzymane są w tonacjach molowych (a-moll, e-moll, cis-moll, es-moll, f-moll, g-moll). Jest to więc Chopin skupiony, kontemplacyjny i harmonicznie nowatorski, idealnie skrojony pod improwizacyjny język tria RGG.  Informacji dołączonej do płyty przecztałem m.in.

W centrum zainteresowania muzyków znajdują się nie tylko melodia i harmonia, ale również brzmienie, dynamika, cisza i przestrzeń. Chopin staje się dzięki temu punktem wyjścia do budowania wielowarstwowej narracji dźwiękowej, w której granica pomiędzy kompozycją a improwizacją zaczyna się zacierać

Tak właśnie jest.


Czy to zasługa Chopina, czy RGG? Trudno powiedzieć, ale ta muzyka znów mnie porwała. Miesiąc temu, gdyby ktoś powiedział mi, że jazzowe interpretacje Chopina wprawią mnie w zachwyt, przyjąłbym to ze sceptycyzmem. Ten kompozytor jest dziś zajazzowany niemal doszczętnie – szczególnie od 2010 roku, roku chopinowskiego..


A jednak.


Od wczoraj, czyli od 18 września, ten album może mieć każdy.

Odważę się napisać: powinien mieć każdy.




 




Komentarze


bottom of page