top of page
prelegenci

Playlista jazzda, 200 na jednego, czyli Majóweczka jazzóweczka

Zaktualizowano: 27 cze

Niemal 200 utworów z płyt jazzowych nagranych w maju, zatem cała galaktyka premier - oto playlista jazzda. Wprawdzie zabrakło totalnych petard olśnieniowych, które wywracają jelita to jest kilka albumów, które koniecznie trzeba zapamiętać i mnóstwo fajnie bujającego jazzu. Zapraszam, poczytajcie, a potem koniecznie posłuchajcie!


ree

Na początek wyga: saksofonista Gorka Benitez i jego wolta. Jaka wolta? Po pierwsze Gorka dobrał nowy skład ( Moisés Sánchez - piano, Michael Formanek - bass, Jeff Ballard - drums), po drugie nagrał z nim płytę za jednym podejściem. Ot - jak opisuje to lider - spotkaliśmy się, zjedliśmy razem kolację, weszliśmy wieczorem do studia i nagraliśmy płytę. Jak pstryknięcie palcami. "Nie chcieliśmy przegadanego materiału, żeby nam te piękne rzeczy nie prześlizgnęły si nam przez palce. Żadnego drugiego podejścia. Po prostu odpuszczamy i dzielimy się światem tą ulotną, niezapomnianą chwilą. Benitez wyjaśnił, że chciał aby każdy utwór brzmiał jasno, krótko i sucho. Czy się udało? Posłuchajcie


O liderze: Gorka Benítez (ur. 1966 w Bilbao) – hiszpański saksofonista jazzowy, kompozytor i pedagog. Studiował saksofon na Konserwatorium w Bilbao i w Barcelonie, a dzięki stypendium doskonalił warsztat w Harbor Performing Arts Center oraz Mannes School of Music w Nowym Jorku. Od 1995 roku mieszka w Barcelonie, gdzie zdobył kilkanaście nagród Stowarzyszenia Muzyków Jazz i Muzyki Nowoczesnej Katalonii (m.in. dla najlepszego solisty i najlepszego albumu) oraz reprezentował Kraj Basków na MIDEM w Cannes z własnym kwartetem “Bilbao”. Współpracował m.in. z Shojim Kojimą, Omara Portuondo, Martirio i Guillermo Klein, a w 2002 roku założył festiwal Simbiotiz-Art, koncertując na czołowych festiwalach jazzowych w Europie i Ameryce.


Belgowie maja nie tylko najlepsze piwa na świecie! Mają także doskonały jazzowy skład o nazwie AZMARI.


ree

To nie jest taki typowy dżezzowy jazz, ponieważ panowie z grupy od samego początku istnienia czerpali wielką inspiracyjną chochlą z etnicznych wpływów tureckich oraz głębokiej psychodelicznej psychodelii. Po trzech świetnych albumach nadszedł czas na czwarty: przebojowy, melodyjny, pełen bliskowschodniej ornamentyki muzycznej, tych jedynych w swoim rodzaju zakrętasów, zawijasów, oraz pełznących w górę, ku słońcu, melodii. Azmari stworzył niepowtarzalne brzmienie i konsekwentnie się go trzyma, zresztą nic dziwnego zważywszy, że na początku w ogóle nie chcieli grać jazzu. Połączył ich Alexis Nootens, pierwszy gitarzysta zespołu. Jego ambicją było stworzenie grupy... reggae. Z zapleczem ska perkusisty Arthura Anciona i doświadczeniem bluesowym jego przyjaciela saksofonisty Mattéo Badeta uważał, że już wita się z belgijską, tłustą gąską, że uzyskał idealne połączenie. Jednak projekt szybko odszedł od reggae, ponieważ muzycy chcieli koniecznie zbadać inne rejony. Badali, badali dotąd, aż odkryli przenikliwe, melancholijne brzmienie ethio-jazzu. Wpływy Azmari sięgają więc eklektycznego wachlarza artystów, w tym Okay Temiz, Heliocentrics, Whitefield Brothers, Surprise Chef, Antibalas i Sons of Kemet. Płyta jest żywa, energetyczna, z mnóstwem elektroniki, niebanalna.




ree

Album "CODE Red" to drugie wydawnictwo kanadyjskiego zespołu Code Quartet, kolektywu czterech czołowych improwizatorów i kompozytorów jazzowych z Montrealu - kwartetu bez instrumentów harmonicznych. Płyta ukazała się 30 maja 2025 roku nakładem Justin Time Records / Nettwerk Music Group Inc. Założony w 2017 roku CODE Quartet (wcześniej DJVF) to kolektyw czterech kanadyjskich kompozytorów i improwizatorów jazzowych. W jego skład wchodzą Jim Doxas na perkusji, saksofonistka altowa i sopranowa Christine Jensen, Adrian Vedady na basie oraz trębacz Lex French.

Materiał na “CODE Red” powstał podczas zimowej rezydencji w Laurencians w 2022 roku, dofinansowanej przez Canada Council for the Arts. Może to ten zimowy anturaż i mroźna izolacja spowodowały, że materiał jest taki krystaliczny, przejrzysty, uporządkowany i spójny brzmieniowo, trochę nawet nazbyt monolityczny, bo bez ani jednej ryski, jak smartfon prosto z taśmy produkcyjnej - ale dla wielu to ogromna zaleta (ja wprawdzie wolę większą chropowatość). Jest to kawał świetnego jazzu! Dla muzycznych intelektualistów i konceptualistów - wybór wprost idealny.



a teraz rarytas

ree

Kevin Sun to nowojorski saksofonista tenorowy, kompozytor i lider zespołów jazzowych, który od debiutu w 2018 roku wydał już siedem pełnych albumów, w tym trzy imponujące podwójne płyty. Jego wcześniejsze wydawnictwa zbierały entuzjastyczne recenzje na przykład w „The NYC Jazz Record” i „DownBeat”, gdzie chwalono jego „lekką, a jednocześnie błyskotliwą” grę oraz zróżnicowanie nastrojów i rytmów.

Jego EP, „lofi at lowlands ”, miało premierę 9 maja 2025 roku. To dziewięcioutworowy zestaw (m.in. „banshees”, „gorgonry” czy „time-warped blues”), trwający w sumie ok. 23 minuty, nagrany w trio z Walterem Stinsonem (kontrabas) i Kayvonem Gordonem (perkusja).

Sesje odbyły się podczas rezydencji w „Lowlands Bar” na Brooklynie (16, 23 i 30 kwietnia 2024), a materiał wzbogacono o overdubbing i dodatkowe partie w legendarnym Sear Sound Studio w Nowym Jorku (2–3 maja 2024). Produkcją zajął się sam Sun, miksowali Andres Abenante i Michael Perez-Cisneros, a mastering wyszedł spod ręki Brenta Lamberta w The Kitchen Mastering.


Co najważniejsze „lofi at lowlands 一” to radykalne przedefiniowanie formatu akustycznego tria jazzowego – Sun eksperymentuje tu z samplingiem, wielowarstwowymi nakładkami i reorganizacją nagrań, tworząc kalejdoskop dźwiękowy, w którym improwizowane fragmenty z różnych dni łączą się w zaskakujący, niemal oniryczny ciąg. Artyście przyświecało dość radykalnie turpistyczne motto: „muzyka jest grzybem wyrastający z trupa swojego nagrania”, co oddaje podejście do post-produkcji jako organicznego procesu twórczego.


fenomenalna płyta!


ree

Tytuł albumu "Nostalgia Blitz" można tłumaczyć wielorako. Gdy jednak płytę tak tytułuje postrzelony saksofonista Benjamin Herman to prawdopodobnie ma na myśli walec kryzysu wieku średniego, który zgniata ludzi metrykalnie do niego podobnych. To nie jest wprawdzie nowa płyta, to jest wydanie DeLuxe albumu sprzed dwóch lat, ale każdy powód, żeby zarekomendować komukolwiek (hej, hej czyta to kto?) gościa. No bo to jest kozak.

Benjamin Herman urodził się 9 maja 1968 roku w Londynie, ale już jako ośmiolatek przeniósł się z rodziną do Holandii. Saksofon chwycił w wieku dwunastu lat, a rok później grał na profesjonalnych scenach klubowych. To nie był żaden dziecięcy wybryk — ten gość naprawdę miał ciąg do grania i szaleńczy groove.

Jest najbardziej znany jako lider zespołu New Cool Collective, który łączy jazz z soulem, muzyką latynoską i tanecznym sznytem. Gra głównie na saksofonie altowym, ale sięga też po flet. Jego solowe projekty to mieszanka wszystkiego: od punk-jazzu, przez klasyczne standardy, po współprace z poetami i raperami.

Występował z takimi tuzami jak Candy Dulfer czy Han Bennink. A do tego prowadzi audycję radiową i był dwukrotnie uznany za najlepiej ubranego Holendra przez magazyn Esquire. Wystarczy?

A muzyka? To jest punk jazz. Ale serio, serio. Bez metafor. Nie chodzi o to, że facet filozofuje na temat związku jazzu z punkiem. Nie. On gra punk na jazzowych instrumentach. Jest to znakomite, głośne, szybkie, garażowe, rozbestwione, gnające. Uwielbiam. Posłuchajcie jak wiele Siekiery jest w utworze "Capitain Zorg"? Czy Public Image Ltd zagraliby "Bambaruushan Boogie"? No jasne! W pytę do kroścet płyta ta jest!

NO DOBRA, TERAZ PLALISTA Z NOWOŚCIAMI JAZZOWYMI Z MAJA 2025



ree

Bardzo się cieszę jeśli się podobało.


Prowadzenie tego bloga to najfajniejsza rzecz na świecie, więc będę Ci wdzięczny za wsparcie (równowartość kawy na mieście).


Wszystkie pieniądze z wpłat przeznaczam na muzykę, którą potem recenzuję dla Was. Śmiało. Pomożesz mi. Wystarczy kliknąć przycisk w dole. Dziękuję bardzo!


Komentarze


bottom of page